Ptasie rewiry – recenzja
Wiek: 14+
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: 30-60 min.
Autor: Douglas Hettrick
Wydawca: IUVI Games
Tematyka: ptaki, zwierzęta
Główna mechanika: kontrola obszarów
Dla: średnio zaawansowanych, doświadczonych graczy
Przypomina nam: El Grande, Tikal
BGG: Perch
Instrukcja: Ptasie rewiry – zasady
Współpraca reklamowa. Grę przekazało nam wydawnictwo IUVI.
Opinia:
Wiktor:
Ptasie rewiry od IUVI to planszówka, w której od dwóch do pięciu graczy wciela się w ptasie stada rywalizujące o dominację nad okolicznymi dachami, drzewami i krzakami. Gra ma jednak coś, co odróżnia ją od większości znanych mi planszówek, w których zmagania toczą się wokół kontroli nad obszarami. Otóż dokładamy na pole gry nie tylko swoje zwierzaki, ale także te innych graczy. Ptaki dokłada się w stosy, a każdy gracz może mieć tylko jeden stos na kafelku, oznacza to więc, że przeciwnicy wbrew naszej woli mogą powiększać nasze stada.
Planszówka ma dość proste zasady:
- do worka trafiają po 2 ptaki każdego gracza,
- każdy dostaje z zasobów 2 swoje ptaki i do tego losuje 2 z worka,
- gracze kolejno dokładają ptaki (i ew. aktywują umiejętności dodatkowe), aż dołożą po 4 zwierzaki,
- rozpatruje się punktację na podstawie liczby ptaków na kafelkach,
- przydziela się zwierzęta graczom, którzy przejęli kontrolę nad odpowiednimi płytkami.
Zabawa toczy się przez 5 rund. Na koniec punktują jeszcze indywidualne cele (jeśli gra się z kartami celów) oraz ptaki na fontannie (miejsce, do którego odlatują spłoszone ptaki).
Z prostymi i intuicyjnymi zasadami początkowo wydają się kontrastować karty zwierząt, które można pozyskać podczas rozgrywki. Te mają często sporo tekstu i na pierwszy rzut oka wyglądają dość onieśmielająco. Na szczęście szybko okazuje się, że są jednak dość proste do ogarnięcia, a i po przeczytaniu tekstu ilustracje na nich nabierają sensu.
zapewniają „wirtualnego” dodatkowego ptaka właścicielowi.
Ze względu na prostą strukturę tury, polegającą na dołożeniu ptaka i czasami wykonaniu akcji dodatkowej, rozgrywka przebiega bardzo płynnie, sprawnie i dynamicznie. Nie ma tutaj wielkiego przeliczania każdego ruchu, planowania na kilka tur do przodu i ciągłego cofania ruchów, żeby zrobić coś bardziej optymalnego. Sytuacja na planszy zmienia się dynamicznie, w większości przypadków reagujemy na to, co robią przeciwnicy, a nie spokojnie realizujemy z góry założone plany.
Żeby nie było jednak tak banalnie, w grze przewidziano kilka akcji dodatkowych, które można wykonać raz na turę. Najważniejszą z nich jest aktywowanie zwierząt pod swoją kontrolą. Te mają różne efekty, ale ogólnie mówiąc pozwalają usuwać i przesuwać ptaki na polu gry. W 4 i 5 rundzie gracze dostają kolejno po daszku (uniemożliwia dokładanie/usuwanie ptaków w stosie, na którym się znajduje) oraz po znaczniku pioruna (pozwala usunąć jednego ptaka z planszy).
Jak widzicie na zdjęciach, układ kafelków planszy jest zmienny. Ptasie rewiry zawierają trzy typy kafelków: podstawowe (6), specjalne i siedziby stworzeń (po 9), które układa się losowo w odpowiednich do liczby graczy proporcjach. W połączeniu z dużą interakcją zapewnia to niezłą regrywalność.
