<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Phalanx &#8211; Planszówki we dwoje</title>
	<atom:link href="https://planszowkiwedwoje.pl/tag/phalanx/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://planszowkiwedwoje.pl</link>
	<description>...lecz nie tylko dla dwojga</description>
	<lastBuildDate>Tue, 08 Apr 2025 21:05:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0.4</generator>

<image>
	<url>https://planszowkiwedwoje.pl/wp-content/uploads/2023/02/cropped-Logo-strona-75x75.png</url>
	<title>Phalanx &#8211; Planszówki we dwoje</title>
	<link>https://planszowkiwedwoje.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Hunger: The Show &#8211; recenzja</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2017/08/hunger-show-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2017/08/hunger-show-recenzja/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 Aug 2017 15:00:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[Phalanx]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2017/08/hunger-show-recenzja/</guid>

					<description><![CDATA[Hunger: The Show to gra imprezowa nawiązująca tematyką do popularnego amerykańskiego reality show &#8222;Survivor&#8221;. Grupa śmiałków trafia na bezludną wyspę, na której jej zadaniem jest przeżyć. Wszystko pod okiem wszechobecnych kamer. Wiek: 7+ Liczba graczy:&#160;2-6 Czas gry: około 15 minut Wydawca:&#160;Phalanx Tematyka: bezludna wyspa Główna mechanika: programowanie akcji BGG: Hungr: The Show Grę przekazało nam wydawnictwo Phalanx. Wygląd i wykonanie: Wiktor: Hunger: The Show zawiera prawie 100 kart (głównie karty postaci i akcji dla 6 graczy) i ponad 130 żetonów. W zestawue nie ma natomiast klasycznej planszy, ta została namalowana wewnątrz pudełka. To sporadycznie spotykane rozwiązanie, które przegrywa według mnie ze zwykłym kawałkiem porządnej tektury. Może jednak za tą decyzją stały inne względy, jak np. koszty produkcji? Ilustracje do gry wykonał Robert Adler, którego prace możecie kojarzyć z różnych komiksów, okładek książek czy strony dla dorosłych Boli Blog. Styl ten pasuje do planszówki o lekkiej, wakacyjnej tematyce. Szkoda nawet, że obrazków nie ma więcej. Muszę jednak wspomnieć o tym, że nasi znajomi co jakiś czas mylili obóz z plażą zagrywając złą kartę. Elementy bez problemów przetrwały liczne partie, w czasie których trzymaliśmy je w rękach i nieraz brutalnie wykładaliśmy na stół. Kasia: W niedużym pudełeczku jest całkiem sporo komponentów. Wyróżnikiem gry i jej zaletą są ciekawe, oryginalne grafiki. Poza solidnymi żetonami są tu jeszcze karty &#8211; dość odporne na zużycie, choć intensywne ściskanie ich w rękach i częste podnoszenie ze stołu sprawia, że warto rozważyć włożenie ich w koszulki. Ciekawym i również rzadko spotykanym rozwiązaniem jest plansza niejako wbudowana we wnętrze pudełka. Takie rozwiązanie ma pewne plusy (pewnie pozytywny wpływ na finalną cenę), choć nie jest idealne jeśli chodzi o czytelność aktualnej sytuacji dla siedzących wokół stołu graczy. Ocena Wiktora: 7/10 Ocena Kasi: 7/10 Zasady i instrukcja: Wiktor: W końcu gra, w której nie chodzi o zbieranie punktów. Albo przynajmniej nie tylko o to. Celem zabawy jest przeżycie na wyspie i &#8211; przy okazji &#8211; skompletowanie lin i kawałków drewna do budowy