<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>felieton &#8211; Planszówki we dwoje</title>
	<atom:link href="https://planszowkiwedwoje.pl/tag/felieton/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://planszowkiwedwoje.pl</link>
	<description>...lecz nie tylko dla dwojga</description>
	<lastBuildDate>Tue, 08 Apr 2025 21:05:12 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://planszowkiwedwoje.pl/wp-content/uploads/2023/02/cropped-Logo-strona-75x75.png</url>
	<title>felieton &#8211; Planszówki we dwoje</title>
	<link>https://planszowkiwedwoje.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Dzień Gier Planszowych, czy&#8230;</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/10/dzien-gier-planszowych-czy/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/10/dzien-gier-planszowych-czy/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Oct 2020 15:36:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2020/10/dzien-gier-planszowych-czy/</guid>

					<description><![CDATA[&#8230; dzień czyszczenia magazynów? 10.10.2020 &#8211; pierwszy w Polsce Dzień Gier Planszowych. Lubię różne fanowskie inicjatywy mające promować hobby, a jednocześnie często podchodzę do nich sceptycznie. Tak trochę paradoksalnie, na zasadzie &#8222;popieram, ale nie do końca rozumiem&#8221;. Przede wszystkim mam trochę problem z samą akcją, brakuje mi czegoś &#8211; poza datą i nazwą &#8211; co łączyłoby to w całość i sprawiło, że jako odbiorca poczuję, że to &#8222;akcja&#8221; i faktyczne święto całej społeczności. O co mi chodzi? Na przykład o jakiś fajny wywiad (czy też konferencję, taką z czatem na żywo i pytaniami) na temat rynku i hobby z przedstawicielami wydawnictw. Może akcję, by zaangażowani w Dzień Gier Planszowych blogerzy, vlogerzy, instagramerzy i wszelcy inni &#8222;-erzy&#8221; wrzucili tego dnia swoją topkę na ten sam temat, wskazali najbardziej zaskakujący tytuł, który poznali. Cokolwiek, co sprawiłoby, że mógłbym pomyśleć &#8222;o, fajnie to sobie zaplanowali&#8221;. Widząc od tygodni zapowiedzi święta planszówkowiczów spodziewałem się więc czegoś WOW! Czegoś więcej niż seria konkursów i promocji. Sami, mimo propozycji, nie zaangażowaliśmy się w akcję, głównie ze względów czasowych i &#8211; jak podejrzewałem &#8211; wymaganego zaangażowania. O ile samą ideę takiego Dnia uważam za bardzo fajny pomysł, to nie wszystko w tej idei rozumiem i nie wszystko mi się podoba. Zacznę jednak od tego, co uważam za bardzo fajny efekt akcji. Chodzi o aktywność społeczności planszówkowej. Dużo ludzi wrzucało fotki z tytułami, w które grają, sporo osób rozmawiało na temat Dnia Gier Planszowych, wyczekiwało promocji, kupowało gry. Fajnie, bo święto dzięki temu było żywe, coś faktycznie się działo, nie było tylko kolejną datą w kalendarzu. &#160; Co mi się nie podobało? Termin. 10.10.2020, bo&#8230;? W sumie chyba nie wiadomo. Tym bardziej, że na wiosnę odbywa się International Tabletop Day zapoczątkowany przez Geek &#38; Sundry. ITD miał miejsce w ostatnią sobotę kwietnia, a ostatnio został chyba przeniesiony na 1. czerwca. Wyznaczanie własnego terminu wydaje mi się jakieś takie wymuszone i nienaturalne, rozbija potencjał święta. Moja cyniczna natura podpowiada mi dlaczego akurat październik. W event w największym stopniu zaangażowane wydają się wydawnictwa, a zaraz za nimi sklepy. Październik to już w sumie zaraz Święta Bożego Narodzenia, fajnie więc byłoby pozbyć się z magazynów i półek tytułów, które tam zalegają, zajmując miejsce tym, które będzie można sprzedać &#8222;na prezenty&#8221;. Przeglądając oferty widziałem sporo tytułów, które &#8211; tak mi się wydaje &#8211; nie są czarnymi końmi sprzedaży. Nie znaczy to, że nie można było trafić na jakąś sensowną promocję czy że nie dało się dorwać gry, na którą polowało się od dawna. Chodzi jednak o to, że prawdziwych, bardzo atrakcyjnych promocji było gdzieś tyle, ile bywa w Czarny Piątek &#8211; niewiele. Planszowa Gra Roku. Cholera, przecież święto planszówek to idealna okazja, by promować nagrodę. Tymczasem na fanpage&#8217;u nagrody od końca września cisza. Nie wiem czy były jakieś próby &#8222;wkręcania&#8221; PGR w DGP, ale uważam, że być powinny. Nawet niekoniecznie ze strony samej nagrody, ale przecież można było zachęcać wydawców, by robiąc konkursy dorzucili coś nominowanego z informacją, że gra walczy też o tytuł tej najlepszej. Wydaje się przecież, że to doskonała okazja! Podobają mi się natomiast działania Rebela, który &#8211; w mojej opinii &#8211; wyrasta na największego zwycięzcę DGP. Przeglądając posty z tagiem święta trafiłem nawet na konkurs (z grą Rebela) na fanpage&#8217;u Komfortu (tego od dywanów) i jakiegoś innego sklepu z wyposażeniem. Rebel od dawna ma mainstreamowe ambicje (i działania, co odbija się stety-niestety na wydawanych grach), które skutecznie realizuje. Takie akcje faktycznie mogą dotrzeć pod strzechy! Jednocześnie widziałem też post Słodkiej Chwili (jakieś kisiele czy tam budynie znanej firmy) na temat DGP z&#8230; chińczykiem w tle. Czyli trochę fajnie, trochę niefajnie, bo nie krytykując chińczyka &#8211; jest masa ciekawszych i ładniejszych, prostych gier, które warte są promowania. Nie ma jednak co podważać tego, że święto ma potencjał, by stać się regularną, fajną, promującą planszówki akcją. Mam tylko nadzieję, że całość nie zostanie zawłaszczona przez Rebela &#8211; głównego inicjatora tegorocznego Dnia Gier Planszowych &#8211; oraz że inne podmioty będą angażować się w coroczne akcje. Chciałbym też, by zachęcono do większego zaangażowania osoby nagrywające i piszące o planszówkach tak, by oprócz konkursów i promocji gracze mieli też fajne, tematyczne materiały na wyciągnięcie ręki.]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/10/dzien-gier-planszowych-czy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dodatki&#8230; Jak to z nimi jest&#8230;?</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/03/dodatki-jak-to-z-nimi-jest/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/03/dodatki-jak-to-z-nimi-jest/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 18 Mar 2020 14:29:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Patroni]]></category>