Wspomniałem już o możliwości dokładania na planszę ptaków przeciwników, co rzeczywiście jest bardzo ważnym i ciekawym elementem Ptasich rewirów. Nie zawsze bowiem będziemy chcieli mieć największe stado na danym kafelku. Czasami drugie czy trzecie miejsce punktuje lepiej niż pierwsze, ale jest jeszcze jedna kwestia. Otóż w przypadku remisu żaden z remisujących nie otrzymuje punktów. W przeciwieństwie do wielu gier, w których punkty są dzielone, tutaj remis niejako się znosi. Umożliwia to czasami naprawdę złośliwe zagrania, w których jednym ruchem pozbawiamy punktów np. dwóch graczy rywalizujących o dany kafelek.
Ptasie rewiry są wredną grą. Większość interakcji odbywa się poprzez dokładanie ptaków, ale zwierzęta czy znaczniki piorunów pozwalają na bardziej bezpośrednią agresję. Usuwanie ptaków pozwala jednak przenosić je na fontannę, na której na koniec gry zapunktują w zależności od zajmowanych pól. Nieraz opłaca się nawet spłoszyć jakiegoś swojego niepunktującego za bardzo ptaka po to, aby ułożyć go w wartym kilka punktów miejscu fontanny.
Z kwestii, które można by poprawić, wspomnę o widoczności umiejętności kafelków. Niekiedy przydałyby się jakieś znaczniki, przypominające o użyciu danej płytki. W większości przypadków kontrolujący ją gracz niby pamięta o efekcie, ale gdy ten jest nietypowy, bo odpala się w fazie innej niż ta z przydzielaniem zwierząt, to zdarza się o nim zapomnieć.
Poza tym trudno doszukiwać się na siłę jakichś wad. To prosty, ale sprytny, regrywalny tytuł.
Kasia:
Ptasie rewiry ze swoją miłą okładką i tematyką skręcającą w rejony gier familijnych wydają się tytułem odpowiednim na sympatyczny wieczór w rodzinnym gronie. Poniekąd tak jest, choć wieczór może przestać być aż tak sympatyczny 😉
Zasady są tu stosunkowo proste, więc nawet dla niedzielnych graczy Ptasie rewiry nie będą stanowiły dużego wyzwania pod tym kątem. Są one natomiast wyzwaniem, nawet dla wyjadaczy, jeśli chodzi o samą rozgrywkę. W teorii jest prosto: czterokrotnie w rundzie dokładamy swoje oraz rywali ptaki na pola gry – nic prostszego. Jednak rozkminienie którego ptaka dołożyć (najpierw swojego czy czyjegoś?), czy walczyć o kafle najlepiej punktujące czy te dające dodatkowe profity, kiedy i jak wykorzystać różnorodne bonusy. Do tego okazuje się, że czasem bardziej kalkuluje się wyeliminować członka swojego stada niż ptaka przeciwnika. No nie ma lekko. A wszystko to podsypane obficie, niczym najlepszym ziarnem, czystą negatywną interakcją.
Nie można nie docenić sprytnych rozwiązań obecnych w Ptasich rewirach, które sprawiają, że gra się wyróżnia. To właśnie wspomniane przez Wiktora zerowanie się remisów, które pozwala na diabelnie wredną grę oraz dokładanie cudzych ptaków. To drugie rozwiązanie jest przy tym świetnie wyważone, bo zawsze mamy do dyspozycji minimum dwa swoje ptaszory, ale danie graczom możliwości sterowania stadami przeciwników dodaje grze całą nową warstwę strategii.
Sami więc rozumiecie, że grając w Ptasie rewiry pojawiają się najróżniejsze emocje. Radość miesza się ze złością, podczas gdy głowa wciąż kombinuje jak tu wyjść na swoje. Warto przy tym próbować przewidzieć co mogą chcieć zrobić rywale, bo czujność i ogarnianie na bieżąco sytuacji są w tej grze niezbędne do zwycięstwa.
