recenzje planszówek

Kolonia księżycowa Krwawa jatka – recenzja

Wiek: 14+
Liczba graczy: 1-5
Czas gry: ok. 45 min.
Autor: Donald X. Vaccarino
Wydawca: Rebel
Tematyka: Kosmos, Księżyc, kolonia
Główna mechanika: tworzenie puli kart, symultaniczne akcje
Dla: początkujących, średnio zaawansowanych i doświadczonych
Przypomina nam: Ciężarówką przez Galaktykę
BGG: Moon Colony Bloodbath 
Instrukcja: Kolonia księżycowa – zasady

Współpraca reklamowa. Grę przekazało nam wydawnictwo Rebel.

Cztery karty Pracy można śledzić korzystając z zielonych żetonów – dzięki temu wiadomo na co jeszcze można liczyć w rundzie.

Opinia:

Wiktor:

Skończyliśmy partyjkę w inny tytuł. Nasz kolega, Piotr, patrzy na zegarek.
– Gramy w coś jeszcze? – pytam
– Nooo, możemy. Ale mam maksymalnie godzinkę.
– Powinniśmy zdążyć, Kolonia księżycowa jest dość szybka.
Partia, z tłumaczeniem zasad zajmuje nam niecałą godzinkę. Idealnie. Piotr przegrał.
– Jeszcze raz!
– Yyy, ale już minęła prawie godzina.
– Trudno. Jeszcze raz!

To nie marketingowy bełkot, ale prawdziwa sytuacja z jednej z naszych rozgrywek. Spokojnie, tę kolejną partię też przegrał 😉

Kolonia księżycowa Krwawa jatka jest grą dziwną. Po lekturze głównego akapitu zasad przeczytałem go jeszcze dwa razy, a dopiero po chwili zrozumiałem o co w tym chodzi. Otóż runda zabawy polega na odkryciu karty ze wspólnej talii i wprowadzeniu w życie jej efektu. Koniec. Żadnych 10 akcji do zrobienia, żadnych 7 faz każdej rudny. I w praktyce tak to działa. Odkrywamy kartę, czytamy jej tekst i wprowadzamy efekty. W talii są cztery karty Pracy, które pozwalają wykonać jedną z kilku prostych akcji:

  • Badań (dobranie 2 kart),
  • Budowy (wyłożenie budynku po opłaceniu kosztu),
  • Wydobycia (otrzymanie 4 pieniędzy),
  • Uprawy (otrzymanie 4 jedzenia),
  • Dostawy (dołożenie na karty żetonów skrzynek, do których mogą odnosić się jakieś umiejętności kart).
Praca to najlepsza z kart, która pozwala pozyskać trochę zasobów lub wyłożyć czy dobrać karty.

Poza tym na wspólny stos trafiają karty innych typów: na ogół dobre Przełomy, nieumyślnie mordercze Roboty, wspierające graczy Granty, napędzające rozgrywkę Wydarzenia… Z każdą rundą talia rośnie, co jednocześnie sprawia, że przydatne Prace trafiają się coraz rzadziej. Rzeczywiście więc całość „mięcha” w grze zawarto w kartach. Są tam bonusy do poszczególnych akcji, jakieś zdolności pasywne i aktywowane podczas zagrywania/tracenia karty. Wszystko to proste, zrozumiałe i nie wymagające specjalnych dywagacji. Brawo!

Celem zabawy jest zakończenie jej z jak największą liczbą mieszkańców tytułowej kolonii. Partia kończy się po przerzuceniu całej talii Wydarzeń (ta za każdym razem ma taką samą kolejność) albo po stracie przez jednego z graczy wszystkich ludzi. Ot, mała różnica – albo osiągnęliśmy sukces, albo nasza kolonia padła, ale przynajmniej ktoś miał jakichś żywych mieszkańców 😉

Kolonia księżycowa ma mocno korporacyjne podejście – ludzie to zasób. Można ich mieć w żetonach reprezentujących populację, ale też każdy budynek ma przypisaną liczbę mieszkańców, których wymieniamy na żetony w momencie utraty budowli. A tracić na pewno je będziemy, bo w tym tkwi cała frajda z gry w Krwawą jatkę. Pojawiające się w talii wydarzenia i roboty zmuszają nas do ciągłego zarządzania populacją, a raczej jej traceniem. To takie zaprzeczenie klasycznego wyścigu – dążymy nie do tego, żeby jak najszybciej coś osiągnąć, ale aby najpóźniej stracić mieszkańców.

