wszystkie

Panic Lab (i inne) – pierwsze wrażenia

Okazję do pogrania od czasu ostatniej recenzji mieliśmy
dopiero w sobotę. I tym razem nie graliśmy we dwoje, a w kilka osób. Na
spotkaniu przewinęły się: Panic Lab, Pick a Polar Bear, Potwory w Tokio oraz
Posiadłość Szaleństwa, czyli jedna dłuższa pozycja i trzy fillery. Poświęcę
chwilę każdej z gier, ale skupię się głównie na Panic Lab, które niezwykle mnie
zainteresowało. I to od niego zacznę.

Podczas pierwszej (i na razie jedynej) naszej rozgrywki w
Pani Lab rzuciłem „o, musimy to kupić” na co usłyszałem „nie ma mowy”. Jak
widać Kasi gra nie przypadła do gustu. Efekt jest taki, że po sprawdzeniu ceny (raptem
30 złotych) zdecydowaliśmy się na zamówienie i teraz czekamy na nadejście
paczki.

Według informacji z pudełka gra przeznaczona jest dla 2-10
graczy (graliśmy we czwórkę) i trwa około 15-20 minut. Zasady gry są proste,
nie wymagają studiowania instrukcji i kilku wersji FAQ oraz errat 😉 Co nie
zmienia faktu, że i tak graliśmy źle, chociaż nie wypaczyło to zbytnio
rozgrywki, a ta została zdominowana przez osobę, która grę przyniosła i
zapoznała z nią resztę towarzystwa.

Do rzeczy! Podczas krótkiego setupu układamy okrąg z
kafelków i… tyle. Elementy przedstawiają laboratoria, kratki wentylacyjne,
laboratoria mutacyjne i, przede wszystkim, ameby w różnych kolorach, wzorach i
kształtach. Na początku tury jeden z graczy rzuca czterema kośćmi, które
określają jakiej ameby będziemy poszukiwać. Teraz zadaniem zawodników jest
wskazanie odpowiedniego jednokomórkowca, biorąc pod uwagę mutacje, które
przechodzi pełzak. Proste lecz wymagające, bo testuje spostrzegawczość i
zdolność kojarzenia. Należy rozważnie łączyć szybkość decyzji z jej
dokładnością.

Cała gra znajduje się w metalowym pudełku.

Nie mając pewności jak gra sprawdzi się we dwoje (bo jednak więcej
graczy to większa presja) podjęliśmy chyba najszybszą decyzję dotyczącą zakupu
planszówki w naszej karierze 😉 Przy kilku graczach tylko ostatni z nich, po
wybraniu ameby przez wszystkich innych pozostałych, może pozwolić sobie na
zastanowienie i powolne wybranie właściwego, wg niego, jednokomórkowca. To może
być pewnym problemem przy grze we dwoje – po wybraniu ameby przez jedno z nas,
drugie będzie miało właściwie nieograniczony czas na dokładne prześledzenie
trasy ameby. Rozwiązać to pewnie będzie można dodając ograniczenie czasowe na
podjęcie decyzji (np. 10-15 sekund po pierwszym graczu) lub umawiając się na
granie „szybkie”.

Z Panic Lab wiążę duże nadzieje. Od jakiegoś czasu
poszukiwaliśmy fillera, który stanowiłby rozgrzewkę przed cięższymi tytułami.
Plusem w grze jest to, że nie opiera się ona jedynie na spostrzegawczości (jak
np. Pick a Polar Bear), a wymaga trochę analizowania i myślenia. Presja czasu,
mutująca, prześlizgująca się wentylacją ameba bywa trudna do wskazania.

Z niecierpliwością czekam aż będziemy mogli przetestować
Panic Lab we dwoje, najwyżej zostanie pozycją, którą będziemy brać na spotkania
ze znajomymi.

