<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Uwe Rosenberg &#8211; Planszówki we dwoje</title>
	<atom:link href="https://planszowkiwedwoje.pl/tag/uwe-rosenberg/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://planszowkiwedwoje.pl</link>
	<description>...lecz nie tylko dla dwojga</description>
	<lastBuildDate>Thu, 02 Apr 2026 08:40:33 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0.3</generator>

<image>
	<url>https://planszowkiwedwoje.pl/wp-content/uploads/2023/02/cropped-Logo-strona-75x75.png</url>
	<title>Uwe Rosenberg &#8211; Planszówki we dwoje</title>
	<link>https://planszowkiwedwoje.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Atiwa &#8211; recenzja</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2022/12/atiwa-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2022/12/atiwa-recenzja/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Dec 2022 11:31:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[Rebel]]></category>
		<category><![CDATA[Uwe Rosenberg]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/?p=12384</guid>

					<description><![CDATA[Atiwa to nowa gra Uwego Rosenberga. To tytuł ciężkością oscylujący między cięższymi grami autora a np. Patchworkiem.]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2022/12/atiwa-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Robin z Locksley &#8211; recenzja</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/11/robin-z-locksley-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/11/robin-z-locksley-recenzja/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 16 Nov 2020 07:48:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[Uwe Rosenberg]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2020/11/robin-z-locksley-recenzja/</guid>

					<description><![CDATA[Robin z Locksley to dwuosobowa gra autorstwa znanego i cenionego Uwego Rosenberga. Tym razem nie dokładamy kafelków, a zbieramy je z pola gry.]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/11/robin-z-locksley-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nova Luna &#8211; recenzja</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/10/nova-luna-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/10/nova-luna-recenzja/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 04 Oct 2020 13:47:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[Uwe Rosenberg]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2020/10/nova-luna-recenzja/</guid>

					<description><![CDATA[Nova Luna to gra abstrakcyjna, w której lunarny temat jest tylko pretekstem do dokładania kolejnych kafelków i kombinowania, jak połączyć je w taki sposób, by zgarnąć punkty.]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2020/10/nova-luna-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Reykholt &#8211; recenzja</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2019/04/reykholt-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2019/04/reykholt-recenzja/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 24 Apr 2019 06:00:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[patronat]]></category>
		<category><![CDATA[Portal]]></category>
		<category><![CDATA[Uwe Rosenberg]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2019/04/reykholt-recenzja/</guid>

					<description><![CDATA[Reykholt to nowa gra Uwego Rosenberga i jednocześnie pierwszy tytuł tego autora wydawany przez Portal. Nie jest to ciężkie euro, jednak planszówka jest też bardziej wymagająca od Patchworka czy Ogródka&#8230; Wiek: 12+Liczba graczy: 1-4Czas gry: 30-60 minutWydawca: PortalTematyka:ogrodnictwo, Islandia Główna mechanika: rozmieszczanie robotnikówDla: początkujących, średnio zaawansowanych; fanów ładnych gier; miłośników tematyki ogrodniczejPrzypomina nam: odlegle Heaven &#38; Ale; inne gry RosenbergaBGG: Reykholt Grę przekazało nam wydawnictwo Portal. Wygląd i wykonanie: Wiktor: Osoby zainteresowane Reykholtem na pewno ucieszą się, że tytułowi bliżej do lżejszych gier autora niż do nie zawsze pięknych sucharów. Tutaj zadbano o atrakcyjną wizualnie planszę, bajeranckie skrzyneczki na warzywa (na potrzeby tekstu grzyby, warzywa i owoc, jakim jest pomidor, wrzucam do kategorii warzyw) oraz drewniane znaczniki. Zarówno pod względem wyglądu jak i wykonania otrzymany anglojęzyczny egzemplarz spełniał wszystkie pokładane w nim nadzieje. W ładnie zilustrowanym pudełku znalazły się nawet żetony mnożników  na wypadek, gdyby zabrakło zasobów, co nam jednak się nie przydarzyło. Kasia: Okładka Reykholta chwyciła mnie za serce, jest niesamowicie klimatyczna, nienachalna, a jednocześnie pełna uroku. Od pierwszego spojrzenia wiedziałam, że będę musiała w to zagrać.&#160; Zresztą w ogóle oprawa graficzna tej planszówki ma w sobie taką swojskość, zwłaszcza jeśli chodzi o dopracowaną, pełną życia i szczegółów planszę. Jest tu więcej fajnych elementów, jak na przykład ładnie powycinane drewniane warzywa. Estetycznie, a jednocześnie praktycznie prezentują się tekturowe skrzynki na warzywa, dzięki którym szybciej można rozłożyć grę i łatwiej zachować porządek podczas zabawy. To udogodnienie sprawia jednak, że Reykholta lepiej jest przechowywać w pozycji poziomej (by wszystko nie rozsypało się po pudle). Widać było, że nasz egzemplarz testowy przeszedł już przez wiele rąk. Nawet mimo tego większość komponentów, w tym karty okazały się być bardzo dobrej jakości, ponieważ nie było na nich zauważalnych śladów zużycia. Tak właściwie jedyną rzeczą, która wyraźnie ucierpiała w związku z intensywnym ogrywaniem były żetony pracowników, na których zaczęły ścierać się naklejki. &#160; Ocena Wiktora: 8,5/10Ocena Kasi: 8,5/10 Zasady i instrukcja: Wiktor: Reykholt bazuje na często wykorzystywanej przez Rosenberga mechanice rozmieszczania robotników. Tym razem jednak liczba dostępnych akcji jest &#8211; jak na tego autora &#8211; niewielka. Partia składa się z siedmiu rund dzielących się na cztery fazy: Akcje to dobieranie nowych szklarni, sadzenie w nich warzyw (należy oddać jeden znacznik, by zapełnić danym warzywem/owocem wszystkie grządki), zbieranie plonów (po jednym drewienku z każdej szklarni), poruszanie się na torze stołów (za oddanie szklarni), do tego możliwość dobierania kart ulepszeń, jakieś zdobywanie znaczników i te klimaty. Po co to wszystko? Celem zabawy jest dotarcie na jak najdalszy stół. By móc awansować na torze należy odrzucić konkretną liczbę wskazanych warzyw albo je dobrać, jednak druga opcja dostępna jest tylko raz na turę. Przykładowo: odrzucam pomidora i poruszam się, nie mam sałaty, więc ją dobieram i poruszam się, odrzucam grzyba i poruszam się, nie mam marchewki, więc