Byłam ciekawa jak Ptasie rewiry wypadają w piątkę, bo nie za często mamy okazję grać w takim gronie. No i zdecydowanie dużo się dzieje, a wbrew pozorom nie jest zbyt tłoczno, bo i pole gry zwiększa się odpowiednio. Aczkolwiek na mój gust jest już nieco zbyt wiele rzeczy do ogarnięcia na raz (dużo pól, dużo możliwości działania rywali). Jest ciekawie, choć momentami miałam nieco mniej kontroli nad grą. W sumie więc najlepiej grało mi się we troje i czworo.
Dzięki temu, że za każdym razem układamy losowe pole gry z dostępnych kafli (których jest całkiem dużo i nie korzystamy ze wszystkich), zabawa ma za każdym razem nieco inną dynamikę. Dzięki temu nie ma miejsca na nudę.
Ocena Wiktora: 7,5/10
Ocena Kasi: 8,5/10
Ten na zdjęciu ma w sumie 8 ptaków (6 figurek, gniazdo oraz daszek)
Gra we dwoje:
Wiktor:
Gra typu area control dla 2-5 osób opierająca się na interakcji. To nie mogło pójść dobrze przy trybie dwuosobowym… A jednak poszło.
Ptasie rewiry w grze dwuosobowej wprowadzają wirtualnego gracza, który na szczęście sprowadza się właściwie do tego, że jego ptaki można dobierać z worka i umieszczać na planszy. Jest więc w większości bezobsługowo, a to lubię w grach, które każą dorzucać jakiś „zapychacz”.
Obawiałem się dość mocno rozgrywek we dwoje, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Stado wirtualnego gracza działa dobrze, wytwarza presję na planszy, no i przede wszystkim pozwala na robienie rzeczy, które lubię w partiach wieloosobowych – dokładanie ptaków tak, aby przeciwnicy nie zyskiwali punktów.
Ptasie rewiry we dwoje mają w sobie zdecydowanie mniej chaosu i zmienności znanej z partii w większym gronie. Tym samym pozwalają na łatwiejsze zaplanowanie swoich ruchów, sprawiają też, że zrealizowanie celu z karty może faktycznie być zasługą gracza, a nie przypadkowym łutem szczęścia. Zabawa robi się taktyczna, każdy położony ptak ma znaczenie, a dodatkowo też trochę więcej rzeczy można wyliczyć. Zaskoczenie, ale zdecydowanie pozytywne.
Kasia:
Przyznam, że miałam pewne obawy jak gra, w której chodzi o przewagę i kontrolowanie obszarów sprawdzi się podczas gry w parze. Ptasie rewiry wyszły jednak z tego testu zwycięsko. Co prawda dostajemy wirtualnego trzeciego gracza, które to rozwiązanie nie zawsze jest dobrze zaimplementowane. W tej planszówce jest on jednak praktycznie bezobsługowy, a jednocześnie całkiem udatnie udaje dodatkowego oponenta. We dwoje, pod kątem mechanicznym, gra się więc niemal tak samo jak w większym składzie.
Ocena Wiktora: 7,5/10
Ocena Kasi: 8/10
Ocena:
Wiktor:
Ptasie rewiry spełniły moje oczekiwania w zakresie gry dla 3-5 graczy i przerosły te dotyczące trybu dwuosobowego. Gra ma proste zasady, dynamiczną rozgrywkę, fajne komponenty, nie trwa za długo. Jeśli macie ekipę, która nie ma nic przeciwko interakcji i nie obraża się za wredne zagrania, to Ptasie rewiry powinny uwić u Was gniazdko. Polecam!
Kasia:
Ptasie rewiry to przystępna planszówka z sympatycznym tematem, ale już całkiem wredną rozgrywką. Dużo tu negatywnej interakcji, emocji i kombinowania. Taka gra rodzinna, ale na sterydach!
Cechy:
- dużo interakcji
- modularna plansza z kafelków
Plusy:
- proste, intuicyjne zasady
- ładne komponenty
- dynamiczna rozgrywka bez przestojów
- dobry, sensowny czas partii
- zaskakująco dobrze wypada we dwoje
Minusy:
- początkowo zdolności zwierząt mogą nieco przytłaczać
- zdarzało się nam zapominać o aktywowaniu „nietypowych” kafelków
Grę przekazało nam wydawnictwo:

