recenzje planszówek,  wszystkie

Szarlatani z Pasikurowic – recenzja

https://www.planszowkiwedwoje.pl/2018/12/szarlatani-z-pasikurowic-recenzja.html

Recenzja świeżutkiej nowości od wydawnictwa G3! Szarlatani z Pasikurowic to gra wykorzystująca mechanikę press (bądź push, jak kto woli) luck. W tekście znajdziecie raptem kilka naszych fotek, resztę pożyczyliśmy ze strony wydawnictwa, bo czas gonił i nie mieliśmy chwili na obfotografowanie gry. Do tego tekst powstawał na podstawie wersji niemieckiej.

Wiek: 10+

Liczba graczy: 2-4

Czas gry: około 45 minut

Wydawca: Schmidt Spiele / G3

Tematyka:fantasy, mikstury 

Główna mechanika: bag building, press your luck

BGG: The Quacks of Quedlinburg



Grę przekazało nam wydawnictwo G3.

Fotka ze strony wydawcy: gryplanszowe.pl

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Szarlatni to przede wszystkim różnokolorowe żetony, plansze
graczy i kilka drewienek, w tym kostka. Wszystko jest tutaj czytelne i
na stole prezentuje się barwnie oraz ładnie. W pierwszej partii trochę
trudno pojąc koncept „ostatniego pola” w kociołku (to pole, przed tym
zakrytym znacznikiem), ale już w trakcie zabawy każdy się do tego
przyzwyczajał. Podoba mi się, że na planszy oznaczono wszystkie fazy
oraz związane z konkretnymi rundami zmiany (wejście do gry nowych
składników itd.), a planszetki są dwustronne, zapewniając dwa tryby
rywalizacji i tym samym większą regrywalność.

Szarlatani z
Pasikurowic
są dobrze wykonani, jednak po kilkunastu partiach część
podstawowych żetonów nosi już ślady ciągłego wyjmowania z worka.
Zaczynają się lekko ścierać, chociaż tak na oko jeszcze trochę partii
przed nimi. Fajną opcją byłoby dokupienie drewnianych zamienników z
naklejkami ewentualnie samych żetonów startowych. Wydłużyłoby to
trwałość gry. Obecnie losując z worka jestem już mniej więcej w stanie
wyczuć, czy trzymam jeden ze startowych żetonów, czy też któryś z
dokupionych. Poinformowaliśmy o tym wydawcę, więc zanotował sobie sprawę. Do tego podobno w polskiej wersji mają być one wykonane nieco inaczej, co może zapewnić im większą trwałość.

Rzeczą, którą można było rozwiązać lepiej są
woreczki. Ich krój sprawia, że mają dwa wyraźne rogi, w którego zdarza
się wpadać żetonom. Mniej uczciwy gracz mógłby „oddelegować” do nich
białe znaczniki. Bardziej obła wersja woreczka byłaby lepszym
rozwiązaniem, ale też nie jest tak, że te obecne w grze utrudniają
zabawę.

Białe żetony zaczęły się wycierać…

Kasia:

Szarlatani z Pasikurowic to gra bardzo barwna i miła dla oka. Na okładce dużo się dzieje, a i wewnątrz pudełka jest sporo różnorodnego dobra, na którym można zawiesić oko. Wizualnie wszystko prezentuje się dobrze. Szczególnie podobają mi się planszetki oraz księgi opisujące działanie żetonów. Na lekki minus działa jedynie fakt, że karty nie różnią się graficznie. Urozmaicenie ich pozwoliłoby na szybsze kojarzenie efektu z rysunkiem.

Może to dziwny zarzut, ale jedna rzecz dała mi się we znaki podczas rozgrywek. Otóż woreczki są zbyt kanciaste. Sprawia to, że żetony wpadają w rogi (często rozdzielając się na dwie grupy), przez co trudniej się je miesza i dociąga.

