recenzje planszówek

Santa Monica – recenzja

Wiek: 14+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: 45 min.
Wydawca: FoxGames
Tematyka: plaża; wakacje
Główna mechanika: zbieranie zestawów; draft
Dla: początkujących, średnio zaawansowanych; fanów karcianek i kombinowania
Przypomina nam:
BGG: Santa Monica
Instrukcja: Santa Monica

Grę przekazało nam wydawnictwo FoxGames.

Santa Monica karty tworzące plażę i bulwar wraz z meeplami.

Opinia:

Wiktor:

Od jakiegoś czasu coraz rzadziej sięgam po karcianki, lubiąc zobaczyć na stole duża planszę, która skupia na sobie uwagę. Santa Monica była jednak polecana nam przez Liski, więc daliśmy się skusić. Mieliśmy nie żałować, że spróbowaliśmy. I…

Nie żałowaliśmy! Santa Monica to karcianka, która duży nacisk kładzie na element przestrzenny. Dobierane ze środka stołu (co turę po jednej) karty dzielą się na plaże i bulwary, dokładane do planszetki startowej z lewej lub prawej. Plaże oczywiście lądują na górze, a bulwary na dole. W Santa Monice duże znaczenie ma ich sąsiedztwo, bo nie tylko jest to jeden ze sposobów punktowania (np. bezpośrednio za sąsiedztwo, grupy takich samych symboli itp.), ale też po plażach i bulwarach chodzą nasi mieszkańcy, turyści i celebryci (oczywiście po to, by punktować), więc odległość między kartami jest ważna. Samo poruszanie meeplami jest ciekawym urozmaiceniem rozgrywki, dodaje do niej kolejną warstwę, coś, o czym trzeba pamiętać. Pogodzenie tego wszystkiego nie zawsze jest proste i bezproblemowe, sprawia więc, że ruchy warto przemyśleć.

Ten wymiar przestrzenny daje przyjemne wrażenie budowania czegoś i satysfakcję płynącą z obserwowania rozwijającego się wybrzeża. Spodziewałem się, że będzie to lekka karcianka, w której raczej bezmyślnie będzie się dokładało kolejne karty, swojego rodzaju samograj. I tutaj zaskoczenie, bo decydując o dobraniu jakiejś karty i jej ułożeniu trzeba się było często chwilę zastanowić. Gdzie przyniesie to największą korzyść, jak pomoże zrealizować ogólnodostępne cele, czy pozwoli zgarnąć punkty z innych kart? Bardzo podoba mi się, że te same karty czy zasoby mogą punktować wielokrotnie. Dzięki temu gracz jest zachęcany do poszukiwania powiązań między kartami, wybierania w czasie draftu tych, które wzmocnią już posiadane zdolności punktujące. Wagę należy przywiązywać też do bonusów natychmiastowych, bo wiele kart pozwala poruszyć ludźmi, dostawić nowych lub dostać pieniądze (muszelkodolary, czy jak to tutaj zwą). Na stole zawsze wyłożone są też dwa kafelki akcji, które – za odpowiednią cenę – pozwalają modyfikować zasady dobierania kart i sięgnąć np. po dwie, zamiast jednej, a do tego poruszyć meeplami.

Muszę przyznać, że Santa Monica zaskoczyła mnie pozytywnie ilustracjami na kartach, a dokładniej tekstami na nich – wszystkie zostały przetłumaczone na język polski! To niby drobiazg, ale doceniam takie smaczki, widać po tym, że ktoś przemyślał sprawę, a nie po prostu spolszczył instrukcję. Sama gra jest też dość wytrzymała, co udowodniło zalanie jej bursztynowym napojem podczas jednej z naszych partii. Na grupie planszówkowej widziałem post narzekający na rozmiar pudełka gry. Faktycznie, sporo w nim powietrza (chociaż sam lubię pudełka w standardowym wymiarze 30×30), ale mam nadzieję, że z czasem będzie można zapełnić je kartami z dodatków.

Kasia:

Santa Monica prezentuje się zachęcająco i kolorystyką pudełka wyróżnia się spośród wielu ciemniejszych okładek. Także wnętrze wygląda niczego sobie – karty mają przyjemne dla oka, różnorodne grafiki, sporo jest kolorowych drewienek, wszystko ma ładne, pastelowe, słoneczne barwy. Super też, że przetłumaczono grę całościowo (łącznie z nazwami na ilustracjach kart). Przeszkadzać może jedynie fakt, że w pudle jest dość dużo wolnej przestrzeni (jest ono mocno na wyrost, choć może planowane są jakieś dodatki w polskiej wersji).

Podstawowe zasady Santa Moniki nie są skomplikowane, choć chwilę zajmuje ogarnięcie całej występującej w grze ikonografii, która jest dość rozbudowana. Na szczęście sprawę trochę ułatwiają niezłe karty pomocy. Po pierwszej partii zapoznawczo-rozpoznawczej jest już z górki.