		<category><![CDATA[publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[dodatek]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/?p=10180</guid>

					<description><![CDATA[Dodatki do gier - dla jednych pozycje obowiązkowe, dla innych zbędny wydatek. Jak to z nimi jest? Czy wszystkie dodatki są sobie równe? Czy wszystkie lubię tak samo?]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/03/dodatki-jak-to-z-nimi-jest/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bo najlepsze są gry, w które prawie nie gramy&#8230;</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/01/bo-najlepsze-sa-te-gry-w-ktore-praaawie/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/01/bo-najlepsze-sa-te-gry-w-ktore-praaawie/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 19 Jan 2020 14:50:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2020/01/bo-najlepsze-sa-te-gry-w-ktore-praaawie/</guid>

					<description><![CDATA[Ostatnio z Kasią zrobiliśmy przegląd naszej kolekcji planszówek. Nie jest ona przesadnie duża, bo staramy się utrzymywać liczbę gier planszowych w ryzach, daleko nam więc do osób mających po kilkaset tytułów. Staraliśmy się zawsze trzymać poniżej setki, a najlepiej w okolicach 70 pełnych tytułów (nie wliczaliśmy w to dodatków). Brzmi nieźle, mieści się jeszcze na regałach, ale&#8230;&#160; Brutalna matematyka Ale jak spojrzy się na to przez pryzmat dni na granie, to wcale nie wygląda tak kolorowo. Rok ma 52 tygodnie, załóżmy że średnio w planszówki gramy dwa-trzy razy w tygodniu, bo zdarzają się okresy, gdy gramy więcej, ale też urlopy i wyjazdy, gdzie nie ma okazji do partyjki. Niech będzie więc, że to 150 spotkań rocznie. Spotykamy się na kilka godzin, oprócz niewielkich tytułów grywamy też w te dłuższe, zajmujące cały wieczór. W tych spotkaniach zawierają się jednak też gry, które ogrywamy na potrzeby recenzji. One zdecydowanie dominują, bo zdarza się, że we dwoje cały wieczór ogrywamy jeden tytuł, jeśli tylko jego ciężkość i mózgożerność na to pozwala. W coś chociażby średniej długości z prywatnej kolekcji (własne nabytki oraz planszówki już zrecenzowane, w które nie &#8222;musimy&#8221; grać) udaje nam się zagrać gdzieś raz na dwa tygodnie. Najczęściej wtedy, gdy mamy spokojniejszy okres z recenzjami. Jedno granie na dwa tygodnie to jakoś 1 na 6 spotkań, czyli około 25 planszówkodni w roku. Przy dobrych wiatrach (2 partie na spotkanie) uda nam się ograć 2/3 planszówek w roku, co jednak nigdy się nie udaje. Przede wszystkim dlatego, że do jednych gier wracamy po prostu częściej, do innych rzadziej. A kolekcja ciągle rośnie, bo co jakiś czas trafia się gra, którą &#8222;musimy mieć&#8221;, &#8222;zostawiamy bo jest mega&#8221; itd. Efekt jest taki, że w znaczną część gier z półki nie graliśmy od co najmniej roku. Leżą i czekają na moment, który może nie nadejść jeszcze przez lata. Jednocześnie głupio się ich pozbyć, bo często są to świetne gry i nasze ulubione tytuły. Odzwierciedlenie tego widać dość dobrze w naszych topkach najlepszych gier &#8211; z roku na rok pozycje z czołowych miejsc znikają z listy 10 najlepszych planszówek. Dlaczego? Bo skoro do nich nie wracamy, to coś jest na rzeczy. Może za długi setup mimo wspaniałej rozrywki i genialnej mechaniki, może zbyt specyficzny klimat, potrzebna konkretna ekipa, przy której tytuł pokazuje pazur&#8230; Przecież nie ma co wrzucać do topki tytułów, w które w praktyce nie gramy. Trudne wybory Postanowiliśmy więc, z bólem serca i ciągłą niepewnością, znacznie odchudzić kolekcję. Motorem do tego było kilka szykujących się sporych wydatków, których domowy budżet mógłby nie uciągnąć. Przeglądając to, co stoi na półkach wyznaczyliśmy kilka cech, które kwalifikowały tytuły do tych, które powinny zostać. Ideą było, że wszystko co nie zostaje, może opuścić nasze półki. Oczywiście nie wyszło tak radykalnie jak chciałem (jest co najmniej kilka pozycji, które chciałem sprzedać, ale nie mogłem się przemóc, np. BattleLore). Smutkiem napawa mnie, że pozbywamy się naprawdę fajnych gier, które kiedyś dawały nam sporo frajdy. Niektóre tytuły żegnaliśmy łatwiej (bo np. któreś z nas stwierdziło, że woli zamiast w Y zagrać w X albo nie lubi danej gry), inne trudniej. W efekcie remanentu opuszcza nas około 20 gier. Mogłoby być ich więcej, ale &#8222;w to NA PEWNO zagramy&#8221; bywa czasem silniejsze. Zostają: Gry na znanych licencjach Czyli w praktyce Star Wars, Władca Pierścieni i jeden Firefly (np. Rebelia, Poszukiwania Pierścienia, Wojna o Pierścień&#8230;) Co jakiś czas odżywa we mnie miłość i zapał do i tak kochanych licencji. Wówczas mam ochotę na partyjkę, przeniesienie się w ten świat. Sporo tytułów na licencjach to gry drogie, więc sprzedawanie ich i późniejsze odkupowanie nie jest dobrym pomysłem (chociaż zrobiłem tak z Wojną o Pierścień 😀 ). Świetne gry na świetnych licencjach zostają, nawet jeśli będę musiał kilka razy do roku zetrzeć z nich kurz. Tytuły, w które regularnie gramy&#160; (np. Ciężarówką przez Galaktykę, Wyspa Skye, Reef, Lords of Waterdeep, Roll for the Galaxy) Skoro i tak w nie gramy, to pewnie będziemy grać nadal. Najprostsze do zostawienia tytuły to te, których niedawne partie jeszcze się pamięta. Tytuły z potencjałem na granie (np. Teotihuacan, Minerały, Ganges, Kartografowie, VOLT, nowe nabytki) Gry, które spodobały się mi/nam po ograniu i do których chciałbym/chcielibyśmy częściej wracać. Nie wiadomo co z tego wyjdzie, ale na razie zostają z kredytem zaufania, że będą regularniej brały aktywny udział w spotkaniach planszówkowych. Gry, w które kampanie rozpoczęliśmy&#160; (Gloomhaven, Podróże przez Śródziemie, Detektyw) W rozpoczęte dawno Gloomhaven w 2019 roku nie zagraliśmy ani razu, ale mamy ambicje i zapał, by kiedyś je dokończyć. Skoro już zaczęliśmy, to nie wypada sprzedać ich na kilkanaście scenariuszy przez końcem (GH) albo nie poznawszy całej fabuły (Podróże&#8230;). Jednocześnie to jeden z najtrudniejszych gatunków gier, wymagający regularności, stałej ekipy jeśli gramy w gronie 3+ i zaangażowania. Małe, szybkie dopełniacze wieczoru&#160; (Timeline, Biblios, Dobble, Kingdomino) To tytuły, które