tratwy. Zależnie od liczby osób biorących udział w rywalizacji na planszy dostępnych jest kilka obszarów: obóz, plaża, dżungla (od trzech osób) i góry (od czterech). Gracze otrzymują kilka kart przedstawiających wspomniane miejsca oraz postacie wykonujące różne czynności: zbierające owoce, łapiące kurczaki, poszukujące lin i drewna, kradnące oraz chroniące przed kradzieżą. W każdej z kilku rund jednocześnie zagrywa się po jednej z kart obu typów, które określają jaką akcję i gdzie będziemy wykonywać. I teraz, zależnie też od wyborów przeciwników, otrzymujemy surowce, kradniemy je innym graczom lub złodziejowi, jeśli został przyłapany na gorącym uczynku. Po rozpatrzeniu wszystkich czynności odkrywa się kartę z talii wydarzeń, które na ogół modyfikują liczbę dostępnych surowców na planszy, i w końcu karmimy naszych bohaterów. Każdy z graczy musi odrzucić żetony pożywienia (kurczaków, owoców i kokosów) o łącznej wartości czterech. Jeśli tego nie zrobi &#8211; odpada z zabawy. Rywalizacja kończy się po kilku rundach, gdy zamiast wydarzenia ze stosu zostanie pociągnięta karta końca gry. Hunger: The Show ma całkiem sporo zasad, jak na tak niewielką pozycję. Czy może raczej mechanika gry jest tak skonstruowana, że wymagała trochę miejsca do opisania. Trzeba w końcu poświęcić kilka słów każdej możliwej kombinacji postaci. Instrukcja wyjaśnia więc, co dzieje się, gdy w jakimś miejscu spotka się np. dwóch-trzech złodziei, albo dwóch złodziei i strażnicy itd. Niby podstawową liczbą w grze jest dwójka (kradnie/dobiera się standardowo zawsze po 2 żetony), to jednak praktyka okazuje się trudniejsza. Nieraz trzeba dzielić się znaleziskami, a niektóre kombinacje postaci zmuszają do sięgnięcia po książeczkę. Zdarzało się nam to nawet po rozegraniu kilkunastu partii. Hunger zdecydowanie skorzystałby na karcie pomocy, która w prosty sposób (może za pomocą ikon?) wyjaśniałaby zależności między postaciami. Reguły nie są więc trudne, ale nie wszystkie sytuacje są w pełni jasne. Ocena Wiktora: 6,5/10 Ocena Kasi: 6,5/10&#160; Rozgrywka: Wiktor: Dwie najbardziej zniechęcające rzeczy w Hunger: The Show to rozkładanie i chowanie elementów. Żetony trzeba potasować i rozłożyć, a po partii wcielić się w Kopciuszka oddzielającego je i przekładającego do woreczków. Wiem, wiem, występuje to w większości gier, ale od imprezowego tytułu na 15 minut oczekuję krótszego przygotowania do zabawy. Zostawmy jednak sprawy poboczne i przejdźmy do samej rozgrywki. Nie cała plansza jest dostępna przy poszczególnej liczbie osób, lecz tylko jej część. Ma to wpływ na przebieg rywalizacji, bo we czworo jest wyraźnie najciaśniej (obóz, plaża, dżungla), wraz z piątym graczem dochodzą jeszcze góry. Jako że Hunger nastawiony jest na interakcję, to najlepiej bawiłem się walcząc o zasoby z trzema przeciwnikami. Liczba graczy nie ma jednak kluczowego wpływu na partię, czas spędzałem podobnie bez względu na wielkość towarzystwa. Hunger: The Show to gra imprezowa, w której ważne są szczęście i intuicja. Nie liczcie więc na głębię strategiczną, bo cała zabawa wydaje się mocno przypadkowa, szczególnie w pierwszych rundach, gdy zasobów na planszy jest sporo. Nie ma wówczas żadnej pewnej metody na rozpracowanie akcji i miejsc, które wybiorą przeciwnicy. Pod tym kątem rywalizacja przypomina mi kamień, papier, nożyce na kilka osób. Niby można wyczuć przeciwnika, czy też przewidzieć jego następne ruchy na podstawie dotychczasowych, jednak raczej tylko w teorii. Ważną cechą gry jest możliwość odpadnięcia w trakcie zabawy, jeśli pod koniec rundy nie ma się wystarczająco pożywienia. Nie lubię takiego rozwiązania w planszówkach, jednak tutaj zostało ono nieźle zaimplementowane. Całość policzono chyba na tyle solidnie, że bardzo trudno jest odpaść na samym początku gry (nigdy się to nam nie przytrafiło). Musiałoby złożyć się na to kilka czynników, jak agresja przeciwników i wyjątkowy pech. Jeśli więc kończy się przedwcześnie rywalizację, to raczej w jej dalszym etapie, kiedy odpadnięcie nie jest tak irytujące. Rundy mijają szybko i sprawnie, pechowca czeka najwyżej kilka minut oczekiwania. Ciekawym rozwiązaniem jest trochę losowy moment końca partii. Zabawa może zakończyć się gdzieś między 6-11 rundą, bo pozycja karty kończącej zabawę nie jest znana. Hunger: The Show budzi emocje, a sednem rozgrywki jest wspomniana negatywna interakcja. Mało kiedy nasze partie kończyły się liczeniem zebranych elementów tratwy, na ogół graliśmy tak wrednie, że na końcu na wyspie pozostawał tylko jeden szczęśliwiec. Przez dużą przypadkowość i nieprzewidywalność Hunger: The Show przypomina mi trochę New Angeles (w które grałem raz). Tam również przebieg rozgrywki był pełen emocji, jednak całość pozostawiła lekki niedosyt po podliczeniu punktów. Wydawało się, że kilka godzin spędzonych przy planszy miało niewielki wpływ na finał. Tutaj na szczęście jedna partia trwa raptem kilkanaście minut. Trzeba jeszcze wspomnieć o dodatkowym wariancie wprowadzającym zdolności postaci. Ten trochę rozczarowuje, bo wpływa głownie na liczbę otrzymywanych surowców/możliwość ich wyboru. Ponadto ikony akcji/zasobów nie zawsze naprowadzają na działanie umiejętności. Z drugiej strony korzystanie z postaci może pomóc przewidzieć ruchy przeciwników, bo osoba nastawiona na kury będzie pewnie korzystała z lokacji, w których te są jeszcze dostępne. Kasia: Setup gry trwa chwilę, ale niespecjalnie mi to przeszkadza (zwykle zdążyłam akurat wszystko porozkładać w czasie kiedy Wiktor tłumaczył zasady nowym graczom). Rozgrywka natomiast jest dynamiczna, a zmiennych jest bardzo dużo. Jest to taka sympatyczna karciana przerzucanka, której niewątpliwą zaletą jest spora negatywna interakcja. Odnośnie decyzyjności w grze, to dysponujemy jedynie mocno ograniczonymi informacjami co do zasobów posiadanych przez naszych rywali (a w konsekwencji także ich możliwych planów). Trzeba do tego dodać zauważalną losowość w doborze zakrytych żetonów oraz sporą rozpiętość ich wartości. Szczególnie irytowało mnie to w przypadku elementów tratw. Nigdy nie wiadomo, czy trafimy na linę czy drewno, więc może się okazać, że ktoś z dwoma żetonami tratwy ma łącznie 2 komplety (lina+drewno), a inna osoba z trzema żetonami nie ma ani jednego kompletu. Co za tym idzie szacowanie jaki ruch najbardziej się w trakcie danej kolejki opłaci jest bardzo trudne i trzeba działać w dużej mierze na wyczucie, co czasem się sprawdza, a czasem nie. Biorąc to wszystko pod uwagę okazuje się, że Hunger sprawia wrażenie gry chaotycznej i nieprzewidywalnej. Jest dość emocjonujący (szczególnie gdy ktoś wykradnie nam wartościowy