moja wędrówka po torze się kończy. Instrukcję czytała Kasia, więc to ona pewnie opisze jak przedstawiono w niej zasady, mnie jednak całość wydała się prosta i intuicyjna. Tłumaczenie wszystkiego innym to raptem chwila, a partie przebiegają sprawnie i bezproblemowo. Kasia: Zwykle to Wiktor zajmuje się czytaniem instrukcji i tłumaczeniem zasad. W tym przypadku było jednak inaczej. Reguły Reykholta pochłonęłam błyskawicznie. Instrukcja w wersji angielskiej napisana jest przejrzyście, zwięźle i zrozumiale. Także same reguły są bardzo łatwe do przyswojenia, co może nieco dziwić, biorąc pod uwagę pozornie zbliżone tytuły pana Uwego obracające się wokół rolnictwa jak chociażby Agricola czy Pola Arle. Reykholt to zupełnie inny kaliber. To gra przystępna i intuicyjna, do której można usiąść nawet z mniej ogranymi planszówkowiczami. Dodatkowo każdy z graczy dostaje kartę z przypomnieniem przebiegu rundy, a akcje dostępne na planszy są opisane nie tylko symbolami, ale także tekstowo. Ocena Wiktora: 8/10Ocena Kasi: 9/10  Rozgrywka: Wiktor: Przyznam, że podczas pierwszych partii nie za bardzo wiedziałem jak grać, żeby wygrać. W sumie każde z nas próbowało innych metod: kolega zbierał same surowce, prawie nie bawiąc się w sianie i zbieranie, ja szedłem w jak największą liczbę szklarni, Kasia inwestowała w bonusy&#8230; Zawsze gdy wydawało mi się, że idzie mi dobrze, to w pewnym momencie okazywało się, że jednak jestem daleko w tyle&#8230; Z czasem zacząłem grać coraz skuteczniej, ale w przeciwieństwie do innych gier euro, które goszczą na naszym stole, odsetek moich zwycięstw był chyba najniższy w towarzystwie. Reykholt to średnia lub nawet lekko-średnia (w zależności co dla kogo jest tytułem wymagającym) półka ciężkości, jak to określiłem w rozmowie z kolegą: coś między Ogródkiem a Agricolą. Nie ma w nim przytłaczającej liczby akcji oraz licznych sposobów na punktowanie. To jedna z rzeczy, które początkowo wywołały we mnie pewne zmieszanie. Na dłuższą metę okazuje się to sprytnym zabiegiem, bo mimo że wszystko skupia się właściwie tylko na jednym celu, to osiągnięcie go nie jest takie proste. Reykholt wymaga rozsądnego korzystania z akcji i specyficznego sposobu myślenia: zdobyte za wejście na pole pomidory nie przydadzą się bez wszystkich tych warzyw, które trzeba pokonać przed ponownym dojściem do pomidorów. Jakieś bardziej długofalowe planowanie jest tutaj jak najbardziej wskazane. Mimo wszystko nie jestem wielkim fanem jednego sposobu punktowania, wolę gdy planszówka pozostawia mi nieco większą swobodę. Jako fan ciężkich gier Rosenberga (Pola Arle, Uczta dla Odyna) chciałbym i tutaj zobaczyć więcej akcji, bardziej rozbudowany system punktowania, jakieś dodatkowe zasoby&#8230; Wiem jednak, że to nie tego typu planszówka, a pan Uwe pokazał już, że nie celuje tylko w miłośników ciężkich gier euro. Zamiast licznych akcji pojawiły się tutaj możliwe do zdobycia karty ulepszeń. Dają one dodatkowe możliwości, niekiedy ulepszają dostępne akcje lub zapewniają np. darmowe warzywa podczas konkretnych czynności. Sprawia to, że warto poświęcić jedną akcję na dobranie czegoś, co w ciągu całej partii da nam o wiele większe korzyści, niż ten pojedynczy robotnik. Kart jest też na tyle sporo, że można wymieniać je między partiami, co naturalnie poprawia regrywalność i jest właściwie jedynym elementem zmieniającym się w kolejnych rozgrywkach. Na szczęście niewielka liczba akcji sprawia, że nie da się za każdym razem grać tak samo, bo konkurencja o niektóre pola jest naprawdę spora. Rzeczą, która nie przypadła mi do gustu jest premiowanie ostatniego gracza. Już tłumaczę o co chodzi: ostatnia osoba przesuwa się na torze zgodnie z kolejnością, jednak jeśli kogoś wyprzedzi, to wskakuje przed niego. Miałem raz sytuację, w której prawie wygrałem, jednak ostatni do tej pory kolega wszedł na to samo pole i został zwycięzcą. Nie ma to za dużo wspólnego z tym, kto rozpoczyna rundę, bo obie kolejności są od siebie niezależne: akcje wykonujemy kolejno, znacznik pierwszego gracza przekazując dalej w każdej rundzie, a na torze stołów ruszamy się tak, jak stoją nasze pionki. Tym co najbardziej spodobało mi się w grze jest tryb przygody! To pięć dodatkowych kart scenariuszy oraz kilkanaście kart ulepszeń i wydarzeń. Scenariusze wprowadzają do zabawy dodatkowe warunki zwycięstwa, np. dojście do konkretnego stołu, posiadanie jakichś warzyw na koniec itd. Dzięki nim przed graczami pojawia się jakiś cel, do którego należy dążyć, co zaostrza rywalizację. Jest to też fajna opcja, by urozmaicić nieco zabawę, gdy klasyczna gra przestaje już budzić oczekiwane emocje. Karty wydarzeń też są fajnym pomysłem. Jedną z nich odkrywa się co turę i wprowadza jej efekt. To na przykład jakiś dodatkowy zasób dla każdego itp. Naprawdę ciekawa opcja, którą polecam wszystkim obecnym i przyszłym posiadaczom gry! Kasia: Mechanicznie Reykholt jest grą nieskomplikowaną, wykorzystującą lubiane przez Rosenberga rozmieszczanie robotników. Nie miałam jednak wrażenia, że jest to coś wtórnego. Jest tu bowiem także istotna innowacja. Przede wszystkim nie ma typowego punktowania za różne działania, decydującego o ostatecznym wyniku. Zamiast tego jest nastawienie na równomierną produkcję zasobów i to najbardziej wydajny i najskuteczniej zaspokajający potrzeby klientów gracz staje się wygranym. Bardzo mi się taka koncepcja podoba, daje bowiem poczucie świeżości i każe podejść do gry odmiennie od wielu innych worker placementów. Poziom interakcji jest w Reykholcie dość typowy, czyli sprowadza się przede wszystkim do zajmowania pól akcji, które stają się niedostępne dla innych. Mimo wyczuwalnej rywalizacji wybór jest jednak wystarczający i widać, że wszystko dobrze policzono, bo liczebność pól zmienia się wyraźnie zależnie od tego ile osób siada do stołu. Dzięki temu zawsze czuć lekką presję ze strony innych graczy, ale jednocześnie udaje się zrealizować większość planów, czasem po prostu wykorzystując alternatywne rozwiązania. Choć jest to gra stosunkowo lekka, to losowości jest tu bardzo niewiele. Ogranicza się ona przede wszystkim do przygotowania gry i doboru dostępnych kart. W trakcie rozgrywki możemy też dobierać szklarnie z losowo utworzonego stosu i siłą rzeczy jest to zawsze pewne ryzyko. Poza tym jednak nie czułam by los miał tu wyczuwalny wpływ na rozgrywkę. To strategia jest zdecydowanie kluczowa i po porażce możemy obwiniać wyłącznie siebie. Wspomniane zmienne przygotowanie gry to przede wszystkim różne zestawy kart, które pozwalają korzystać z unikalnych bonusów. Może się więc okazać że w danej partii mniej interesująca akcja okaże się bardziej korzystna, co odbije się na naszej strategii. Co