mają proste zasady, krótki czas rozgrywki i idealnie dopełniają granie, gdy mamy jeszcze trochę czasu, ale za mało, by zainwestować go w coś większego i konkretnego. Wesołe imprezówki&#160; (Time&#8217;s Up, Szóstki) Jedna z naszych ulubionych gier (Time&#8217;s Up), przy której zawsze jest sporo śmiechu. Zostaje, mimo że połowę haseł znamy już na pamięć. Podobnie jest z Szóstkami, które może nie są tak fajne, ale czasami zastępują nam kalambury. Zakupione, w które graliśmy za mało albo nie graliśmy wcale&#160; (Founders of Gloomhaven, Zewnętrzne Rubieże, Podróże przez Śródziemie, Infamy) Pieniążki wydane, wartość spadła, bo wiadomo, że każdy woli nówkę ze sklepu z gwarancją i&#8230; graliśmy w nią może ze dwa razy albo nawet wcale. To kategoria bardzo niepewna, bo gry z niej mogą szybko spaść niżej, do tych opuszczających kolekcję. Na razie jednak mają swoją szansę. Białe kruki i gry darzone sentymentem (BattleLore, Świat Dysku, Zamki Króla Ludwika, Pola Arle, Inis, Terraformacja Marsa) Gry, których w takim wydaniu nie kupi się już w sklepie. Nawet jeśli rzadko lądują na stole (jedynie Zamki pojawiają się na nim w miarę regularnie), to po prostu szkoda się ich pozbywać. Gry, których Kasia nie odda 😉 (np. Reykholt, Wielka Pętla, Szarlatani z Pasikurowic) Jakie tytuły znalazły się &#8222;na wylocie&#8221;? Sagrada &#8211; w kategorii lekkie euro przegrała z Reefem, Minerałami i Wyspą Skye. Wiek pary &#8211; wysoki próg wejścia i niekrótki czas rozgrywki sprawiły, że ta świetna gra od dawna nie gościła na stole. W kategorii worker placementów jednak przegrywa z Ucztą dla Odyna, która dla nowych graczy jest bardziej przystępna. Manhattan, Century Korzenny Szlak, Wsiąść do pociągu Europa, Carcassonne: Gorączka Złota &#8211; lekkie euro. Na tyle rzadko gramy z początkującymi, że pół szafy tego typu gier to za dużo. Tym bardziej, że część mamy już ogarną na wskroś, więc pora przerzucić się na inne tytuły. Queendomino &#8211; jak wyżej, z zaznaczeniem, że zostaje z nami prostsze i szybsze Kingdomino. Osadnicy Królestwa Północy, Dice Settlers, Nowe pokolenia &#8211; trudno znaleźć tutaj inne usprawiedliwienie niż to, że w tej kategorii mamy inne tytuły, po które po prostu chętniej sięgniemy. Jak pisałem już na fanpage&#8217;u &#8211; po co dobre gry mają kurzyć się na półce, skoro mogą trafić do kogoś, kto będzie w nie regularnie grał? Łowcy (Hunters AD 2114) &#8211; gra, którą baaaardzo chętnie przeszedłbym od A do Z, ale&#8230; wiem, że fizycznie nie damy rady jej ogarnąć w taki sposób, by regularnie spotykać się na partyjki i dzięki temu czerpać maksimum frajdy z fabuły 🙁 Seasons (Pory roku) &#8211; tytuł jest z nami praktycznie od początku przygody z planszówkami, pora jednak zerwać z sentymentami i puścić go dalej, bo od momentu zakoszulkowania zagraliśmy w niego raptem kilka razy. Villages of Valeria&#160; + Expansion pack 1 i 2 + Landmarks &#38; Architects &#8211; karciana Valeria była okej, ale to za mało, by zostać w kolekcji. Escape Tales: Rytuał przebudzenia &#8211; kolejna gra, na której ogarnięcie nie mamy czasu. Choinka &#8211; kto wpadł na pomysł świątecznej tematyki tej gry?! Wyciąganie jej raz albo dwa razy do roku na święta to za mało, a głupio latem ubierać choinkę&#8230; Leaving Earth &#8211; Kasi się nie podoba 🙁 Seikatsu &#8211; grana często i dużo, więc niech ustąpi miejsca tym granym rzadziej i mniej. Wirus (nowa) + Wirus 2 &#8211; od kiedy ekipa jest bardziej płynna trudniej nam zasiąść do odmóżdżającego, lekkiego Wirusa. Mage Wars Arena &#8211; czas, czas, czas. A taka genialna gra. Ostatnio zagrałem w nią jakoś 1,5 roku temu i już miałem kupować dodatki, ale się opamiętałem. RTS Mech Command &#8211; nie ma kiedy ogarnąć. Anarchony (ang) + Exosuit Commander (ang) &#8211; wystawiłem z myślą, że nie zejdę z ceny &#8211; albo się sprzeda, albo nie. W tym drugim przypadku płakał nie będę.]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/01/bo-najlepsze-sa-te-gry-w-ktore-praaawie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wady grania w gry planszowe ;)</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2019/07/wady-grania-w-gry-planszowe/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2019/07/wady-grania-w-gry-planszowe/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Jul 2019 16:30:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2019/07/wady-grania-w-gry-planszowe/</guid>

					<description><![CDATA[W sieci można znaleźć sporo artykułów na temat pozytywnego wpływu planszówek na życie. Wiecie, współpraca, relaks, zabawa, więzi rodzinne i tego typu bzdury. Nikt jednak nie pisze prawdy o tym, jak wygląda ciemna strona tego hobby. Wielkie koncerny wydawnicze poświęcają rocznie setki milionów dolarów na przedstawianie planszówek jako zdrowej i pozytywnie wpływającej na ludzi rozrywki. Nic bardziej mylnego! W tekście, który próbowało zablokować kilkunastu wydawców, obalam mity o zbawiennym wpływie grania w gry planszowe. Oto mroczna i niewygodna prawda, którą starano się przed nami ukryć! Tekst pierwotnie pojawił się na naszym profilu na Patronite!&#160; Stres, podwyższone ciśnienie&#160; i ryzyko zawału serca Gry to nie bajka. Przez całe wielogodzinne partie siedzi się w napięciu, nierzadko zajadając go przynoszonymi przez podstępnych znajomych słodyczami. Cukier, tłuszcz i stres są zabójczym połączeniem, tym bardziej, gdy dodamy do tego siedzący tryb życia. To też zresztą celowe działania czyhających na nasze zdrowie wydawców: gry zajmują na ogół tyle miejsca, że nie da się ich rozłożyć przy wyższych, wymagających stania stolikach. Wszystko to zwiększa ryzyko zawałów, a silne emocje, pojawiające się podczas pełnych negatywnej interakcji i wzajemnych oskarżeń gier, mogą stać się bezpośrednią przyczyną ataku serca. Dlatego też organizacje zajmujące się zdrowiem publicznym zachęcają do grania w gry imprezowe, które jako jedyne spośród szeroko pojętych planszówek nie trafiły na czarną listę niezdrowych zabaw i rozrywek. Problemy z pamięcią i pranie mózgu Chińczyk, monopoly, węże i drabiny, memory&#8230; Łączy je prostota zasad, które bez problemów można przypomnieć sobie nawet po latach. Tytuły te