Graliśmy też w…

Pick-a-Polar Bear

Pierwszy nasz kontakt z tą grą i… niewiele możemy o niej
powiedzieć. Ot, prosta, szybka, wymagająca dobrej spostrzegawczości. Graliśmy w
wariant podstawowy, bez dodatkowych kart, z obawy przed zbytnim skomplikowaniem
reguł 😉 Ilustracje są ładne (chociaż ten miś bez ręki jest drastyczny i
zdecydowanie nie dla dzieci! ;)), gra się całkiem przyjemnie. Prosta gra do
piwa, która skutecznie może zastąpić np. Dobble, można w nią też pograć we dwoje, ale wielkich emocji nie ma się co spodziewać. Szczególnie gdy jeden z graczy będzie zdecydowanie lepszy od drugiego – rozgrywka będzie bardzo jednostronna i szybko zniechęci współgracza. Misie sprawdzą się jednak w grze z dziećmi, bo przecież to raczej do tej grupy (a nie tej pijącej piwo) gra jest kierowana.

Potwory w Tokio

Druga rozgrywka w tę znaną i popularną grę Richarda
Garfielda (jakiż był mój szok, gdy zorientowałem się, że wyszła ona z rąk
twórcy M:tG) nie zmieniła naszego do niej nastawienia. Mi nie pozostaje nic
innego niż zgodzić się z wpisem, który pojawił się jakiś czas temu na blogu
Fabryki Gier Historycznych (tutaj). Potwory są przereklamowane, brakuje emocji,
klimatu potworów i tego „czegoś”. Kasi natomiast gra się podoba, pewnie
dlatego, że jest ładna i kolorowa 😉

Posiadłość Szaleństwa

Znając już Horror w Arkham postanowiliśmy zagłębić się w
jeden z mrocznych budynków, szkołę dla dziewcząt, w którym przyszło nam
zmierzyć się ze złem. Zagraliśmy jeden scenariusz, więc nasza opinia jest
pewnie niekompletna. Gra wygląda ładnie i klimatycznie – figurki, kafelki,
karty. Po pierwszym kontakcie z Posiadłością nie mamy do czego się przyczepić.
Sama gra wydała się nam lekko nudnawa. Mało interakcji, badacze właściwie mogą
jedynie walczyć z potworami i na tym chyba koniec. Szczególnie, że po odkryciu
znacznej części kart w pomieszczeniach nie ma nic i, w naszym scenariuszu,
biegaliśmy po pustych korytarzach. Ciekawiej prezentuje się pewnie rola
strażnika tajemnic, który do swojej dyspozycji ma cały arsenał możliwości,
potworów i kart. We dwoje grałoby się pewnie źle – prowadzenie kilku bohaterów jednym graczem nie jest do końca klimatyczne, a gra mogłaby być dość trudna (trudniejsza niż w kilka osób). W tej kategorii chyba jednak Horror w Arkham ma przewagę.

Co do opinii o grze to z Kasią nie zgadzaliśmy się w głównie
jednym punkcie – informacji dostępnych badaczom. Nie spodobało się jej to, że
wchodząc do budynku nie wiemy co jest naszym celem, nie mamy pojęcia czego i
gdzie szukamy. Moim zdaniem to akurat nadawało grze smaku i klimatu – grupa
zbłąkanych badaczy wkraczających do budynku aby zmierzyć się z nieznanym i
nienazwanym złem.

Tak czy inaczej, Posiadłość Szaleństwa na pewno nie trafi do
naszej kolekcji, chociaż może jeszcze kiedyś zdecydujemy się w nią zagrać i dać
jej drugą szansę.

zdjęcia pochodzą ze strony wydawcy Panic Lab – firmy Gigamic

4 komentarze

  • Anonimowy

    Tak jest, tylko jeden gracz zdobywa punkty. Nie mniej jednak nadal zadaniem jest poprawne wskazanie, w przeciwnym wypadku, tak jak piszesz, traci się punkty 🙂

    Kasia

  • Rozwiń się

    Pick-a-Polar Bear – gramy na zajęciach z dziećmi – bardzo si podoba, ale również z dorosłymi – jako filerek bardzo OK
    Co do Panic Lab – też stoi wysoko w naszych ocenach – jest tylko jeden problem, daltoniści odpadają w przedbiegach 🙁

    • Planszówki we dwoje

      Zaktualizowałem wpis o kolorach w grach i do listy tych nieprzyjaznych dodałem Panic Lab, zgodnie z tym co piszesz 🙂

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.