ciekawe można te karty współdzielić z graczami siedzącymi po sąsiedzku, co jest interesującą opcją. Bardzo podoba mi się też możliwość grania w wariant kampanii, który mocno urozmaica rozgrywkę, dodając np. dodatkowe cele zwycięstwa oraz pojawiające się w każdej rundzie losowe wydarzenia. Zdecydowanie urozmaica to zabawę i sprawia, że Reykholt jest bardzo regrywalny. Z klimatem w grach Uwego Rosenberga bywa bardzo różnie. Ze względu na lekkość tego tytułu myślałam, że Reykholt będzie raczej sprawiał wrażenie abstrakcyjnego. Okazało się całkiem przeciwnie. Jest to gra ouprawie warzyw i w trakcie partii to czułam. Wykonywane akcje miały sens (sadzenie, budowa nowych szklarni&#8230;), podobnie karty i ich działanie, a także sam sposób na zwycięstwo &#8211; nie po prostu zbieranie punktów, ale zaspokajanie potrzeb jak najliczniejszej klienteli. Ocena Wiktora: 7,5/10Ocena Kasi: 8,5/10 Gra we dwoje: Wiktor: We dwoje zmniejszeniu ulega plansza akcji. Reykholt staje się więc odpowiednio zażarty, a konkurencja o pola była chyba nawet większa niż w innym gronie. Tutaj też zapunktowała u mnie dość prosta konstrukcja gry i tylko jeden cel, do którego dążymy. O ile w przypadku gier, w których dróg do zwycięstwa jest kilka zmniejszenie liczby osób potrafi znacznie ułatwić wprowadzanie w życie własnej strategii, tak tutaj tego nie widać. Nawet w parze wciąż walczymy o te same surowce i pola, ścigając się na torze. Reykholt najbardziej podobał mi się we troje i czworo, ale we dwoje również grało się przyjemnie, szczególnie w tryb przygodowy. Ze względu na krótszy czas jednej partii można było rozegrać nawet ze 2-3 z rzędu. Kasia: We dwoje siada się do planszy o mniejszej liczbie pól niż w układach liczniejszych, co sprawia, że jest nieco mniej opcji do wyboru i różnorodności w akcjach. O ile między wariantem cztero- a trzyosobowym nie odczułam aż takiej różnicy, to już zejście tylko do dwóch osób sprawiło, że ten mniejszy wybór był dla mnie odczuwalny. Nie żeby psuło to odczucia z gry, ale bardziej podoba mi się kiedy mam swobodny, duży wybór. W partiach we dwoje nie występuje też rozwiązanie z wariantów liczniejszych, czyli współdzielenie kart. Jest to oczywiste, nie miałoby ono tu po prostu sensu. Summa summarum powiedziałabym, że rozgrywki we dwoje są również warte uwagi, tym bardziej że partie stają się dynamiczniejsze, mnie jednak odrobinę bardziej przypadł mi do gustu Reykholt w większym gronie.&#160; Ocena Wiktora: 7/10Ocena Kasi: 8/10 Podsumowanie: Wiktor: Mimo że nie czułem tutaj islandzkich klimatów, a sadzić marchewki mógłbym równie dobrze na Bahamach albo w Starym Barkoczynie, to dzięki oprawie graficznej i ładnym drewienkom udało się dobrze przedstawić &#8211; trochę uproszczony w stosunku do innych gier Rosenberga &#8211; temat uprawy. Zasady są proste i można je wytłumaczyć w kilka chwil, akcji nie ma zbyt wiele, więc nawet początkujący się w nich odnajdą i będą mogli dobrze bawić się przy tym tytule. No właśnie, Reykholt to przyjemna, lżejsza gra (ale bardziej wymagająca od Ogródka czy Patchworka tego samego autora), która wg mnie swoją najlepszą stronę odkrywa w trybie przygody. Tytuł dobrze działa też w parze, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by zamiast na romantycznej wycieczce po Islandii spędzić czas we dwoje przed Reykholtem. Kasia: W Reykholcie prześliczna oprawa graficzna idzie w sukurs klimatowi. Jest dopracowana w najmniejszych detalach i bardzo pobudza apetyt na kolejne partie. Mechanicznie gra jest niezwykle przystępna i przyjemnie łączy znane elementy z drobnymi innowacjami. Do atutów zaliczyć też trzeba intuicyjne zasady, dobrą regrywalność oraz przyzwoite skalowanie. Ocena: Wiktor: Reykholt jest ładny, przyjemny...]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2019/04/reykholt-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>5</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Patchwork Express &#8211; recenzja</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2018/07/patchwork-express-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2018/07/patchwork-express-recenzja/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 31 Jul 2018 13:32:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[gry kafelkowe]]></category>
		<category><![CDATA[Lacerta]]></category>
		<category><![CDATA[Uwe Rosenberg]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2018/07/patchwork-express-recenzja/</guid>

					<description><![CDATA[Patchwork Express to szybsze i bardziej barwne wcielenie znanego i uwielbianego przez wielu Patchworka, jednej z popularniejszych gier dla dwóch graczy.]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2018/07/patchwork-express-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pola Arle Handel i herbata &#8211; recenzja dodatku</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2018/01/pola-arle-handel-i-herbata-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2018/01/pola-arle-handel-i-herbata-recenzja/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 25 Jan 2018 15:11:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[dodatek]]></category>
		<category><![CDATA[games factory]]></category>
		<category><![CDATA[Uwe Rosenberg]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2018/01/pola-arle-handel-i-herbata-recenzja/</guid>

					<description><![CDATA[Pola Arle Handel i Herbata to dodatek do świetnej dwuosobówki, który umożliwia grę we troje!]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2018/01/pola-arle-handel-i-herbata-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Uczta dla Odyna &#8211; recenzja</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2017/07/uczta-dla-odyna-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2017/07/uczta-dla-odyna-recenzja/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Jul 2017 17:15:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[Lacerta]]></category>
		<category><![CDATA[Uwe Rosenberg]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2017/07/uczta-dla-odyna-recenzja/</guid>