faktycznie wpływają na pracę mózgu, są dla niego gimnastyką dającą po latach dobre efekty, zmniejszającą problemy z pamięcią i kojarzeniem. Również tutaj wydawcy musieli jednak postawić na swoim: dziesiątki stron instrukcji, rozszerzone księgi zasad, almanachy, spisy akcji i wyjątków&#8230; Potrafi to namieszać w głowie każdemu. Ileż razy widzi się przy stole sytuacje, w których ktoś mówi: &#8222;Teraz idę na to pole, a za wystawienie robotnika otrzymuję dwa złota&#8230; nie! Złoto było w tej grze z zeszłego tygodnia, biorę drewno i węgiel&#8230; a nie, to w tym tytule z owcami. Czekajcie, czekajcie zajrzę do zasad! Ej, wiecie co? Tutaj nawet nie ma robotników i pól akcji, więc cofam swój ruch&#8230;&#8221;. Istne pranie mózgu młodym ludziom, którzy powinni być przyszłością narodu. Może to przypadek, a może&#8230; Depresja i obniżenie poczucia własnej wartości Idealna gra nie powinna jasno wskazywać na zwycięzców ani w żaden sposób monitorować postępów graczy w trakcie partii. Wprowadzanie wszędzie torów punktacji, kart celów i zadań sprawia, że coraz większa liczba osób cierpi na depresje i ma problemy z poczuciem własnej wartości i godności. &#8222;Żryjcie piach, słabiaki! Jesteście najgorsi! Dostaję trzy punkty za triggerowanie moim meeplem tego comba, przez co wszyscy przeciwnicy tracą po dwa dukaty i osiem punktów!&#8221; &#8211; krzyczy grający sto dwudziesty pierwszy raz w swoją ulubioną planszówkę Piotr. Jego radość sprawia, że nawet nie zauważa łez w oczach współgraczy i niepokojąco kiwającej się Ewy, która właśnie przesunęła swój znacznik na pole minus osiem toru zwycięstwa. A już za trzy rundy chciała zdobyć swoje pierwsze w tej partii punkty&#8230; Refleks i decyzyjność Badania pokazują (link), że gry wideo zwiększają refleks oraz spostrzegawczość użytkowników. Jako że planszówki są przeciwieństwem zdrowej i kształcącej rozrywki elektronicznej, to i w tym przypadku jest oczywiście odwrotnie. Dobrze pamiętam jeszcze czasy, w których nie siadałem do gier euro, a wybór jogurtu w sklepie zajmował mi jakieś 5-6 minut. Od kiedy zacząłem optymalizować ruchy w grach i sprawdzać wszystkie alternatywne ruchy, to w marketach spędzam od 3 do 4 godzin, oczywiście jeśli wpadam tam tylko po najpotrzebniejszy nabiał. Sprawdzanie składu, kosztu, czasu przygotowania, różnych przepisów, alternatyw dla gotowych produktów (bo może lepiej robić własną śmietanę, co pozwoli zaoszczędzić surowce do wybudowania elektrowni węglowej, która da łącznie 22 monety zysku&#8230;) to męcząca robota. Przez zakupy sypiam około dwóch trzech godzin na dobę, co wyraźnie osłabia mój refleks. Nie dalej niż tydzień temu poproszony rano w pracy o rzucenie mi jogurtu znajomy nie wziął tego pod uwagę i jakieś czterdzieści sekund przed moją reakcją kubeczek z zawartością wylądował na mojej nowej bluzie. Brzmi może strasznie, ale tydzień urlopu powinien pozwolić na kupienie nowej przekąski i jakiegoś sweterka. Decyzję czy opłaca się prać zabrudzoną bluzę podejmę jak tylko producent prześle mi koszty łańcucha produkcji proszku, co pozwoli mi zdecydować po jaką markę pralki sięgnąć. Wyalienowanie Gry towarzyskie, Planszówki we dwoje, &#8222;najlepiej działa od trzech graczy w górę&#8221;, &#8222;w mniej niż 30 osób nie warto do niej siadać&#8221;&#8230; Polityka wydawnicza w połączeniu z presją społeczną tworzą czasami barierę nie do przeskoczenia. Skąd wziąć tylu graczy? Zaprosić kogoś do domu? Jeśli tak, to kogo, przecież każdy może być jakimś psychopatą? A jeśli nie spodoba się tej osobie moja wykładzina? A jeśli będzie naśmiewała się z mojej kolekcji gier? Może nie warto marnować na to energii? W sumie po co ryzykować. Presja na granie w gry z innymi ludźmi wyraźnie prowadzi do alienacji mniej otwartych osób. Weźmy przykład mojego znajomego Michała, którego nie widziałem od miesięcy. Ostatnio siedział w swoim liczących 3600 gier mieszkaniu i planował zaproszenie kogoś z sieci na granie. Osiedlowy dostawca pizzy i kurier rozwożący planszówki twierdzą jednak, że z Michałem wszystko w porządku, o czym mają świadczyć codziennie dostarczane pod jego adres zamówienia. Podobno po zadzwonieniu do mieszkania otwiera się klapka w drzwiach, a jakaś chuda, blada ręka szybko wciąga to środka dostarczony towar. Nie wiem tylko czemu złośliwi sąsiedzi na pytanie o Michała odpowiadają: &#8222;To ten Gollum spod dziesiątki?&#8221;. Gry planszowe zacieśniają więzi z rodziną i znajomymi&#8230; &#8230; nie powiedział nikt nigdy! Chyba że słyszeliście to z ust opłacanych przez wydawców, kłamliwych promotorów gier. Doskonałym przykładem może tu być sytuacja, która spotkała mnie kilka miesięcy temu w drodze na planszówki w Graciarni. Stałem sobie na przystanku, gdy podszedł do mnie całkiem nieźle wyglądający facet w wieku około 40 lat: &#8222;Kierowniku, poratuj groszem na bułkę, od tygodnia nic nie jadłem&#8230;&#8221;. Od słowa do słowa przeszliśmy do tego, że pan Mirosław opowiedział mi kawał historii swojego życia, oczywiście już po tym, gdy w pobliskiej piekarni kupiłem nam po czymś do przekąszenia. Okazało się, że pan Mirosław też grywał kiedyś w planszówki i to właśnie prześwitująca przez siatkę okładka Teotihuacana sprawiła, że ośmielił się poprosić o bułkę, na co normalnie brakuje mu odwagi. Pan Mirosław skończył prawo i był wziętym radcą w Gdańsku. Do czasu, aż zrobił coś niby mało znaczącego, ale tragicznego w skutkach. Miał dobre relacje z szefem, więc postanowił podzielić się z nim swoją pasją, jaką były planszówki. Wiecie, żeby może w pracy zorganizować jakiś mały klub i zachęcić do wspólnego grania. Zaprosił więc swojego dyrektora na partyjkę w Spartakusa. Panowie z żonami szybko wkręcili się w temat i rozgrywka zaczęła nabierać rumieńców. Niestety, chęć zwycięstwa zgubiła pana Mirosława, który najpierw zaatakował kilkoma kartami swojego szefa, a później pod koniec partii zdradził żonę. To zrujnowało jego karierę, doprowadziło do rozwodu, straty mieszkania i odwrócenia się od niego wszystkich znajomych. Tak oto pan Mirosław znalazł się na przystanku autobusowym wcinając drożdżówkę z wiśniami. I klął się na Boga, że romans z żoną szefa, który wyszedł na jaw podczas feralnej