Właśnie, co do żetonów… Mechanika gry sprawia, że część z nich jest wykorzystywana zdecydowanie intensywniej i zauważyłam, że już po kilku partiach te mające częstszy kontakt z dłońmi zaczynają się wyraźnie wycierać. Nie bardzo widzę możliwość, by jakoś temu zapobiec i zastanawiam się czy nie będzie to problemem jeśli różnica pomiędzy żetonami zacznie być wyczuwalna pod palcami. Bardzo dobrze natomiast, że pomyślano o kilku zapasowych sztukach

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 6/10

Fotka ze strony wydawcy: gryplanszowe.pl

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Szarlatani z Pasikurowic są prostą grą. Główną czynnością jest
„naciskanie szczęścia”, czyli losowanie żetonów z worka i układanie w
kociołku. Wartość na znacznikach mówi o ile pól dalej można położyć
składnik, a im dalej dotrzemy, tym lepiej. Cały haczyk w tym, że jeśli
przekroczymy wartość 7 punktów na białych jagodach to… kociołek
wybucha, przez co w dalszym etapie rundy będziemy mogli albo kupić nowe
składniki albo dostać punkty zwycięstwa (pozostali, którzy nie wybuchną,
otrzymają obie nagrody). Osoba, która dotarła najdalej rzuca kostką i
otrzymuje wskazany na niej bonus.

Każdy ze składników ma swoje
inne działanie, które określają wybrane przed partią księgi. Może to być
otrzymywanie punktów po dołożeniu żetonu, kładzenie go o ileś pól
dalej, wzmocnienie żetonu innego koloru itd.

Tak skrótowo
to już cała gra. Występuje tu mechanizm wspomagania wszystkich graczy
znajdujących się za liderem (mogą zaczynać o kilka pól dalej niż
znajduje się ich startowa kropla), który ułatwia nadgonienie strat.
Niektóre efekty pozwalają tez przesuwać swoją początkową kroplę, a na
początku każdej rundy rozpatruje się kartę wydarzenia, która może
zmieniać nieco warunki zabawy (zwiększać limit białych jagód itp.).

Kasia:

Szarlatani z Pasikurowic mogą wydawać się grą bardziej skomplikowaną niż są w rzeczywistości. Reguły są tu proste i przestępne. Dzięki temu gra trafia także do początkujących planszówkowiczów. Dodatkowo fajnie, że pomyślano, by na planszetce graczy dać przypomnienie o początkowej zawartości woreczka oraz liczbie jagód powodujących rozerwanie kotła. Także na planszy głównej nieocenioną pomocą jest rozpiska z kolejnymi fazami rundy.

Ocena Wiktora: 9/10

Ocena Kasi: 9/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Szarlatani z Pasikurowic to jedna z tych gier, do
których wracam chętnie mimo tego, że prawie nigdy nie wygrywam. Samo
losowanie żetonów z worka, zwiększanie ich puli, próby stworzenia
jakiegoś fajnego combosa i widok wybuchających kociołków rywali
sprawiają, że dobrze się bawię.

Szarlatani z Pasikurowic
mimo prostej mechaniki robią wrażenie sporej gry. To press your
luck, ale ubrane w szaty euro, z planszetkami, żetonami, woreczkami. Do
tej pory byłem przyzwyczajony, że tego typu ryzykowanie wiąże się z
mniejszymi tytułami, więc to miłe zaskoczenie. Gdy pierwszy raz na
stoisku G3 w Gdańsku wybraliśmy się do Pasikurowic od razu wiedziałem,
że polubię tę zabawę. Niech świadczy o tym to, że gra regularnie od
jakiegoś czasu gości na naszym stole i to nie tylko z recenzenckiego
obowiązku. Wszyscy znajomi, którym pokazaliśmy grę też są na tak. Kolega
już nawet postanowił zakupić swój egzemplarz Szarlatanów do gry z
rodzicami.

Kwestią, która trochę mnie gryzie jest nagroda
„Kennerspiel des Jahres” przyznana grze. Otóż na wyróżnienie dla
zaawansowanych planszówek dużo bardziej zasługiwało Heaven and Ale, cięższe i
wymagające. Mam nadzieję, że do Gry Roku Szarlatani zostaną zgłoszeni
jako gra dla całej rodziny, a nie pozycja dla wyjadaczy. Nie oznacza to,
że ci ostatni będą się przy niej źle bawić. Mimo iż lubię bardziej
mózgożerne gry, to do Szarlatanów wciąż siadam z ochotą i przyjemnością.