					<description><![CDATA[Uwe Rosenberg w kolejnym wielkim projekcie! Uczta dla Odyna to gra łącząca lubianą przez autora mechanikę rozmieszczania robotników z rozwiązaniami znanymi z Patchworka czy Ogródka. Czy dokładanie kafelków w ciężkiej grze euro ma prawo bytu? Sprawdzamy i oceniamy! Wiek: 12+Liczba graczy: 1-4Czas gry: około 30 minut/graczWydawca: LacertaTematyka: wikingowieGłówna mechanika: rozmieszczanie robotników, dokładanie kafelkówDla: zaawansowanych, fanów ciężkiego euro; lubiących gry typu sandbox;Przypomina nam: Pola Arle, Ogródek i Patchwork (dokładanie płytek)BGG: A Feast for OdinInstrukcja: Uczta dla Odyna Grę przekazało nam wydawnictwo Lacerta.&#160; Wygląd i wykonanie: Wiktor: Uczta dla Odyna to duże i ciężkie euro, co widać już po pudełku. Pamiętacie naszą recenzję Pól Arle? Uczta jest jeszcze większa! Nie jest to bynajmniej sztuczka marketingowa, bo karton jest wypchany po brzegi. Gra zawiera dwie plastikowe tacki (miałem spore problemy z ich rozdzieleniem, ale po kilku minutach się udało), sporo drewnianych znaczników, całą furę różnego rodzaju żetonów, planszę główną, planszetki, drewnianych wikingów, karty, kostki, instrukcję, dodatek do zasad i almanach&#8230; Na zawartość naprawdę nie można narzekać. Elementy wyglądają dobrze, jednak już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że to suchutki eurasek. Ilustracje na żetonach są dość proste, ale pasują do reszty gry. Ikonografia jest czytelna i po jednej partii nie pozostawia raczej wątpliwości, chociaż początkowo może przerażać. Karty w grze są dość cienkie i przez nieuwagę można je trochę zgiąć, ale należy im się plus za białe ramki, dzięki którym nie widać na nich śladów tasowania. Wygląd Uczty dla Odyna nie wywołał u mnie pełnego zachwytu westchnienia, ale też nie rozczarował. Byłem jednak bardzo zadowolony z liczby elementów, plastikowych tacek na żetony i z tego, jak bardzo wypchano to wielkie pudło. Kasia: Gigantyczne i bardzo ciężkie pudło! Uczta dla Odyna robi duże wrażenie. Interesująca okładka zachęca, by zajrzeć co jest w środku. A tam mnóstwo komponentów: żetonów, drewienek, najprzeróżniejszych planszetek. Początkowo pomyślałam, że lepsza byłaby jedna konkretna plansza, ale gra zabiera tak dużo miejsca na stole, że łatwiej wszystko poupychać na zasadzie puzzli, dostosowując do kształtu powierzchni, jaką mamy do dyspozycji. Gdyby nie dołączone plastikowe pojemniczko-wypraski, to rozkładanie i składanie gry byłoby drogą przez mękę. A tak jest tylko trochę czasochłonne. Co jednak najważniejsze wszystko jest tu bardzo porządne, choć warstwa wizualna raczej nie wzbudza zachwytów. To taki standard euro &#8211; bez fajerwerków, choć schludnie. Na szczęście również zastosowana ikonografia jest jasna i poza jednym wyjątkiem (dwa rodzaje skrzyń, których rysunek na miniaturce jest bardzo podobny) nie budzi zastrzeżeń. Zadziwiło mnie, że w pudle, oprócz standardowej instrukcji są jeszcze dwie dodatkowe książeczki. Ale jak widać Uczta dla Odyna wszystko ma &#8222;na wypasie&#8221;. Ocena Wiktora: 7/10Ocena Kasi: 7,5/10 Zasady i instrukcja: Wiktor: Uczta dla Odyna to w równym stopniu zbieranie punktów, co unikanie ich straty. Zabawa kręci się wokół umieszczania robotników i zapełniania planszetki wyspy, na której przedstawiono sporo pól ujemnych. Jedna runda gry składa się z dwunastu faz, w czasie których między innymi otrzymuje się pożywienie (żniwa), odwraca dostępne wyspy, dobiera broń, przeprowadza dochód i ucztę, otrzymuje bonusy z pól specjalnych&#8230; Najważniejszym momentem jest jednak faza akcji, w której wysyła się pionki wikingów na planszę. Dostępne akcje przedstawiono w czterech kolumnach wymagających użycia odpowiedniej liczby meepli (1-4). Uczta dla Odyna nie ułatwia graczom zadania, bo oferuje ponad 60 różnych opcji, takich jak wymiana surowców, ulepszanie ich, polowania i rabunki, zdobywanie różnych zasobów&#8230; Nie będę tutaj rozwodził się nad poszczególnymi akcjami, link do instrukcji znajdziecie niżej. W skrócie: gracze zdobywają żetony dążąc do zapełnienia tymi zielonymi i niebieskimi swojej planszy oraz dobranych w czasie gry domów i wysp. W przeciwieństwie więc do wspomnianych Pól Arle wyraźnie określono tutaj zadanie, którego niewypełnienie wiąże się z ujemnymi punktami. Długa instrukcja stara się w miarę delikatnie wprowadzić graczy w świat Uczty dla Odyna. Stąd wyjaśnienie celu zabawy, różne porady i dokładny opis przebiegu rundy oraz poszczególnych akcji. Robi to dość nieźle, jednak należy pamiętać, że nowy tytuł pana Rosenberga to gra trudna i przeznaczona dla doświadczonych planszówkowiczów. Na szczęście mechanika umieszczania robotników nie jest skomplikowana, a same reguły pozbawione są praktycznie wyjątków i jakichś szczególnych sytuacji. Największe problemy może sprawiać zrozumienie tego, jak zapełniać swoje plansze i jak działa dochód. Po opanowaniu zasad od czasu do czasu konieczne będzie zajrzenie do książeczki opisującej wszystkie karty pomocników (świetnie, że jest w pudełku), ale sam przebieg zabawy nie powinien być problematyczny dla zaawansowanych graczy. Kasia: Kiedy usłyszałam, że w grze możemy wykonać ponad 60 różnych akcji ogarnęło mnie przerażenie. Strach ma jedna wielkie oczy i jak na tak monumentalną grę Uczta dla Odyna okazała się mieć stosunkowo przystępne reguły. Oczywiście w żadnym wypadku nie poleciłabym jej początkującemu, ale każdy doświadczony planszówkowicz będzie w stanie zrozumieć o co tu chodzi. Bardzo przydatnym &#8222;gadżetem&#8221; jest tabliczka z rozpisanymi kolejnymi etapami każdej rundy. Tych jest kilka, a ich kolejność ma spore znaczenie, więc to wręcz niezbędne udogodnienie. Jeden z graczy musi więc w trakcie partii pełnić funkcję nadzorcy i ogłaszać moment przejścia do kolejnej fazy. Jest tu nawet specjalna książeczka z wyjaśnionymi zdolnościami dostępnych pomocników. Tych jest bardzo wielu, choć w większości skrótowe oznaczenia wystarczą do rozszyfrowania co robią. Ocena Wiktora: 8/10Ocena Kasi: 8/10&#160; Rozgrywka: Wiktor: Uczta dla Odyna to gra duża i początkowo przytłaczająca. Po lekturze instrukcji oraz przygotowaniu pierwszej partii stanąłem przed wyborem pierwszej akcji i nie miałem pojęcia co powinienem zrobić. Mimo że jasne określenie celu gry &#8211; zapełnianie planszy &#8211; ułatwia trochę decyzje, to gra i tak pozostawia ogromne pole do manewru. I to w niej polubiłem. Niektóre z 60 akcji pozwalają na dobranie wysp czy domów, które przynoszą korzyści w postaci żetonów, ale mają sporo pól z ujemnymi punktami. Szczególnie widać to na pierwszych kafelkach wysp, które można zdobyć na początku zabawy, na których można nieźle wtopić (gdyż swoje żetony trzeba dzielić między wyspę i planszę), ale też zyskać (produkcja różnego rodzaju dóbr). Specyfika gry sprawia, że niektóre pola są mniej korzystne od innych, a w naszych partiach dość małą popularnością cieszyło się rolnictwo, będące np. podstawą w Polach Arle. Trudno było się jednak obejść bez polowań czy rabunków. Dwa wymienione wyżej rodzaje akcji wprowadzają do Uczty dla Odyna trochę losowości. Ich powodzenie zależy od rzutu kością (k8 lub k12), co dla miłośników ciężkich gier euro może być pewnym zaskoczeniem. Wszystkie rzuty można jednak modyfikować kamieniami/drewnem i