rozgrywki, uzależnienie od kokainy i nadmierna sympatia do prostytutek nie miały z tym nic wspólnego. Ach te gry&#8230; Zabawa dobra dla wszystkich? Historia Marcjana jest przestrogą dla fanów gier imprezowych. Spotkanie ze znajomymi przy piwku/drinku oraz planszówkach poszło zdecydowanie nie tak, jak powinno. Wiecie pewnie, że przy imprezówkach bywa czasami głośno, szczególnie jeśli dorzuci się do tego alkohol. Niestety hałas przeszkadzał sąsiadom, którzy zawiadomili policję. Funkcjonariusze też ludzie, więc gdy zobaczyli grono młodych ludzi grających w imprezówkę poprosili tylko o spokojniejsze zachowanie i nawet nie rozważali żadnego mandatu. Sytuacja miała jednak wyglądać inaczej już kilka godzin później, gdy mieszkające obok starsze małżeństwo znów zgłosiło sprawę. Tym razem miało skończyć się na mandacie, jednak policjanci nie przewidzieli, że po pięciu godzinach grania w alkochińczyka ekipa nie będzie tak pokorna. Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło. Rozcięte po uderzeniu butelką mocnego samogonu czoło jednego z funkcjonariuszy już się zagoiło, młodzi ludzie wyprowadzili się z mieszkania i nie wrócą do niego przez co najmniej od trzech do pięciu lat. Marcjan może nawet i dłużej, bo okazało się, że ma jeszcze ciągnące się za nim sprawy związane z jakimiś rozbojami czy czymś takim. Jak można się spodziewać po tamtych wydarzeniach pani Łucja i pan Zdzisław nie zostali wielkimi fanami gier planszowych. W spółdzielni mieszkaniowej udało się im przeforsować pogląd, że &#8222;spokojna rodzina, która lubi spędzać czas przy planszówkach&#8221; to zdecydowanie źli lokatorzy, więc wszelkie oferty na zakup mieszkań w bloku od takich ludzi są odrzucane.]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2019/07/wady-grania-w-gry-planszowe/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak wygląda rozgrywka w RPG?</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2019/06/jak-wyglada-rozgrywka-w-rpg/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2019/06/jak-wyglada-rozgrywka-w-rpg/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 17 Jun 2019 14:27:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[RPG]]></category>
		<category><![CDATA[D&D]]></category>
		<category><![CDATA[DnD 5e]]></category>
		<category><![CDATA[Dungeons & Dragons]]></category>
		<category><![CDATA[Dungeons and Dragons]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Rebel]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2019/06/jak-wyglada-rozgrywka-w-rpg/</guid>

					<description><![CDATA[Po naszej niedawnej recenzji Zestawu Startowego do DnD dostaliśmy od jednego z czytelników pytanie o to, jak w praktyce przebiega partia. W sumie nic dziwnego, dla graczy planszówkowych przyzwyczajonych do kart, meepli i plansz może to być czymś nowym i nieco dziwnym. Postaram się więc krótko opisać, jak wyglądają nasze sesje w Dungeons&#38;Dragons 5 edycję. Zaczynamy Przed pierwszą partią nakreśliłem wszystkim ramy świata Forgotten Realms (tak, bycie mistrzem gry wymaga sporo czytania, dokształcania się, wyszukiwania ciekawostek itd., trudno wkroczyć w świat, którym się zarządza z marszu). Gdy mieliśmy to za sobą poprosiłem wszystkich o przedstawienie się i opisanie swoich postaci i&#8230; zaczęliśmy. Każdą kolejną sesję zaczynam od przypomnienia co działo się w poprzednim &#8222;odcinku&#8221; (znów, to ja muszę pamiętać o wszystkim, pozostała czwórka niby coś notuje, ale dużo im umyka), a następnie opisuję graczom sytuację, w której się znajdują. Krótko przypominam gdzie są, po co tam poszli, jak wygląda ich najbliższe otoczenie i rzucam (moim ulubionym!): co robicie?. W trakcie partii Moi gracze lubią dyskutować między sobą, więc często po takim pytaniu zaczynają rozważać dostępne opcje, planować i przygotowywać się do czekających na nich zadań. Staram się im w tym nie przeszkadzać, czasami jedynie prostuję jakąś informację, którą ich postać zna. Gdy któryś z graczy postanowi zrobić coś &#8222;poważniejszego&#8221; niż przemieszczanie się, zerka na ogół na mnie czekając na decyzję. Tutaj, zależnie od tego jaka to czynność, proszę o rzut na konkretną statystykę/umiejętność (np. gdy ktoś postanawia dokładnie przeszukać jakieś miejsce, wypatruje czegoś itp.) lub po prostu pokazuję, że wszystko jest okej, czynność się udała i może kontynuować. Czasami oczywiście do wszystkiego trzeba dorzucić opis, typu &#8222;naciskasz klamkę, która nie stawia oporu, a drzwi otwierają się z lekkim skrzypnięciem, które jednak rozchodzi się echem po pustej, cichej piwnicy&#8221;. Dalsza gra przebiega na podobnej zasadzie &#8211; gracze mówią co robią/próbują/chcą zrobić, ja informuję ich o efektach tych działań, otoczeniu, konsekwencjach ich akcji. Rozmowy z NPC-ami Rozmowy z postaciami odgrywamy na dwa sposoby, w zależności od tego na co mam chęci i siły (jednak jako mistrz gry gadam sporo, nie zawsze gardło daje radę). Głębsze i ciekawsze postacie, lub takie mające na to potencjał, staram się odgrywać w pierwszej osobie. Gracze wchodzą do sklepu, opisuję im pomieszczenie i przybieram rolę sprzedawcy (czasami przerywaną opisami tego, co on robi itd.). Takie odgrywanie rozmowy daje więcej frajdy, wymaga też jednak trochę kreatywności i umiejętności improwizacji. Pozwala jednak na prowadzenie rozmowy, w której można przemycić ciekawe informacje, jakieś sugestie (np. napomknąć o orkach napadających na karawany), zajmuje niestety więcej czasu (a nie każdy z graczy musi przecież uczestniczyć w rozmowie). Drugą opcją są rozmowy w trzeciej osobie, w których gracz mówi coś w rodzaju &#8222;wchodzę i pytam o cenę gwoździ&#8221;, a ja, już bez zabawy w sklepikarza po prostu odpowiadam, że &#8222;sprzedawca mówi, że gwoździe kosztują 500 sz, ale proponuje też tańsze wkręty do drewna za 3 sz&#8221;. Walka Gdy dochodzi do starcia &#8211; czy to w wyniku spotkania wrogo nastawionych potworów lub ludzi, czy w wyniku nieudanej rozmowy lub obrażenia kogoś w jej trakcie &#8211; cała zabawa zaczyna się na ogół od słów &#8222;rzućcie na inicjatywę&#8221;, co pozwala określić kolejność działań w trakcie rundy. Podczas walk wykorzystujemy matę zmywalną, na której z mniejszą lub