zasób), choć mam przeświadczenie, że wygrana jest raczej dziełem przypadku. Dzięki temu, że Hunger: The Show trwa tylko kilka tur, to nie ma obawy, że osoby którym powinie się noga i odpadną z partii zdążą się wynudzić. Generalnie nie jestem fanką odpadania w planszówkach, ale tu nie jest ono uciążliwe. Ocena Wiktora: 5,5/10 Ocena Kasi: 5/10 Gra we dwoje: Wiktor: We dwoje korzysta się tylko z dwóch miejsc: plaży i obozu. Wariant ten pozostawił mnie z mieszanymi odczuciami. Z jednej strony konieczność rozgryzienia ruchu jednego przeciwnika pozwala na łatwiejsze jego przewidzenie. Z drugiej jednak, po pierwszych rundach korzystaliśmy już niemal jedynie ze złodziei i strażników, starając się trafić nimi w odpowiednią lokalizację.&#160; No i przede wszystkim, Hunger: The Show nie jest planszówką, w którą chciałoby się grać we dwoje. Jak w większości imprezówek tak i tutaj liczy się wesoła, emocjonująca atmosfera przy stole, której w takim układzie zwyczajnie brakuje (a może to my jesteśmy takimi smutasami? ;)). W trybie dwuosobowym wyraźnie widać inspirację dylematem więźnia, bo najbardziej opłacalna jest kradzież, która wiąże się jednak też z dużym ryzykiem. Czy warto sięgnąć po Hunger: The Show tylko we dwoje? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Dla mnie jest to gra średnia, ale ciekawa. Pozycja, w którą chętnie zagrałem, ale nic nie ciągnie mnie do kolejnych partii z Kasią. Kasia: Dziwna sytuacja &#8211; wydawałoby się, że Hunger: The Show to gra raczej imprezowa, więc będzie działać tym lepie im więcej osób zasiądzie do stołu. Tymczasem to we dwoje możemy tu więcej przewidzieć, lepiej rozszyfrować przeciwnika i tym samym opierać się w większej mierze na analizie, a nie na czystym szczęściu. Z drugiej strony sama jakoś dziwnie się czułam grając w ten tytuł tylko we dwójkę. Towarzyszyło mi uczucie, że do takiej planszówki powinno się siadać w większym gronie. Może zabrzmi to śmiesznie, ale gdyby ktoś mnie zapytał o grę imprezową na dwie osoby, to poleciłabym mu wypróbowanie Hunger: The Show. Ocena Wiktora: 5/10 Ocena Kasi: 5,5/10&#160;&#160; Ocena: Wiktor: W Hunger: The Show nie czuć może klimatu tropikalnej plaży, wyraźnie widać jednak rywalizację o zasoby i pełną napięcia atmosferę. Gra jest ładna (chociaż styl ilustracji to rzecz gustu) i solidnie wykonana. Sama rozgrywka dostarcza emocji, nie brakuje w niej też negatywnej interakcji. Całość jest jednak mocno przypadkowa i akcje trzeba wykonywać kierując się intuicją. Tym samym Hunger to takie radosne przerzucanie kart i dobieranie żetonów, któremu jednak trochę brakuje, by przyciągnąć na dłużej. Jeśli lubicie gry imprezowe, a atmosfera przy stole liczy się dla Was bardziej niż strategia, to możecie sprawdzić ten tytuł. Miłośnicy optymalizacji i wyliczania ruchów nie znajdą w nim jednak wiele frajdy. Kasia: Trochę przeszkadzało mi podczas partii zamieszanie z pamiętaniem kto kiedy zabiera komu ile żetonów. Poza tym jednak zasady są dość proste, a rozgrywka dynamiczna. Jest tu sporo nieprzewidywalności, która sprawia, że jest to tytuł bardzo lekki, imprezowy, choć nie do końca w moim stylu. Podobały mi się natomiast oryginalne grafiki i fajne wykonanie. O dziwo też we dwoje gra działa pod pewnymi względami nawet lepiej niż w większym gronie. Dla kogo? Dla:&#160; fanów