kartami broni, a w razie niepowodzenia otrzymuje się za nie wspomniane zasoby i jedną kartę odpowiedniego oręża. Często też pole akcji pozwala na cofnięcie części wysłanych na nie wikingów. Mechanika ta wyjątkowo przypadła mi do gustu. Odrobina losowości dodaje tytułowi emocji i sprawia, że akcje te nie oznaczają oczywistego zysku. W przypadku rabunków od wyniku zależy to, jaki żeton można dobrać &#8211; im więcej, tym lepszy. Zdarzające się od czasu do czasu niepowodzenia nie bolą aż tak bardzo, a niekiedy nawet lepiej samemu zdecydować się na ogłoszenie porażki (mimo dobrego rzutu) i dobranie wskazanych na polu nagród pocieszenia. Obecność kości w Uczcie dla Odyna to nie jedyny losowy element zabawy. Od przypadku zależą też dobierane bronie (poza trzema startowymi) oraz pomocnicy. Ci ostatni mają bardzo duży wpływ na zabawę, niekiedy określając nawet całą przyjętą przez gracza strategię, gdy trafi się na kartę dającą dodatkowe korzyści z jakiejś ciekawej akcji. Pomocników zdobywa się ze specjalnego pola (jedna karta) lub wykonując akcję trzema wikingami. Niekiedy wydawało mi się, że to zbyt mało, jednak na ogół kończyłem grę z kilkoma zagranymi kartami. Brakuje mi natomiast jakiegoś mniej losowego przydzielania ich na początku, np. w formie draftu czy wybierania jednego z dwóch albo trzech. Wszystko to &#8211; duży wybór akcji, trochę losowości, pomocnicy &#8211; wpływa na regywalność Uczty dla Odyna. Zawsze można próbować nowych strategii, zdecydować się na inną wyspę, czy też wyłożyć innych pomocników. Tytuł nie znudzi się nawet po kilku dłuższych partiach. Pisząc te słowa wciąż nie mam dość i czuję, że przez najbliższe dni albo nawet tygodnie mógłbym wracać do niego bardzo często. Z drugiej strony należy pamiętać, że cel zabawy jest jasno określony (zapełnianie planszy i planszetek), więc nie pozostawia ona takiej swobody, jak np. wspominane tutaj Pola Arle, w których metoda zdobywania punktów zależy tylko od fantazji gracza. Znajomi, z którymi graliśmy, zarzucali grze, że zbyt łatwo jest w niej przeprowadzić fazę uczty, jako że na początku kilku rund otrzymuje się żetony jedzenia. O ile podczas pierwszej partii faktycznie można odnieść takie wrażenie, to w kolejnych, korzystając z domów (które można zapełniać jedzeniem) i przemieniając żetony faza żywienia niekiedy może sprawiać problemy. Jest ona też jedynym źródłem niektórych dóbr (np. zboża). Kolejnym z rozwiązań, które spodobało mi się w nowej grze pana Rosenberga jest różny koszt akcji, wymagający wysłania od jednego do czterech wikingów. Zmusza to do szacowania ich opłacalności i tworzy efekt krótkiej kołderki, gdy koniecznie musimy pójść na jakieś droższe pole, ograniczając tym samym swoje dalsze możliwości. Jednocześnie w każdej rundzie dostajemy dodatkowego meepla, dzięki czemu z czasem możemy robić coraz więcej. W Uczcie dla Odyna nie ma interakcji innej niż zajmowanie sobie pól i podbieranie żetonów z planszy rabunków/biżuterii. Ani razu takie działanie nie było celowe, przeszkadzanie innym wynikało u nas raczej z przypadku. Do przeciwników zerkałem tylko po to, by sprawdzić, czy nie robią błędów przy uzupełnianiu plansz. Gra dobrze się skaluje, na ogół zachowując przewidziany na pudełku czas około 30 minut na osobę (zależnie od stopnia zaawansowania i znajomości gry). Nawet grając we czworo nie czułem, że długo czekam na swój ruch, gdyż podczas tur przeciwników na ogół planowałem już swoje poczynania. Przy 3-4 osobach zdarza się, że ktoś zajmie upatrzone wcześniej przez kogoś innego pole, co zmusza do zmiany taktyki i wykonania innego ruchu. Niekiedy może wywołać to frustrację, jednak nie zaobserwowałem, aby często dochodziło do podobnego blokowania. W takiej sytuacji trzeba jednak pamiętać, by najważniejsze akcje wykonywać jak najszybciej &#8211; lepiej nie ryzykować zostawiając je na później. Kasia: Mnogość dostępnych akcji sprawiła, że na samym początku zupełnie nie wiedziałam co (i po co) robić. Pierwsza partia była więc w moim wykonaniu rozegrana zupełnie po omacku, a wynik osiągnęłam po prostu fatalny. Poczucie przytłoczenia możliwościami towarzyszy mi do pewnego stopnia nadal, zwłaszcza w początkowych etapach gry. W miarę upływu czasu i wzrostu doświadczenia zaczynam jednak Ucztę coraz bardziej rozumieć i dostrzegam, które akcje w danym momencie przyniosą mi większą korzyść. Gram bardziej świadomie i jednocześnie czerpię większą radość z zabawy. O ile po pierwszych dwóch partiach byłabym skłonna wystawić ocenę bliższą 6, to z czasem stwierdziłam, że byłoby to jednak krzywdzące. Dużą rolę pełnią tu moim zdaniem pomocnicy. To niejednokrotnie oni nakreślali mi kierunek, w jakim warto się rozwijać i podsuwali rozwiązanie w przypadku paraliżu decyzyjnego. A na ten jest tu niestety sporo miejsca. Warto więc czas oczekiwania na swoją kolej poświęcić na obmyślanie kolejnych ruchów. Mimo tego gra może czasem trochę &#8222;przystopować&#8221;, choć nie było to dla mnie jakoś szczególnie dotkliwe. Oczywiście w pełnym składzie jest to najbardziej odczuwalne, choć nadal w rozsądnych ramach. Podoba mi się mechanika ulepszania dóbr oraz pomysł z wprowadzeniem różnego rodzaju ryzykownych akcji, których wynik rozstrzyga rzut kością. To rzadki widok w planszówkach typu euro. Nie mniej tu wypada dobrze, dodając grze nieco emocji. Fajnym pomysłem jest również możliwość emigracji i kilka innych rozwiązań, które sprawiają, że w grze trzeba podjąć bardzo wiele istotnych decyzji rozważając aktualne potrzeby i długoterminowe zyski. Z jednej strony mogłoby się wydawać, że w Uczcie dla Odyna wolność decydowania o wyborze strategii jest niemal nieograniczona. Z drugiej jednak kluczem do nieprzegrania jest zapełnienie pól z ujemnymi punktami. A można to zrobić głównie zielonymi i niebieskimi żetonami. Wiele sprowadza się więc po prostu do sposobu ich pozyskania. W trakcie partii nie czujemy wielkiej presji (karmienie nie stanowi większego problemu), ale jest ona w grze obecna i jeśli o tym zapomnimy, to możemy dostać po łapach. W Uczcie dla Odyna wiele elementów działa na rzecz bardzo dobrej regrywalności. Jest natomiast jedna sprawa, która sprawia, że moja ocena nieco się obniża. To wspomniana konieczność upychania zdobywanych żetonów na swojej planszetce. Jest to rzecz niezbędna, jednak jednocześnie wydaje się czymś pozbawionym głębszego sensu. Dodatkowo sprawia, że na koniec partii zamiast satysfakcji ze stworzenia czegoś ciekawego czuję się raczej jak zbieracz złomu, który zgromadził stertę gratów. Ocena Wiktora: 9/10Ocena Kasi: 7/10 Gra we dwoje: Wiktor: Uczta dla Odyna w jeszcze jednej kwestii przypomina Pola Arle &#8211; świetnie...]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2017/07/uczta-dla-odyna-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ogródek &#8211; recenzja</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2017/05/ogrodek-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2017/05/ogrodek-recenzja/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 31 May 2017 15:29:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[Rebel]]></category>