większą dokładnością rysuję pole bitwy. Postacie przedstawiają figurki z planszówki (u nas z Podróży przez Sródziemie). Tutaj w zdecydowanym stopniu władzę nad wszystkim przejmuje mechanika. Opisy raczej ograniczam do prostych stwierdzeń typu &#8222;strzała mija goblina, jednak widzisz przerażenie w jego oczach, gdy zauważa jak niewiele chybiłeś&#8221;, a przy rzucie 20 na kostce (najwyższy wynik) i przy obrażeniach zabijających stwora pozwalam na opisanie sceny graczowi. Niech ma trochę frajdy. Testy Wartości testów podane są w kampanii (tak było w Zestawie Startowym), ale też zasady określają ich trudność od banalnego po bardzo trudny. Mistrz gry może sam określić poziom trudności danego testu wiedząc co i w jaki sposób próbuje zrobić postać. Przy prostych czynnościach, które przy kilkukrotnym powtarzaniu i tak się udadzą (np. zapalanie ognia) testy można pominąć. Co do przeciwników, to ich statystyki znaleźć można w książkach do DnD RPG, ale też na końcu kampanii w Zestawie Startowym. Wymieniono tam wszystkich spotykanych podczas przygody oponentów wraz ze zdolnościami, statystykami i krótkimi opisami fabularnymi. Ogólnie Najważniejsze, by poczuć się swobodnie. Na początku zarówno ja, jako mistrz gry, jak i znajomi wcielający się w różne postacie, trochę się krępowaliśmy (tip: jakieś winko czy piwko pomaga, ale oczywiście trzeba pamiętać, że alkohol szkodzi zdrowiu! 😉 ). Dlatego też warto zadbać o odpowiednie towarzystwo. Nasze rozgrywki pokazują, że całe te RPG-i są o wiele prostsze, niż mogłoby się wydawać, szczególnie jeśli lubi się klimaty fantasy (w przypadku Forgotten Realms) i ma o nich jakieś pojęcie. Przykłady Najlepiej obejrzeć jakąś sesję na YouTube, która da najlepszy ogląd na to, jak wygląda tego typu zabawa. Ostrzegam tylko przed dużymi, anglojęzycznymi kanałami, gdzie występują profesjonalni aktorzy &#8211; raczej nikt ze znajomych nie będzie w stanie tak modulować głosu ani nawet tak płynnie prowadzić narracji, szczególnie jeśli sprawy wyskoczą poza przygotowany przez mistrza wątek. Niżej znajdziecie filmik z kanału To ja go tnę &#8211; obejrzałem całą  tę sesję, to najlepszy materiał tego typu, na jaki trafiłem. Przykład 1: Gracz (G): Wchodzę do sklepu i zaczynam się rozglądać&#8230;Mistrz Gry (MG): Pomieszczenie jest niewielkie, a wszystkie ściany pokrywają półki, regały i stojaki, na których prezentowane są różnego rodzaju towary od klamer do ubrań po wypolerowane zbroje płytowe. Za ladą stoi gruby, spasiony wręcz, krasnolud, który z pełnym skupieniem rozczesuje swoją długą, rażąco rudą brodę, przeklinając jednocześnie pod nosem. Na dźwięk twych kroków odwraca się, wzrusza ramionami i mówi: ach te wszy&#8230;G: Uśmiecham się do niego sympatycznie.MG: Ze mnie się śmiejesz? ZE MNIE? &#8211; drze się krasnolud z niespodziewaną furią w oczach i zaczyna biec w twoją stronę.MG: Rzuć na inicjatywę. Przykład 2: G: Rozglądam się w poszukiwaniu jakiegoś zagłębienia w skale.MG: Rzuć na spostrzegawczość.G: 20 z kości plus 3 z modyfikatora&#8230;MG: Dostrzegasz nie tyle zagłębienie, co bardzo strome, niemal pionowe schody prowadzące ścieżką na sam szczyt. Wejście po nich będzie na pewno łatwiejsze niż wspinanie się po samej skale, chociaż i w niej dostrzegasz kilka punktów, które mogłyby stanowić oparcie dla rąk i stóp&#8230;G: W takim razie wyjmuję łuk, przywiązuję do strzały linę i staram się wstrzelić ją na górę wąwozu.MG: To będzie trudny strzał, lina jest ciężka i ma na końcu wielką kotwicę. Rzuć na atletykę.G: 1 z kości plus&#8230; 0 z modyfikatora.MG: Strzała wylatuje z łuku z wielkim pędem, unosi kotwicę tuż nad twoją głowę i wówczas traci swój impet. Kotwica spada na ciebie. Rzut obronny na zręczność?G: 3 plus 2MG: Starasz się odskoczyć, jednak zaplątujesz się w resztę liny i przewracasz&#8230;G2: Rzucam się całym ciałem, by zasłonić G przed spadającą kotwicą&#8230;]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2019/06/jak-wyglada-rozgrywka-w-rpg/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>7</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Blog od kuchni: Współpraca z wydawcami</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2016/06/blog-od-kuchni-wspopraca-z-wydawcami/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2016/06/blog-od-kuchni-wspopraca-z-wydawcami/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 27 Jun 2016 18:26:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2016/06/blog-od-kuchni-wspopraca-z-wydawcami/</guid>

					<description><![CDATA[Wydawcy&#8230; Temat rzeka. Można ich darzyć przeróżnymi uczuciami, od miłości do nienawiści. Kochać za wspieranie ulubionych gier, wściekać się na nich za porzucanie świetnych serii, karcić za opóźnienia, chwalić odważne decyzje, traktować zupełnie neutralnie jako dostawców produktów&#8230; Prowadząc stronę o grach planszowych do całej gamy relacji i uczuć niekiedy udaje się dodać jeszcze coś &#8211; współpracę. Mekkę recenzentów pozwalającą się rozwijać? A może cenzurujący bicz nad głową? Postanowiłem zmierzyć się z tematem i ujawnić chociaż kilka faktów na temat współpracy z wydawcami. Naciski i cenzura Na grupie&#160; Gry planszowe co jakiś czas wybuchają dyskusje na temat rzetelności i obiektywizmu recenzentów, a ich nieodzownym elementem są rozmowy o naciskach ze strony wydawców. A jak to wygląda w praktyce? Jako że mamy okazję współpracować z kilkoma wydawnictwami, to postaram się ukazać sprawę z naszej perspektywy. Przeważająca większość osób, z którymi się kontaktowałem, w ogóle nie poruszała tematu treści samej recenzji przed jej opublikowaniem. Nie było gróźb, próśb i sugestii co do tego, co ma znaleźć się w tekście. Tak po prostu. Jedno z wydawnictw, które nie tak dawno wkroczyło na rynek, w pierwszym przesłanym nam e-mailu nawet podkreśliło, że liczy na rzetelny, poparty argumentami tekst pisząc: &#8230;nie wybrzydzamy nad werdyktem, do czasu kiedy będzie umotywowany w sposób czytelny dla odbiorców recenzji. Takie jasne postawienie sprawy od początku tworzy zdrową relację między recenzentem a wydawcą, zdejmując temu pierwszemu ciężar autocenzury z barków (o niej trochę dalej). Brawa więc dla Games Factory Publishing, bo to o nich mowa. Podczas nawiązywania współpracy z innym z wydawnictw trafiłem jednak na mniej przyjemny zapis mówiący o niepublikowaniu negatywnych recenzji. I przyznam, że miałem pewną zagwozdkę. Z jednej strony bardzo zależało mi na tej relacji, z drugiej wydawało mi się nie fair wobec czytelników. I mimo obawy, że ze współpracy nic nie wyjdzie zdecydowałem się wyrazić swoje wątpliwości: Rozumiem niechęć do negatywnych recenzji, jednak z perspektywy osoby oceniającej gry niepublikowanie tekstów negatywnych wydaje mi się nieuczciwe wobec czytelników, którzy często na naszej opinii opierają decyzję o zakupie.