Gra łączy kilka znanych mechanik: budujemy nasz bulwar dokładając karty punktujące w różny sposób za sąsiedztwo (zbieranie zestawów), a dodatkowo zdobywamy i poruszamy meeplami, które muszą znaleźć się w określonych miejscach na koniec zabawy, by dać nam punkty. Jest więc nad czym myśleć, bo każda z kart prezentuje sobą odmienny zestaw możliwości. Cała zabawa jest więc dużą łamigłówką. Może nie jakoś ogromnie skomplikowaną, ale jednak wymagającą logicznego myślenia.

Losowość w Santa Monice jest dość istotnym elementem odpowiadającym w dużej mierze za regrywalność (choć istotny wkład mają tu też różnorodne kafle z dodatkową punktacją i akcjami). Stos kart jest dość spory, a standardowo w turze dostępne są dla nas tylko 4 z nich. Nasze bulwary rozwijamy jednak w dwie strony, zwykle więc da się wybrać coś, co da nam choć niewielki zysk. Nie czułam, by los dawał mi tu często w kość, a nawet jeśli jakiś zestaw kart nie przedstawiał sobą nic szczególnie ciekawego, to w dłuższej perspektywie widać było, że zwycięzcą zostaje ten, kto umie lepiej improwizować i dostosowywać się do zastanej sytuacji, wyłuskując z niej to, co najlepsze.

Poza podbieraniem sobie kart (raczej niecelowym) jest tu niewiele interakcji, choć warto zerkać jak rozwijają się rywalizujące bulwary, zwłaszcza jeśli w grze jest kafel pozwalający dobierać więcej niż jedną kartę w rundzie. Wtedy bowiem nieuwaga może skutkować nieoczekiwanym, wcześniejszym zakończeniem gry.

Ocena Wiktora: 7,5/10
Ocena Kasi: 7,5/10

Gra we dwoje i skalowanie:

Wiktor:

Santa Monica dobrze się skaluje. We dwoje jest nieco mniejsza rotacja kart – co wiąże się z tym, że dobierają je tylko dwie osoby – ale poza tym nie odczułem jakiejś różnicy. Nadal najbardziej skupiam się swoim kawałku miasta, który staram się jak najlepiej rozbudować. Wraz ze zwiększaniem się liczby graczy, zwiększa się też trochę czas jednej partii, szczególnie, jeśli wspomniani gracze mają problem z podjęciem decyzji, jednak partyjka wciąż trwa do godziny.

Kasia:

Ograniczenie wielkości naszego bulwaru, powiązane z wywoływaniem końca gry sprawia, że zabawa się nie wlecze. O ile nikt nie „zawiesi się” podczas dokonywania wyboru jednej z dostępnych kart, to gra sunie dość płynnie i to nawet w pełnym składzie. Choć oczywiście we dwoje pojedyncza partia trwa nieco krócej, a zmienność dostępnych kart jest mniejsza (co może być zarówno plusem jak i minusem). Ogólnie jednak nie widziałam jakichś wielkich różnic pomiędzy rozgrywkami w różnych składach osobowych i w każdym bawiłam się dobrze.

Ocena Wiktora: 7,5/10
Ocena Kasi: 7,5/10

Ocena:

Wiktor:

Santa Monica jest jak spacer po niezatłoczonym bulwarze w ciepły, letni wieczór – przyjemna, relaksująca, ale ciekawa i angażująca uwagę. Poza dobrze działającą mechaniką grę wyróżniają też przyjemne dla oka ilustracje, na których z przyjemnością szuka się w pełni przetłumaczonych napisów (wiem, mała rzecz, ale jak cieszy!). Jeśli lubicie budowanie, układanie obok siebie kart i lekki, plażowy klimat, to Santa Monica będzie dobrym wyborem! Polecam!

Kasia:

Lekka jak piórko kolorystyka zasugerowała mi, że Santa Monica będzie równie eteryczna jeśli chodzi o ciężar zabawy. Jest tu jednak też pole dla lubiących pokombinować, jak na solidną grę rodzinną przystało. Karcianka ma przyjemny temat, dobrze się skaluje i nie razi nadmierną losowością. Może się sprawdzić także w gronie wyjadaczy.

Cechy:

  • pastelowa kolorystyka
  • elementy losowości

Plusy:

  • dobre skalowanie
  • estetyczne wykonanie
  • przetłumaczone napisy na kartach!
  • angażująca, dość dynamiczna
  • intuicyjna, ale…

Minusy:

  • … początkowo ikonografia może odstraszyć
  • czasami chciałoby się pograć dłużej, niż do 14 kart

Grę przekazało nam wydawnictwo:

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.