imprezówek; miłośników interakcji; lubiących emocjonujące gry; szukających gry na kilkanaście minut Przypomina nam: CVlizacje, trochę New Angeles (sic!) Plusy: ładne i porządne wydanie budzi emocje niezła wariacja na temat dylematu więźnia we dwoje krótki czas jednej partii sensownie rozwiązane odpadanie z gry&#8230; Minusy: &#8230; ale to jednak odpadanie żmudne przygotowanie i chowanie gry duża przypadkowość, konieczność grania na wyczucie Grę przekazało nam wydawnictwo Phalanx. Dziękujemy!]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2017/08/hunger-show-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Świat Dysku: Ankh-Morpork &#8211; recenzja</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2014/03/swiat-dysku-ankh-morpork-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2014/03/swiat-dysku-ankh-morpork-recenzja/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 17 Mar 2014 19:06:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[Phalanx]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2014/03/swiat-dysku-ankh-morpork-recenzja/</guid>

					<description><![CDATA[Interesując się fantastyką nie można nie znać Sir Terry&#8217;ego Pratchetta i wykreowanego przez niego Świata Dysku. Jeśli dodamy do zainteresowań gry planszowe, to wręcz nie wypada obojętnie przejść obok gry Świat Dysku: Ankh-Morpork. Planszówka przenosi graczy do tego tytułowego wielkiego miasta, gdzie będą oni mieli okazję odwiedzić znane sobie dzielnice i spotkać zamieszkujące je postacie. Jako że Kasia jest wielką fanką Anglika (sam też czytałem kilka jego książek), to A-M został pierwszą kupioną przez nas grą. Osoby, które kojarzą mnie z forum gry-planszowe wiedzą, że jestem wielkim miłośnikiem rozgrywki w tę pozycję we dwoje. Dlaczego tak jest przekonacie się w tym tekście. Karty z brązowej, mocniejszej talii. Wygląd i wykonanie Wiktor: W grze mamy do dyspozycji karty, drewniane pionki, domki i znaczniki oraz planszę. Do tego w pudełku znajduje się jedna kostka (sporadycznie używana) oraz karty pomocy graczy i instrukcja. Do wykonania elementów nie mam żadnych zastrzeżeń. Karty są sztywne i dość odporne, chociaż po jakimś czasie zdecydowaliśmy się wrzucić je w koszulki – pierwsza część talii zaczęła nosić na brzegach ślady użytkowania i odróżniać się od drugiej. Ilustracje na kartach są pratchettowe i raczej ładne. Nawet jeśli zdarzają się słabsze rysunki, to giną one w natłoku tych przyjemniejszych dla oka.&#160; Sama plansza jest dość duża, przedstawia mapę miasta pokrytą rysunkami budynków i ulic. Przez środek Ankh-Morpork płynie rzeka, również zaznaczona na planszy. Gdyby nie numery dzielnic i nadrukowany na nich koszt zakupu, byłaby idealnym kandydatem do powieszenia na ścianie. Jedynie granice obszarów na planszy mogłyby być trochę widoczniej zaznaczone, aczkolwiek na tym zabiegu straciłyby pewnie walory estetyczne gry.&#160; Mimo że omawiana planszówka jest barwna, to kolory nie biją po oczach. Są stonowane, przez co przy grze można śmiało odpocząć po całym dniu spędzonym przy komputerze. Świat Dysku: Ankh-Morpork może nie jest najładniejszą grą, która została< kiedykolwiek wydana, ale prezentuje się estetycznie i dobrze. Kasia: Muszę przyznać, że cała gra jest porządnie i estetycznie wykonana, grafiki są bardzo ładne, a znaczniki wygodne w użyciu. Na plus zasługują też karty pomocy, które ułatwiają grę zwłaszcza początkującym, ale i później nieraz się przydają. Są funkcjonalne i przejrzyste. Jeśli chodzi o wypraskę to jest ona dość wygodna, choć nie idealna, ponieważ ciężko jest wyjąć z niej karty w koszulkach, a elementy mieszczą się „na styk”. Ocena Wiktora: 7/10 Ocena Kasi: 9/10 FAQ, instrukcja, karty graczy. Zasady i instrukcja Wiktor: (opis zasad): Gra oferuje różne cele, do których musimy dążyć, w zależności od wylosowanej postaci. Są to: kontrola nad dzielnicami, umieszczenie agentów w dzielnicach (w obu przypadkach różnią się w zależności od liczby graczy), wywołanie niepokojów, doczekanie do końca talii czy zgromadzenie majątku (jedynie w wariancie 3+ graczy). Rozgrywka składa się z naprzemiennie wykonywanych tur. W każdej z nich gracz zagrywa kartę i wykonuje akcje przez nią przewidziane, może też skorzystać z wcześniej zakupionych kart dzielnic. W repertuarze zagrań są między innymi zabójstwo i postawienie agenta, budowa domku (jednoznaczne z zakupem dzielnicy), czy usunięcie niepokojów (reprezentowanych przez czarne znaczniki). Można również korzystać z tekstu umieszczonego na kartach, który wywołuje różne efekty, a od czasu do czasu zdarzy się też zagranie karty reakcji w odpowiedzi na ruch przeciwnika. Gracz ma prawo pominąć dowolne akcje, jest zobligowany wykonać jedynie te oznaczone pentagramem. Znajdują się one na kartach magów i wywołują efekty losowane z osobnej talii. Może to być lądowanie smoka, pojawienie się trolli lub demonów czy też wielka powódź. Na koniec tury dobieramy do 5 kart i tyle. Podczas rozgrywki należy pamiętać, że karty akcji dzielą się na zielone (które leżą na wierzchu talii i są słabsze) i brązowe (znacznie potężniejsze i dostępne później). Różne karty. (opinia): Nie sugerujcie się moim zawiłym opisem, bo zasady są naprawdę proste i intuicyjne (inna rzecz, żeprzez długi czas graliśmy błędnie – zabijać można tylkoagentów w dzielnicach, w których panuje niepokój, my bez obiekcjiukatrupialiśmy ich we wszystkich ;)). Dodatkowo, dla każdego graczaprzewidziano kartę pomocy wyjaśniającą symbole na kartach. Gryszybko uczą się nawet osoby bez wcześniejszego doświadczenia zplanszówkami, dlatego chętnie polecam ją nowym graczom. Krótka instrukcja jest miłą odmianąpo kilkudziesięciostronicowych książeczkach w niektórych grach.Uważne jej przeczytanie (podkreślam uważne, bo inaczej będzieciegrali błędnie, jak my ;)) powinno wyjaśnić wszelkie wątpliwości.Na stronie wydawcy (Phalanx Games Polska) można znaleźć też polskojęzyczne FAQ,które rozwiewa resztę pytań powstających w czasie rozgrywki. Proste zasady, czytelna instrukcjazapewniają Ankh-Morporkowi maksymalną ocenę ode mnie. Kilka znanych z książek postaci. Kasia: Właściwie trudno cokolwiek dodać,mogę jedynie potwierdzić, że zasady faktycznie są łatwe, alejednocześnie dają sporo możliwości do pokombinowania. Ocena Wiktora:10/10 Ocena Kasi:7/10 Rozgrywka Wiktor: W Świat Dysku grałem z różnymiosobami – wiek/płeć – i wszystkim się podobało. Rozgrywkajest dynamiczna, a ze względu na ciągle zmieniającą się sytuacjęna planszy oczekiwanie na swoją turę nie nuży, cały czas trzebauważnie śledzić poczynania przeciwników. Umiarkowany czas jednejgry (pudełkowe 60 minut jest dobrze