&#160;&#160; Efekt? Wydawnictwo wyjaśniło całą sytuację tłumacząc, że w zapisie chodziło jedynie o to, by recenzenci starali się dobierać tytuły, które ich interesują (do tej kwestii odniosę się też później). Przy okazji podkreśliło: Nigdy nie krytykujemy powstałych recenzji chyba, że zawierają błędy merytoryczne. Zależy nam na niezależności recenzentów, bo tylko wtedy są wiarygodni.&#160; &#160;Jeden, jedyny raz zostałem zapytany o możliwość przesłania recenzji przed publikacją, która miała nastąpić następnego dnia. Odmówiłem. Tekst był gotowy i nie zamierzałem wprowadzać w nim żadnych poprawek. Po opublikowaniu wpisu dostałem od wydawcy wiadomość z wyjaśnieniami dotyczącymi jednego z naszych zarzutów i&#8230; podziękowaniami za rzetelny tekst. Podoba mi się zresztą fakt, że niektórzy wydawcy i autorzy poświęcają swój czas, by po przeczytaniu recenzji skomentować wpis czy też odezwać się prywatnie i odnieść do zarzutów/pochwał przedstawionych w recenzji. Często dotyczy to np. kwestii produkcyjnych związanych z jakością gry, czy też zastosowania takich, a nie innych mechanik i rozwiązań. Taki kontakt nie ma na celu zmiany opinii &#8211; na to jest już na ogół za późno &#8211; ale pokazuje, że osobom odpowiedzialnym za grę zależy na tytule. Czasami pozwala też spojrzeć na niektóre kwestie w innym świetle. Wyżej wspomniałem o podziękowaniach od wydawców lub autorów gier. I odbiegając trochę od tematu powiem Wam, że takie rzeczy są cholernie miłe, szczególnie, gdy tekst wypunktowywał kilka błędów i niedociągnięć. Nie ma się też co dziwić &#8211; komuś odpowiedzialnemu za grę wymienienie jej wad pozwala wyciągnąć wnioski na przyszłość, a recenzentowi zdrowe przyjęcie krytyki przez wydawcę dodaje pewności siebie. Na ocenę gry wpływać może też inna postawa wydawnictw &#8211; olewanie recenzentów. Trafiają się firmy, które ignorują wysyłane im maile. Niektóre po kontakcie (np. na Facebooku lub BGG) przepraszają i szybko odpisują na wiadomość. Zdarza się przecież, że w natłoku pracy e-mail gdzieś się zawieruszy, zostanie odłożony na później i zapomniany. Są niestety jednak wydawnictwa, z którymi kontakt nagle się urywa, obiecane gry nigdy nie docierają do recenzenta, a wszelkie zapytania są zbywane zapewnieniami o chęci współpracy, za którymi jednak nic nie idzie. Jak wpływa to na recenzje? Kiepsko. Ale o tym za chwilę, przy okazji autocenzury. Wydaje się więc, że nie taki wydawca straszny, jak go malują. Jedyne sztywne wymagania stawiane przez firmy zajmujące się planszówkami dotyczą terminów (też nie we wszystkich wypadkach). Te nie są jednak prawie nigdy narzucane z góry, a ustalane wspólnie. Sprawa nacisków na recenzentów jest według mnie jakąś miejską legendą, w której z wydawców robi się wielkich braci, podczas gdy prawda jest&#8230; chyba nawet nieco bardziej przerażająca. Bo paradoksalnie nie powinniśmy obawiać się mitycznych oddalonych cenzorów, często największym problemem recenzenta jest&#8230; Wydawca-przyjaciel Na ogół w wydawnictwie za relacje z recenzentami odpowiada jedna osoba, z którą siłą rzeczy trzeba się kontaktować. A to nie tylko prośby o gry, ale też często pytania na temat planów wydawniczych (których niestety nie można rozgłaszać ;)), komentarze do recenzji, czy nawet życzenia z okazji zbliżających się świąt. Nic więc dziwnego, że w końcu czysto &#8222;biznesowe&#8221; kontakty w wielu wypadkach zamieniają się w relacje bardziej prywatne i koleżeńskie &#8211; szczególnie w przypadku mniejszych firm. A o wiele trudniej skrytykować grę otrzymaną od zajmującego się ich wydawaniem kolegi, niż anonimowego Kowalskiego. Sam też od czasu do czasu rozmawiam z kimś ze świata planszówek chłonąc plany i pomysły. Osobą, do której trudno mi już podchodzić tylko jako do wydawcy jest np. Michał Krzywicki z Baldara. Przy okazji podrzucania nam gier zawsze zamieniamy kilka słów, od dłuższego czasu planujemy też jakieś spotkanie planszówkowe i&#8230; Recenzując gry Baldara nie opisuję już tytułów anonimowej firmy, ale właśnie planszówki od Michała, którego znam i który jest sympatycznym człowiekiem. Wierzcie mi, że takie teksty pisze się o wiele trudniej, niż recenzje gier od bardziej anonimowych wydawnictw. Trzeba uważać, aby nie przenieść dobrych relacji z osobą na opinię o grze, a to niełatwe, szczególnie gdy jakaś planszówka niezbyt przypadnie do gustu. Trzeba jednak zacisnąć zęby &#8211; w końcu to recenzja, a nie pochwalny pean dla znajomego. W takich wypadkach zawsze pomaga też zdrowe podejście samego wydawcy. Michał (Baldar), wspomniane wcześniej GFP i chyba zresztą wszystkie wydawnictwa, z którymi współpracujemy oczekują jedynie rzetelnych i popartych argumentami tekstów, nie obrażają się za te mniej przychylne, o czym już kilkukrotnie mieliśmy okazję się przekonać ;). Umiejętne oddzielenie kontaktów osobistych od tych czysto recenzenckich jest zadaniem zarówno nas, recenzentów, jak i samych wydawców. Jednak często postrzeganie wydawcy jako groźnego cenzora, czy też kolegi lub przyjaciela sprawia, że do tekstów wkrada się&#8230; Autocenzura Moim zdaniem największy wróg każdego recenzenta. Strach przed zerwaniem współpracy za negatywny tekst, niechęć do objeżdżania gier otrzymanych od kolegów czy znajomych i obawa przed zawiedzeniem ich oczekiwań potrafią przytłoczyć. I wpłynąć na wydźwięk recenzji. Jest to szczególnie obciążające dla mniejszych i nowo powstałych stron, blogów czy kanałów. Takich, które nie mają jeszcze na tyle dużej bazy odbiorców, która zapewnia im trwałą pozycję na rynku i sprawia, że ich strona jest kojarzona i rozpoznawalna. Zjawisko autocenzury jest na tyle wredne, że trudno je nawet komuś zarzucić &#8211; przecież każda potwora znajdzie swojego amatora, a nawet szeroko krytykowana gra może się komuś spodobać. Samodzielne kupowanie gier też nie jest rozwiązaniem idealnym. Po pierwsze nabywanie wszystkich nowości to duży wydatek, na który wielu z nas nie jest w stanie sobie pozwolić. Po drugie wydanie 100-200 złotych na gniota… też potrafi wpłynąć na opinię, bo przecież nikt nie lubi marnowania kasy. Skrytykować i przyznać się do błędu, a przy okazji stracić szansę na sprzedanie gry w sensownej cenie? Czy jednak ocenić ją pozytywnie i szybko opchnąć za lepsze pieniądze? Przy błędnym nastawieniu na zysk i traktowaniu planszówek jako źródła dochodu łatwo się naciąć. No i jest jeszcze kwestia recenzji gier od wydawnictw, z którymi kontakty nie przebiegają pomyślnie &#8211; maile są ignorowane lub zbywane półsłówkami. W takich przypadkach, w emocjach, rodzi się pokusa ukarania złego wydawcy. O! Teraz mu dowalę! Niech ma za karę! Mówi się o tym rzadziej, ale również krytyka może być niesprawiedliwa i kierowana złymi pobudkami. Brzmi to trochę strasznie, ale przecież da się z tym walczyć. Jak zadbać o rzetelność? Wydawcy! Stawiajcie recenzentom jasne i czytelne warunki. Nawet jeśli wydaje się Wam to na tyle logiczne, że aż zbędne informujcie o swoich oczekiwaniach, podkreślajcie, że oczekujecie uczciwego i rzetelnego tekstu, a nie laurki. To pomaga! Nie obrażajcie się za negatywne recenzje, nie zarzucajcie ich autorom błędów w zasadach czy małych umiejętności podczas rozgrywki. Zamiast tego tłumaczcie, wyjaśniajcie i&#160; prostujcie, jednak nie wymagając zmiany opinii &#8211; jeśli autor dostrzeże, że popełnił błędy, to pewnie sam postanowi je sprostować. Odpisujcie na maile! Nawet zwykłe &#8222;dziękuję&#8221; po otrzymaniu linku do recenzji jest o niebo lepszą reakcją niż jej brak. A udostępnienie gdzieś wpisu jest nawet jeszcze milej widziane 😉&#160; Czytelnicy! To Wy jesteście siłą każdego recenzenta i jego podporą. To Wy tworzycie statystki, Wy zapewniacie nam feedback. Wy decydujecie o naszej popularności! Nie zapominajcie o tym, że wszystkie materiały powstają nie dla wydawców, nie dla samych autorów, nie dla darmowych planszówek, ale właśnie dla Was. I działajcie! Komentujcie, lajkujcie, dyskutujcie. Nie zgadzacie się z recenzją? Napiszcie to, zmuście autora do zabrania głosu, wyjaśnienia swojego stanowiska. Nie tylko sprawia to, że wiemy iż czytacie nasze teksty, ale też&#8230; pomaga wydawcom, którzy dzięki temu widzą, że recenzja wywołuje szum wokół gry i przekazanie jej egzemplarza nie było stratą pieniędzy. Zgadzacie się ze zdaniem recenzenta? Kliknijcie i polubcie tekst, napiszcie że macie podobne odczucia. Tak było w przypadku naszej recenzji Domku, który okazał się grą nie w naszym stylu. Wielu z Was wyraziło swoje zdanie &#8211; czy to popierając nasze argumenty, czy też stając po przeciwnej stronie barykady. Dzięki temu miałem okazję dopowiedzenia kilku rzeczy, ale też poznania opinii osób, którym gra bardziej się spodobała. I o to chodzi! 🙂 Recenzenci! Nie bójcie się własnych opinii! Pamiętajcie jednak o przekonujących argumentach i rzetelnym wyjaśnieniu dlaczego dane kwestie się Wam podobały lub nie. Dzięki temu nauczycie też wydawców, że zdania na temat gier mogą być podzielone. I być może zdobędziecie kilku nowych czytelników! Nie patrzcie na recenzowanie gier przez pryzmat współprac z wydawnictwami. Nie ma nic gorszego, niż dążenie jedynie do otrzymywania darmowych gier. Nie zapominajcie o czytelnikach, dla których powstają teksty. I kalkulujcie! Bo czy warto dla kilkudziesięciu złotych ze sprzedaży gry wprowadzić w błąd dziesiątki, albo i setki odbiorców? A przecież po zakupie planszówki i skonfrontowaniu Waszej opinii z rzeczywistością doskonale będą w stanie ocenić, czy tekst był faktycznie prawdziwy i szczery. Ważcie słowa. Piszcie szczerze, ale nie dajcie się ponieść emocjom (szczególnie tym negatywnym). Jeśli krytykujecie, to róbcie to z głową &#8211; argumentując i tłumacząc. Dzięki temu żaden wydawca nie zarzuci Wam złośliwości. Walczcie o swoje! Nie pasują Wam warunki współpracy zaproponowane przez wydawnictwo? Napiszcie im o tym, poproście o ich zmianę, negocjujcie. Pokażcie, że macie własne zdanie i nie boicie się go wyrażać. Co na to inni? Rafał &#8211; Okiem PowerMilka: W przypadku współpracy z wydawnictwami, większość ich przedstawicieli stało się moimi znajomymi. O egzemplarz często już proszę przez szybką wiadomość na FB. Z tego względu mam ułatwioną współpracę i nie czuję pręgierza czy innej chęci kontroli. Dosłownie raz dostałem ponaglenie po przekroczeniu terminu (zazwyczaj informuję wydawnictwo o możliwości opóźnienia się recenzji, w tym przypadku akurat zapomniałem), uwagi po recenzji od wydawnictwa otrzymałem kilkukrotne, ale tyczyły się one jedynie spraw technicznych &#8211; a tu jakaś literówka, a tu pominięta zasada, a tu źle objaśniona reguła, itp.&#160; Niestety, wiele recenzji przechodzi od strony wydawnictwa bez echa. Często się zastanawiam kto z nich czyta te moje wypociny, skoro nie przyszła żadna pochwała czy nagana. A szkoda, bo mogłoby to wzbogacić mój warsztat. Zakaz pisania negatywnie nastawionego tekstu pojawił się 2-3 razy, ale było to wyjaśnione w dość logiczny sposób. Najbardziej boli mnie to, że jedno z wydawnictw, z którym miałem dobre stosunki zupełnie przestało odpowiadać na wszelką próbę kontaktu. Zmieniła się osoba od kontaktu z recenzentami i okazało się, że nie spełnia swojego zadania…&#160; Ze swojej strony chciałbym jeszcze podziękować Wiktorowi, że wciągnął mnie do tego tekstu – sam poruszyłem jeden aspekt tego tematu (sprzedawanie gier), ale nigdy nie spojrzałem na to jako całość. A sądząc po opiniach o recenzentach, przyda się artykuł oczyszczający ich i prostujący spojrzenie na nich. Kamil &#8211; Kostki zostały rzucone!: Zgadzam się praktycznie...]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2016/06/blog-od-kuchni-wspopraca-z-wydawcami/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>6</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