		<category><![CDATA[Uwe Rosenberg]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2017/05/ogrodek-recenzja/</guid>

					<description><![CDATA[Ogródek pozwala graczom zająć się sadzeniem kwiatków na własnych rabatkach. Czy Uwe Rosenberg stworzył tytuł na miarę popularnego Patchworka?]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2017/05/ogrodek-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pola Arle &#8211; recenzja</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2016/08/pola-arle-gfp-recenzja/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2016/08/pola-arle-gfp-recenzja/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Aug 2016 17:01:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[recenzje planszówek]]></category>
		<category><![CDATA[Games Factory Publishing]]></category>
		<category><![CDATA[Uwe Rosenberg]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2016/08/pola-arle-gfp-recenzja/</guid>

					<description><![CDATA[Pola Arle to nasz pierwszy Rosenberg w kolekcji! To gra szczególna również dla autora, gdyż opowiada o okolicach, w których dorastał jego ojciec. Mimo tego podchodziliśmy do niej ostrożnie i z dystansem, by&#8230; Ach, co Wam będę opowiadał, rzućcie okiem na recenzję i przeczytajcie jak sprawdzają się Pola Arle we dwoje! Wiek: 13+Liczba graczy: 1-2Czas gry: ok. 120 minut (w praktyce ok. 90)Wydawca: Games Factory PublishingTematyka: rolnictwo, hodowla, wiejskie życie XVIII wieku, ekonomiaGłówna mechanika: worker placementDla: zaawansowanych; fanów Rosenberga; grających w parze; posiadaczy dużych stołów; miłośników rolnictwaBGG: Fields of Arle Recenzję dodatku do Pól Arle znajdziecie tutaj: Pola Arle: Handel i herbata. Grę przekazało nam Games Factory Publishing. Wygląd i wykonanie: Wiktor: Polskie wydanie Pól Arle zdobi ładna i sielska grafika, efekt udanej zbiórki na Wspieram.to. Duże pudełko wypchane jest po brzegi planszami, żetonami, drewnianymi znacznikami torfu i zwierząt&#8230; Naprawdę sporo tego! Edycja crowdfundingowa zawiera także cztery materiałowe woreczki na surowce i dodatkowe naklejki na drewienka koni i owiec. Żeby nie rozpisywać się za bardzo odeślę Was do naszego unboxingu. A w skrócie? Pola Arle wyglądają bardzo ładnie! Wiejska, zielono-brązowa kolorystyka wprawia w przyjemny i spokojny nastrój, ilustracje na kafelkach i planszach może nie porywają, ale są estetyczne i czytelne. Uważni gracze znajdą umieszczone gdzieniegdzie easter eggi, czyli różnego rodzaju smaczki i nawiązania: ukryty kryształ z innej gry Rosenberga (Kawerny), spacerujących po kafelku podróży muzykantów z Bremy, kręgi w zbożu na polu&#8230; Nie będę zdradzał wszystkiego, bo przecież wyszukiwanie takich niespodzianek to sama przyjemność! Duże wrażenie robią również drewniane zwierzątka ozdobione naklejkami, dzięki którym gra wygląda żywiej i weselej. Jakość elementów Pól Arle oceniam dość wysoko. Po kilkunastu godzinach spędzonych z grą jedynie na krawędziach kafelków miast/podróży i torfowisk widoczne są lekkie otarcia &#8211; reszta wygląda niemal jak nowa. Kasia: W wielkim pudle Pól Arle dostajemy tyle dobra, że nawet nie wiem od czego zacząć. Plansze są bardzo estetyczne i czytelne, a jedyną wadą jest ich liczba, przez co mogą sprawiać kłopot podczas rozkładania na stole. Wszystkie pola są na nich jednak rozmieszczone dość przemyślnie, więc trudno byłoby tu coś zmniejszać. Moje serce skradły te wszystkie malutkie drewniane zwierzęta &#8211; wyglądają super, zwłaszcza po oklejeniu. A to, mimo że czasochłonne i wymagające precyzji, to daje sporą satysfakcję. Fajnie, że w naklejki zaopatrzono również drewniane walce &#8211; nadaje im to bardziej indywidualnego charakteru. Całościowo wizualnie gra prezentuje się również bardzo dobrze &#8211; podobają mi się te &#8222;miękkie&#8221; kreski i ciepła kolorystyka. Sprawia to, że Pola Arle są zdecydowanie przyjemne w odbiorze. Bardzo miło jest też znajdować różne graficzne smaczki na planszach i kafelkach w grze (np. smok chowający się w lesie czy ścigający się na ścieżce żółw i zając). Gra tego typu nie mogłaby się obejść także bez odpowiedniego notesu do końcowego zliczania punktów. Na szczęście i on znalazł się na wyposażeniu, więc za to kolejny plus ode mnie. Ocena Wiktora: 8,5/10Ocena Kasi: 9/10 Zasady i instrukcja: Wiktor: Pola Arle są grą dużą i zaawansowaną &#8211; co do tego nie ma wątpliwości. Nie jest to więc pozycja dla początkujących w hobby ani też osób siadających jedynie do prostych, rodzinnych gier takich jak Wsiąść do Pociągu czy Carcassonne. Skomplikowanie planszówki Rosenberga polega jednak nie na trudnych i wymyślnych zasadach, a na złożoności samej rozgrywki: dużej liczbie dostępnych pól akcji i zależnościach między nimi. Reguły zabawy są natomiast dość intuicyjne i zrozumiałe, a największe problemy sprawiła nam kwestia przekazywania znacznika pierwszego gracza. Dlaczego? Otóż w każdej porze roku (rundzie) można jednorazowo skorzystać z akcji drugiego sezonu, co wpływa na to, kto rozpocznie następną &#8211; wprowadziło to u nas trochę zamieszania. W Polach Arle naprzemiennie przydziela się robotników do wybranych pól akcji otrzymując płynące z nich korzyści. Gdy cztery znaczniki każdego gracza zostaną już wystawione na planszę, następuje faza inwentaryzacji. Wówczas &#8211; zależnie od pory roku &#8211; otrzymuje się korzyści płynące z posiadania upraw oraz zwierząt, a następnie żywi się robotników (płacąc zawsze 3 jedzenia). I to właściwie tyle. Na początku następnej rundy zmienia się pora roku i dostępne stają się przypisane do niej akcje. Zabawa toczy się w ten sposób przez 9 sezonów, by na jej końcu podliczyć i porównać wyniki punktowe. Zasady gry opisane są w instrukcji spójnie i przejrzyście. Cieszy umieszczony pod koniec książeczki opis wszystkich akcji i budynków, którzy potrafi się przydać. Na BGG zaglądałem jedynie raz, by sprawdzić czy dobrze zrozumiałem wspomnianą wcześniej kwestię znacznika pierwszego gracza. Kasia: Początkowo byłam nieco przerażona tym, jak uda mi się ogarnąć zasady tego kolosa. Ucieszyłam się więc widząc wielkie karty pomocy. Co ciekawe jednak, po trwającym jakieś pół godzinki wykładzie Wiktora, nie potrzeba mi już było żadnej pomocy, ściągawka poszła w odstawkę i jeśli już do niej zaglądam to tylko po to, by przypomnieć sobie startowe zasoby (punkt za to, że nie trzeba w tym celu grzebać w instrukcji!). Okazało się bowiem, że zasady są tu bardzo intuicyjne, a po ich jednokrotnym wytłumaczeniu już właściwie nie ma potrzeby przypominania sobie i wyjaśniania czegokolwiek. Ocena Wiktora: 9/10Ocena Kasi: 9/10&#160; Rozgrywka: Wiktor: Pola Arle nie są planszówką, którą można w pełni poznać już przy pierwszej partii. Wysoki próg wejścia spowodowany jest dużą liczbą dostępnych akcji (po 15 na porę roku), budynków i występujących między nimi zależności. Te ostatnie są z resztą tym, co napędza całą zabawę. Przykład? Aby stworzyć wóz potrzeba drewna, jednak by je uzyskać należy wybrać się do drwala, który jest skuteczniejszy, gdy wcześniej zapewnimy mu narzędzia. I w ten oto sposób prosta czynność rozbijana jest na kilka akcji, a czasami nawet i rund. A jeszcze wypadłoby załatwić jakiegoś konia, który to wszystko uciągnie&#8230; Dlatego też nie jest to gra, w której można obrać jedną ścieżkę i inwestować np. jedynie w pola albo zwierzęta. Możliwości w Polach Arle jest multum. Początkowo mogą one przytłaczać, jednak z czasem gracze zaczynają wychwytywać zależności między akcjami. Przygotujcie się jednak, że pierwszą partię rozegracie trochę po omacku. Na szczęście pomaga to, że pod koniec gry punktuje niemal wszystko: zwierzęta, budynki, tkaniny i ubrania, materiały budowlane oraz dobra na planszy, poziom narzędzi, pojazdy w stodole i tor podróży. Dzięki temu różnice w punktacji nie są na ogół zbyt duże, a nawet jeśli komuś trafi się gorsza partia (dwa razy wygrałem z Kasią około 20 punktami), to i tak nie rzuca się to w oczy podczas rozgrywki. Niestety, nasz rekord punktowy należy do Kasi, której udało się raz uciułać ich aż 105,5 (bijąc tym samym moją setkę). Planszówka wydana przez GFP nie oferuje wiele interakcji, jednak momentami potrafi napsuć trochę krwi. Szczególnie trudne partie trafiają się wtedy, gdy obaj gracze postanowią skupić się na tych samych obszarach i zaczynają rywalizować o kilka konkretnych pól dla robotników. Żeby nie było jednak zbyt brutalnie na planszy znajduje się wyrobnik pozwalający powtórzyć zajętą już akcję, a raz na rundę można też wybrać się na pole z drugiej pory roku. Mimo tego Pola Arle nie są grą łatwą. Planszę włości, na której budujemy budynki i trzymany zwierzęta, ograniczają z jednej strony tereny zalewowe, a z drugiej torfowiska. By móc się swobodnie rozwijać trzeba więc przesuwać groble i osuszać mokradła. Nie tylko powiększy to dostępne pod zabudowę, siew i hodowlę tereny, ale i pozwoli uniknąć ujemnych punktów pod koniec zabawy. Bardzo udanym zabiegiem (w porównaniu do Agricoli) okazało się uproszczenie procesu żywienia. W Polach Arle zawsze kosztuje ono 3 jedzenia i trzeba się &#8222;postarać&#8221;, by nie być w stanie uiścić tej opłaty oraz stracić za to punkty. Opisane wyżej &#8222;ułatwienia&#8221; nie wpływają jednak na liczbę trudnych decyzji do podjęcia. Dużą rolę pełni przy tym przewidywanie potrzebnych przeciwnikowi akcji i zajmowanie ich wcześniej, można jednak też grać bardziej indywidualnie, nie przejmując się poczynaniami oponenta. Co kto lubi. Mnogość strategii i wyborów, które stawia przed nami Rosenberg oraz wybierane częściowo losowo budynki sprawiają, że Pola Arle zapewnią odbiorcom długie godziny dobrej zabawy. Bardzo fajnie, że będą one wynikiem wielu rozegranych partii, a nie długiego czasu jednej &#8211; sesja w Arle zajmuje nam na ogół około 90 minut wraz z jej rozłożeniem. A lubimy czasami trochę pomyśleć przed ruchem. Początkowo w grze irytowała mnie niemożność zbudowania sprawnie działającego silniczka, który generowałby mi dziesiątki punktów. Na szczęście w pewnym momencie dotarło do mnie, że nie na tym mają polegać Pola Arle. Podobnie jak i na roli, w grze Rosenberga profituje ciężka praca od pierwszej do ostatniej rundy. Krótka kołderka występująca w tej planszówce sprawia, że robotników zawsze jest zbyt niewielu, zawsze przydałby się chociaż jeden więcej. Często zmusza to do trudnych wyborów, jak rezygnacja ze wcześniej zaplanowanej akcji, by zdobyć torf na opał (bez którego pod koniec lata może być krucho), czy konieczność ubicia i wywiezienia do miasta zwierzęcia, by móc wykarmić gospodarstwo. Ten wierzchołek góry, jaką są Pola Arle (bo by opisać wszystko musiałbym pewnie skupić się na detalach i pojedynczych akcjach) powinien dać Wam dobry pogląd na tę świetną grę. Wszystko w niej działa bardzo sprawnie, angażuje i zachęca do odkrywania coraz to nowszych strategii. Czas przy Polach Arle mija bardzo szybko, a jedna partia budzi od razu chęć rozegrania kolejnej. Co też uczyniliśmy już pierwszego wieczoru po trzymaniu przesyłki, gdy w pierwszej grze zostałem pokonany przez Kasię i nie mogłem tego tak zostawić. Kasia: Ogrom dostępnych opcji może początkowo trochę przytłaczać, jednak podczas drugiej-trzeciej partii zaczynamy już rozumieć co się bardziej, a co mniej opłaca, jakie akcje dobrze jest wykonywać na początku gry, a jakie zostawić na koniec. Możliwych taktyk jest tu tak wiele, że gra szybko się nie nudzi. Za każdym razem możemy tworzyć swoje włości nieco inaczej, skupić się na punktowaniu za wozy i wyprawy, za zwierzęta czy też za budynki w gospodarstwie. Biorąc pod uwagę wspomnianą zmienność oraz różniąca się nieco pulę dostępnych budynków w niemal każdej partii, otrzymujemy grę o dość dużej regrywalności. Interakcja w Polach Arle nie jest zbyt duża, jednak czasem zajęcie akcji przez przeciwnika potrafi nieźle namieszać. Dobrze więc, że dano możliwość zduplikowania wykorzystanego już pola, bo inaczej trudno byłoby tu snuć długoterminowe plany. Choć mimo wszystko trzeba być przygotowanym, że czasem może pojawić się konieczność do ich szybkiego zweryfikowania. Co jednak ważne, obranie innej strategii gry niż rywal nie sprawi, że każdy będzie się skupiał wyłącznie na swoich sprawach. Walka o te same pola nadal będzie się toczyć (choć z nieco mniejszą intensywnością), ponieważ pewne zasoby są niezbędne, niezależnie do czego dążymy. Liczba pracowników (czterech) wprowadza pewne ograniczenia, lecz jednocześnie cieszy mnie, że przez całą partię obaj gracze mają ich tyle samo. Dzięki temu gra wydaje się bardziej sprawiedliwa &#8211; przewagę możemy zyskiwać w inny sposób, bo dostępnych akcji zawsze będziemy mieć po cztery. Jest tu wiele mechanizmów, które sprawiają, że gra jako całokształt jest ciekawa i chce się do niej wracać. Dla mnie są to przede wszystkim rozróżnienie akcji letnich i zimowych oraz możliwość rozwijania pewnych &#8222;sprawności&#8221;, dzięki czemu z czasem możemy zyskiwać więcej na wykonywaniu wybranych akcji. Ciekawy jest także pomysł z wozami, które mogą służyć nie tylko do podróży, ale i do &#8222;ulepszania&#8221; naszych towarów i zasobów. Ocena Wiktora: 9,5/10Ocena Kasi: 9/10 Klimat i tematyka: Wiktor: Klimat to w rozmowach o planszówkach dość często spotykane&#160; pojęcie, które dla każdego ma inną wagę i różne znaczenie. W moim przypadku kryje się pod nim powiązanie mechaniki z tematyką, ale przede wszystkim też immersja, czyli to na ile rozgrywka mnie zaangażuje i pochłonie, przenosząc w inny świat. I Polom Arle, mimo niezbyt porywającej tematyki, się to udało. Wizualnie, mechanicznie i językowo. Bardzo fajnym zabiegiem było użycie fachowych nazw narzędzi. W grze obok łopat i kotłów garncarskich mamy więc też strugnice, więcierze i sztychówki. Wszystkie są połączone z sensownym mechanicznie i tematycznie działaniem. Dodajcie do tego trudy dawnego fryzyjskiego życia, jak osuszanie torfowisk i przesuwanie grobli oraz wyprawy do większych miast z towarami, a otrzymacie całkiem klimatyczną grę euro. I co z tego, że ciągle chodzi jedynie o zdobywanie punktów. Nikt nie mówił, że życie rolnika będzie pełne przygód! 😛 Kasia: Autor włożył w tę grę dużo serca ponieważ, jak dowiadujemy się zaglądając do instrukcji, była ona inspirowana jego rodzinnymi stronami. Czuć to zarówno w sferze wizualnej jak i w niezwykłej konsekwencji w dążeniu do realistycznego oddania tematu. I to ostatnie udało się tu bardzo dobrze &#8211; Pola Arle są spójne na wszystkich płaszczyznach i dzięki temu...]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2016/08/pola-arle-gfp-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>8</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pola Arle (Games Factory Publishing) &#8211; unboxing</title>
		<link>https://planszowkiwedwoje.pl/2016/06/pola-arle-games-factory-publishing/</link>
					<comments>https://planszowkiwedwoje.pl/2016/06/pola-arle-games-factory-publishing/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wiktor (Planszówki we dwoje)]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 22 Jun 2016 21:24:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[unboxingi]]></category>
		<category><![CDATA[Games Factory Publishing]]></category>
		<category><![CDATA[Uwe Rosenberg]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://planszowkiwedwoje.pl/2016/06/pola-arle-games-factory-publishing/</guid>

					<description><![CDATA[Tym razem okładkę gry znajdziecie w dalszej części wpisu, bo blog przejmują&#8230; krowy, owce i konie! To nasze pierwsze zwierzęce meeple w kolekcji i jestem nimi zauroczony. A co z resztą elementów? Czytajcie dalej! Wiek: 13+ Liczba graczy: 1-2 Czas gry: około 120 minut (60 na gracza) Wydawca: Games Factory Publishing Tematyka: rolnictwo, hodowla, wiejskie życie XVIII wieku, ekonomia Główna mechanika: worker placement Grę przekazało nam wydawnictwo Games Factory Publishing. O co w tym chodzi? Pola Arle to gra autorstwa znanego i uwielbianego przez wielu Uwe Rosenberga. Już samo to nazwisko powinno kojarzyć się Wam z grami euro takimi jak Agricola, Kawerna czy Szklany szlak. Nie inaczej jest też tym razem, gdyż Pola Arle to złożona gra typu worker placement, w której przyjdzie nam wysyłać swoich robotników na odpowiednie pola akcji, rozwijać włości, uprawiać rolę, handlować i hodować zwierzęta. Pierwsze spojrzenie: Pola Arle ufundowały się na Wspieram.to i dzięki wszystkim wspierającym w polskiej wersji gry otrzymaliśmy nową, o wiele ładniejszą od oryginalnej okładkę. Rzućcie okiem na porównującą je grafikę. Samo pudełko jest zaskakująco grube, waży też niemało &#8211; nie powstydziłby się go nawet rasowy, pełen figurek ameritrash. Tym bardziej, że niewiele w nim powietrza, a niemal całą przestrzeń zajmują żetony, meeple i różnego rodzaju plansze. Wszystko to sprawia naprawdę imponujące wrażenie! Po lewej oryginalna okładka, po prawej polska. Zdjęcie z akcji Wspieram.to Wrażenia: Morze elementów! Żetony budynków, surowców, kilka plansz dla obu graczy (stodoły, włości) główna plansza akcji, miejsce na zasoby&#8230; Ogarnięcie tego wszystkiego przy pierwszym kontakcie z grą jest niemal niemożliwe &#8211; robiąc zdjęcia nie miałem jeszcze pojęcia co z czym się je. Graficznie Pola Arle przypominają mi trochę jedyną grę pana Rosenberga, w którą do tej pory grałem &#8211; Szklany szlak. Wydają się w miarę czytelne, nie wyglądają też zbyt sucho &#8211; na wszystkich można znaleźć chociaż małe grafiki, a zielenie i brązy, w których utrzymana jest gra są przyjemne w odbiorze. Żetony żetonami, najbardziej zauroczyły mnie jednak drewienka przedstawiające konie, krowy i owce. Na kilkadziesiąt pionków tylko jeden koń miał lekką wadę w postaci&#8230; braku ogona. W ogólnym rozrachunku meeple wychodzą więc z tego obronną ręką. GFP dorzuciło nam do paczki dodatkowe, ufundowane na Wspieram.to naklejki na owce i konie (a także woreczki na zwierzaki i torf &#8211; dziękujemy!). Dzięki nim wyglądają one jeszcze lepiej, chociaż Kasia spędziła ładną godzinę na ich oklejaniu. Nie ma co zbyt wiele pisać &#8211; wszystko inne widać na zdjęciach. A wypraska? Na wypraskę zabrakło miejsca 😉 Plusy: ogromna liczba elementów (plansze, żetony, pionki, znaczniki) porządne wykonanie świetne meeple krów, koni i owiec (naklejki!) przyjemny dla oka wygląd dwie karty pomocy i notesik na punkty w pudełku dużo woreczków, wystarczająco do wygodnego spakowania gry Minusy: niezbyt zachęcająca wizualnie instrukcja wymagające uwagi oklejanie zwierzaków (szczególnie koni) Zawartość pudełka i zdjęcia: plansza akcji plansza zasobów 2 plansze włości 2 plansze stodół 60 drewnianych pionków zwierząt 40 drewnianych znaczników torfu około 40 innych drewnianych znaczników 31 budynków i ponad 150 innych kafelków i żetonów notesik naklejki (w sklepowej wersji tylko na krowy) instrukcja 2 karty pomocy woreczki foliowe na elementy Robotnicy i inne elementy Koń jaki jest, każdy widzi Płótno lniane i ubrania Skóry garbowane i ubrania skórzane Kafelki celów podróży (obie strony) Pojazdy małe, duże, pług i barka Glina -&#62; cegły, drewno -&#62; deski Sukno wełniane i ubrania zimowe Park, las, pola zboża i lnu Stodoły obu graczy Budynki&#8230; &#8230; i budynki&#8230; &#8230; jeszcze kilka budynków&#8230; &#8230; i zgadnijcie co to 😉 Włości obu graczy, nad nimi po lewej plansza zasobów, obok główna plansza Wszelkiej maści budynki, pola, torfowiska i tak dalej Grę przekazało nam wydawnictwo Games Factory Publishing. Dzięki!]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://planszowkiwedwoje.pl/2016/06/pola-arle-games-factory-publishing/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