oszacowane) wyzwala chęć douporządkowania planszy i rozpoczęcia kolejnej partii. Jak na razie,podczas jednego „posiedzenia” z tym samym przeciwnikiem grałemaż 5 razy z rzędu – gra wyjątkowo spodobała się mojejnieplanszówkowej (do tej pory) mamie, która nie pozwalała mi odejść od gry 😉 Sięgając po Ankh-Morpork musiciepamiętać o dużej losowości. Obecna ona jest już od samegopoczątku gdy losujemy postać określającą cel gry. W trakcierozgrywki co turę dobieramy karty, sporadycznie rzucamy kostką, ado tego dochodzą jeszcze karty wydarzeń aktywowane pentagramami i,na ogół, siejące spory zamęt na planszy. Zdecydowanie NIE jest togra dla fanów spokojnego i długofalowego planowania, najlepiejpozbawionego interakcji. A tej w Morporku jest równie dużo colosowości – zabijanie wrogich agentów, podglądanie i podbieraniekart oraz zabieranie złota mogą napsuć przeciwnikowi krwi. Świat Dysku zawsze dostarczał miwiele radości płynącej z prostej, losowej i konfrontacyjnejrozgrywki. Mój faworyt na spotkania ze znajomymi, grę zpoczątkującymi i luźne partie z Kasią. Kasia: Grarzeczywiście jest ciekawa, wciągająca, nie dłuży się i nienudzi. Nie jest to tytuł ani za ciężki, ani zbyt banalny, idealny,kiedy nie chcemy zasiadać do gry na kilka godzin, a mamy ochotę nasolidną porcję rozrywki połączonej z rywalizacją.Ankh-Morporkzawiera elementy blefu, podoba mi siękombinowanie i próba zidentyfikowania tożsamości przeciwnika przyjednoczesnym unikaniu zdemaskowania. Dzięki temu elementowi granaprawdę dużo zyskuje. Ciekawy jest również pomysł zwydarzeniami losowymi, które nieraz mogą mocno namieszać i zmienićukład sił na planszy oraz pokrzyżować plany.&#160; Właściwie jedynym minusem jest dlamnie lekki chaos, jaki powstaje podczas gry 4-osobowej. Bardzo dużodzieje się wtedy na planszy i trudno coś konkretnego zaplanować.Wydłuża się wtedy również czas oczekiwania na swoją kolejkę. Ocena Wiktora:10/10 Ocena Kasi:8/10 Rzut oka z lotu Kasi. Gra we dwoje Wiktor: Wisienka na torcie i kwestia, co doktórej opinie są podzielone. Jak już wspomniałem na początku,bardzo lubię wariant dwuosobowy tej gry. Daje on mimo wszystkowiększą kontrolę nad planszą, można spróbować cokolwiekzaplanować, przewidzieć zagrania oponenta oraz skutecznie dążyć doswojego celu. Grze zarzuca się, że rozgrywkadwuosobowa pozbawiona jest elementu blefu, a cele są jasne niemal odpoczątku. Nie zgadzam się z tym, bo nawet teraz momentami rozgrywkakończy się nagle, gdy jedno z nas z szelmowskim uśmiechem odwracaswoją kartę i prezentuje osiągnięty cel. Naturalnie, we dwojełatwiej (co nie znaczy, że łatwo!) można przewidzieć dążeniaprzeciwnika. Związane jest to z mniejszym chaosem na planszy. Gra w takim wariancie jest też poważniejsza, mniej osób tomniej śmiechu, tutaj raczej toczymy śmiertelny (jak to u Pratchettanawet ŚMIERĆ nie jest całkiem poważna) pojedynek o władanie wAnkh-Morpork. Szybkie porównanie rozgrywki dwuosobowej z wieloosobową: więcej kontroli nad planszą vs. wszechobecny chaos możliwość planowania własnych ruchów vs. ruchyuzależnione od poczynań przeciwników bardziej poważna rozgrywka vs. dużo śmiechu izdrowej rywalizacji łatwiejsze przewidzenie celu przeciwnika vs. niespodziewanie realizujący cele wrogowie łatwiejsze powstrzymywanie przeciwnika vs. czasem ograniczone możliwości