Jedna
rzecz nieco doskwiera mi pod kątem mechaniki. Otóż mimo rozwiązania
mającego wspomagać ostatniego gracza, ten wybuchając zbyt często (i nie
biorąc za to punktów w późniejszych etapach) ma małe szanse na
dogonienie lidera. Kluczem jest więc tutaj wyważenie między
zachłannością (a! jeszcze jeden żeton!) i zbytnią ostrożnością. Nie
jestem pewien, czy ktoś pozostający w tyle wygrał kiedyś całą partię,
ale grając rozsądnie na pewno mógł walczyć o uzyskanie dobrego wyniku.

Wspominałem
już o regrywalności, którą Szarlatani zawdzięczają różnym działaniom
składników. Do tego dochodzi też druga strona planszetek graczy, która
wprowadza dodatkową kroplę, za której przesunięcia otrzymuje się
natychmiastowe bonusy. Wymaga to więc decyzji, którą kroplą się zajmować
– jedną konkretną, czy może starać się maksymalizować obie.

Fotka ze strony wydawcy: gryplanszowe.pl

Kasia:

Szarlatani z Pasikurowic są planszówką łączącą parę podstawowych mechanik, lekko podkręconych drobnymi zabiegami. Okazuje się jednak, że mimo swojego rodzinnego charakteru nie są grą banalną. Strategia pełni tu bardzo ważną rolę (a wiem coś o tym, bo wygrałam większość naszych rozgrywek ;)).

W trakcie partii ważne jest na przykład decydowanie jakie składniki kupić (może jeden potężniejszy, a może dwa nieco słabsze, które jednak liczebnością zmniejszą szansę na dociągnięcie niechcianej jagody?). Ale też (a może przede wszystkim), czy ryzykować dobieranie, kiedy wiemy, że może się to dla nas źle skończyć. Te wybory nie pozostawiają gracza obojętnym. Zabawa wciąga, tym bardziej że możemy jednocześnie śledzić jak idzie naszym rywalom. Wiadomo, że jeśli nas wyprzedzą, to będziemy trochę bardziej skłonni do hazardu.

W mechanice budowania talii (czy worka, jak tu) zwykle przewidziane są także możliwości na odchudzania naszego zbioru. W Szarlatanach nie ma takiej opcji i nie jest to żadne niedopatrzenie, a bardzo uzasadnione rozwiązanie. Stanowiące serce gry szacowanie ryzyka podczas losowania składników straciłoby w przeciwnym razie sens. No a skoro losowanie, to…

Losowość! Pozornie jest jej w Szarlatanach bardzo dużo, ale uważam, że jej wpływ na przebieg partii jest bardzo dobrze wyważony. Przede wszystkim w każdym momencie możemy określić czy przy następnym dobraniu składnika nasz kociołek ma szansę wybuchnąć czy jeszcze nie. Po drugie zastosowano tu sprytny mechanizm wyrównywania szans graczy, którzy zostają w tyle za liderem. Dzięki temu można spokojnie nadrobić lekkie potknięcia.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona ogromną regrywalnością tergo tytułu. Nie dość, że mamy do dyspozycji dwustronne planszetki oferujące nieco inne wyzwanie, to jeszcze same składniki mikstury mogą działać na wiele różnych sposobów. Każda z moich dotychczasowych rozgrywek była świeża, nie czułam powtarzalności i myślę, że ten efekt utrzyma się jeszcze dłuuugo.

Ocena Wiktora: 9/10

Ocena Kasi: 9/10

Fotka ze strony wydawcy: gryplanszowe.pl

Gra we dwoje:

Wiktor:

Szarlatani z Pasikurowic bardzo dobrze śmigają we dwoje. Jedyną różnicą
jest właściwie to, że zabawa wzbudza nieco mniej emocji podczas zerkania
do przeciwników, a pula żetonów raczej nie ma szans się wyczerpać (w
komplecie zdarza się, że wszystkie czwórki/dwójki jednego typu zostaną
wykupione). Zmniejszenie liczby graczy nie wpływa znacznie na czas
partii, bo większość czynności wykonuje się tutaj jednocześnie, ale
rozgrywki i tak zamykają się w około 45 minutach.