reakcji Kasia: Gradwuosobowa to zdecydowanie moja ulubiona „konfiguracja” w A-M.Wystarczy powiedzieć, że częstosięgamy po tę grę w takiej właśnie wersji, bo nam obojgurozgrywka sprawia dużą przyjemność. Ocena Wiktora:8/10 Ocena Kasi:9/10 Klimat i tematyka Wiktor:&#160; Chyba najsłabszym punktem gry jest klimat, bo tematyka Świata Dyskujest ciekawa i stanowi dobry materiał na grę. Niestety, tęplanszówkę można by osadzić równie dobrze w średniowieczu czykosmosie, lekko przemodelować karty i byłaby pewnie równie dobra.Nie oznacza to bynajmniej, że fani Pratchetta nie znajdą w niej nicdla siebie. Co to, to nie! Przede wszystkim, osoby zaznajomione ztwórczością Sir Terry&#8217;ego docenią dobre odwzorowanie postaci wakcjach przewidzianych przez karty. Duża ich część wywołujeuśmiech podczas zagrywania i faktycznie kojarzy się z wykreowanymprzez anglika uniwersum (na zdjęciach znajdziecie przykłady).Brakuje mi trochę jakichś fajnych, dopasowanych cytatów z książekumieszczonych na kartach (jeśli mnie pamięć nie myli „tekst”znajduje się tylko na karcie ŚMIERCI). Mogłoby być o wielelepiej, ale nie jest źle. Pewnie gdyby nie umiejscowienie rozgrywkiw znanym nam z powieści świecie, to Ankh-Morpork nie znalazłby sięw naszej kolekcji tak szybko. Ode mnie średnia ocena, która jednak, wprzypadku tej gry, ma niewielki wpływ na ocenę końcową – tutaj nie chodzi o klimat, ale o dobrą zabawę! Kasia: Pratchettnależy do moich ulubionych pisarzy, więc Świat Dysku ma u mnie wzwiązku z tym dodatkowego plusa. Lecz mimotego, że gra bazuje na konkretnym fikcyjnym świecie, to jegonieznajomość nie jest przeszkodą w tym, aby czerpać przyjemnośćz rozgrywki.Nie umiem się zgodzić z tym, że gra mogłaby zostaćosadzona w dowolnym innym uniwersum. Trudno mi to sobie wyobrazić,bo sądzę, że większość elementów gry wynika z tego, o czymmogliśmy czytać w książkach. Na uznanie zasługują klimatyczne grafiki iwyjątkowo ładna plansza. Zgodzę się jednak co do tego, żedodanie cytatów przynajmniej na niektórych kartach byłoby miłymgestem w stronę fanów, którzy z pewnością jeszcze bardziejdoceniliby tę pozycję. Ocena Wiktora: 5/10 Ocena Kasi:8/10 Morporkowe dolary. Podsumowanie: Wiktor:&#160; Po Świat Dysku: Ankh-Morpork możecie śmiało sięgnąć jeślizdarza się Wam grać zarówno we dwoje/dwóch/dwie jak i w większymgronie. Tego rodzaju gra jest, moim zdaniem, bezpieczną pozycją dokolekcji, po którą będziecie sięgać z chęcią i uśmiechem.Możliwość jej zakupu w dość atrakcyjnej cenie sprawia, żetrzeba ją mieć. +1 punkt do końcowej oceny za jej uniwersalność(działa naprawdę dobrze we wszystkich konfiguracjach od dwóch do czterech graczy). Kasia: Podpisujęsię obiema łapkami pod podsumowaniem Wiktora. Najlepszym dowodem nato, że gra jest uniwersalna, jest fakt, że dali się na niąnamówić nasi rodzice, a dwie (przynajmniej) osoby dzięki niejwprowadziliśmy w planszówkowy świat 😉 Plusy: dobrze działa we wszystkich konfiguracjach (2-4 graczy) proste, przystępne i łatwe do wytłumaczenia zasady masa wrednej interakcji po prostu sprawia frajdę Minusy: mogłaby&#160; mieć w sobie więcej pratchettowego klimatu]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2014/03/swiat-dysku-ankh-morpork-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>6</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