Kasia:

W związku z tym, że większość rzeczy robi się w Szarlatanach jednocześnie, to gra skaluje się bardzo dobrze, niezależnie od składu. Nie zauważyłam też, by rywalizowanie wyłącznie z jednym przeciwnikiem jakkolwiek szkodziło grze. W zasadzie jedyna zauważalna różnica to zdecydowanie mniejsza szansa na wyczerpanie się któregoś z dostępnych składników (w porównaniu z rozgrywkami w pełnym gronie). Nie odbija się to jednak na wrażeniach z zabawy. Zdecydowanie polecam więc wypróbowanie Szarlatanów, nawet jeśli macie do dyspozycji tylko jednego potencjalnego pasikurowiczanina.

Ocena Wiktora: 8/10

Ocena Kasi: 9/10

Klimat i tematyka:

Wiktor:

Nematyka gry jest fajna (wcielamy się w warzących eliksiry szarlatanów),
wygląd do niej pasuje (różne złowieszcze składniki jak pająki, szczurze
ogony i magiczne dodatki), ale sama zabawa to przede wszystkim
mechanika. Nie przeszkadza to jednak w dobrej zabawie!

Kasia:

Klimat to najsłabszy element Szarlatanów. Z jednej strony w temat wprowadza już wygląd gry – pojawiający się przed nami kociołek czy księgi z rozpisanymi ingrediencjami. Można mieć lekkie zastrzeżenia do faktu, że składniki dobieramy w ciemno, ale dla mnie nie jest to jakiś specjalny problem. Grze klimatu ujmuje jedynie fakt, że podczas zabawy dość mocno skupiałam się na losowanych wartościach – liczyłam, szacowałam. To lekko odsuwało mnie od pełnego zanurzenia się w grze i poczucia się jak szarlatan warzący miksturę. Biorąc jednak pod uwagę rodzaj gry (lekki, rodzinny), to jest zupełnie dobrze, bo grze daleko do abstrakcyjności. 

Ocena Wiktora: 3/10

Ocena Kasi: 6/10

Fotka ze strony wydawcy: gryplanszowe.pl

Podsumowanie:

Wiktor:

Szarlatani z Pasikurowic są ładną, lekką i przyjemną grą. Według mnie to
tytuł, którego głównym targetem są gracze rodzinni, ale i ci
zaawansowani nie będą się nudzić, jeśli lubią lekkie gry, w których
ryzyko pełni ważną rolę.

Kasia:

Planszówka, która otrzymała wyróżnienie w kategorii gier dla zaawansowanych nie tylko wygląda ładnie i rodzinnie, ale też ma zaskakująco proste zasady. Rozgrywka jest natomiast dynamiczna, angażująca i choć okraszona pewną dawką losowości, to także wymagająca kombinowania. A przede wszystkim szacowania swoich szans w starciu z woreczkiem, w którym budujemy nasz zestaw magicznych ingrediencji. Wszystko to tworzy bardzo udaną planszówkę, której jedynym mankamentem jest fakt, że jej fizyczne komponenty mogą nie przetrwać w konfrontacji z niegasnącym zapałem graczy.

Fotka ze strony wydawcy: gryplanszowe.pl

Ocena:

Wiktor:

Nie ma co się rozpisywać. Szarlatani z Pasikurowic są bardzo przyjemną, lekką grą. Losowanie z woreczków nie nudzi się nawet po kilku czy kilkunastu partiach, a zabawa podoba się praktycznie wszystkim: od początkujących po zaawansowanych. Polecam!

Kasia:

Sama nie wiem co sprawia, że Szarlatani z Pasikurowic zapewniają mi taką frajdę z zabawy. Niby nic, proste połączenie kilku elementów, ale tak zgrabne i angażujące, że nie sposób się oderwać. I choć nie do końca zgadzam się z wyborem tej gry na Kennerspiel des Jahres (tylko dlatego, że jest na to zbyt rodzinna), to uważam ją za jedno z ciekawszych odkryć tego roku.

  • Dla kogo?

Dla: początkujących i średnio zaawansowanych; fanów hazardu; miłośników fantasy

Przypomina nam: Orlean, Altiplano, Diamenty

Plusy:

  • ładna
  • proste zasady
  • angażująca rozgrywka
  • dynamiczna
  • emocjonująca
  • dobrze się skaluje

Minusy:

  • wycierające się żetony

Grę przekazało nam wydawnictwo G3. Dziękujemy!

http://www.g3poland.com/G3/marka,20/

WESPRZYJ BLOGA NA:

https://patronite.pl/Planszowkiwedwoje

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.