Mieszkańcy jeszcze nie wiedzą na co się piszą w Kolonii księżycowej…

Planszówka wydana przez Rebela łączy w sobie prostotę zasad z dynamiczną rozgrywką i zwyczajnie przyjemnym przebiegiem partii. To też miła odskocznia od cięższych gier, w których każdy ruch wymaga długiego kalkulowania, wielowarstwowych strategii i dokładnego przeliczania zasobów. Tutaj z góry wiadomo, że raczej się nie uda. Dzięki temu grając w Krwawą jatkę nie czułem praktycznie żadnej presji, można było się fajnie odmóżdżyć. Gra stawia na taktyczne wybory, więc to nie tylko głupie przerzucanie kart. Losowość oczywiście widać i czuć, ale jest dość sprawiedliwa (może poza losowym doborem kart budynków).

W grze praktycznie nie ma interakcji, jako że wszyscy rozgrywamy swoje tury w tym samym czasie, a wszystkie negatywne karty trafiają do wspólnej talii.

Jeśli mam się do czegoś przyczepić, to może trochę do oprawy graficznej tytułu. Rozumiem zamysł i ten retro klimat jest całkiem fajny, ale ogólnie planszówka nie grzeszy urodą i nieco odstaje od innych, współczesnych tytułów. Może to zniechęcić niektórych graczy.

Jedno z lepszych wydarzeń, bo likwiduje tylko dwójkę mieszkańców!

Kasia:

Kolonia księżycowa to gra autorstwa Donalda X. Vaccarino, projektanta kultowego deck buildingu – Dominiona. Swoją drogą nie jestem w stanie zapamiętać tego tytułu, dla mnie to po prostu „kosmiczna jatka”. Moim pierwszym skojarzeniem – zarówno jeśli chodzi o wygląd okładki, jak i taki ogólny feeling rozgrywki – był nie Dominion, a Ciężarówką przez Galaktykę. Tutaj też coś tworzymy, a potem w spektakularny sposób ulega to zniszczeniu. Retro stylistyka w takim wydaniu początkowo wydawała mi się nieco szkaradna, ale szybko się z nią opatrzyłam i ją akceptuję, choć z pewnością do zachwytów jest mi daleko, a nad designem można by tu na pewno popracować.

Ta Krwawa jatka ma bardzo przystępne zasady, więc nie jest problemem wciągnięcie do zabawy mniej doświadczonych znajomych. Partie są stosunkowo krótkie, więc może to być świetna rozgrzewka przed czymś cięższym lub tytuł na zamknięcie wieczoru. Także o regrywalność nie trzeba się tu martwić.

W Kolonii księżycowej mamy dużą pulę kart, a ich losowy dobór w dużym stopniu determinuje jakie strategie będą dla nas dostępne w trakcie partii. Czasem dostaniemy na rękę karty, które pozwolą nam zagrywać granty, a czasem w ogóle takich mieć nie będziemy. Czasem karty będą się wzajemnie „kombić”, a czasem każda będzie z innej parafii. Trzeba po prostu robić wszystko by przetrwać z tym, co akurat rzuci nam los. Do tego dochodzi zmienność naszej wspólnej talii wydarzeń, która wypluwa nam pod nogi coraz to nowe przeszkody. W jakiej kolejności będzie się to działo, czy zdążymy przygotować się na to co nadchodzi? I czy poratują nas karty przełomów? Odpowiedzi na te pytania są zawsze wypadkową ślepego losu i naszego kalkulowania szans oraz planowania. Jaka jest ich dokładna proporcja – trudno z całą pewnością orzec. Nie mniej jest to mieszanka wybuchowa (prawie dosłownie), która wciąga i ma syndrom jeszcze jednej partii (no przecież w końcu musi się udać!).

Kolonia księżycowa właściwie doskonale się skaluje. A to dzięki temu, że wszyscy przy stole rozgrywają akcje równocześnie. Nie ma więc większego znaczenia czy obok siedzi jedna czy kilka osób. I choć tytuł może sugerować coś innego, to negatywna interakcja jest tutaj znikoma – sporadycznie można dorzucić do wspólnej talii coś, co bardziej zaszkodzi rywalom niż nam, ale to w zasadzie tyle. Każdy tutaj generalnie skupia się na swojej kolonii. Bynajmniej nie sprawia to, że gra jest mniej emocjonująca. Rozpaczliwe próby ratowania ledwie postawionej kolonii potrafią przyprawić niemal o palpitacje serca. Emocji zdecydowanie tu nie brakuje i jest to chyba najmocniejsza strona tej karcianki. Człowiek siedzi z wypiekami na twarzy zaklinając stos kart, żeby tym razem dał nam popracować zamiast od razu nas ukatrupiać. Czy może być coś lepszego? 😉

Ocena Wiktora: 8/10
Ocena Kasi: 8/10

Kilka różnych talii: przełomy i roboty oznaczone żetonami, pod nimi wydarzenia i karty rozwoju, obok duży stos budynków.

Gra we dwoje:

Wiktor:

Obawiałem się rozgrywek we dwoje, bo nie dość, że Kolonia księżycowa to gra dość zabawna (klimatem przypomina Ciężarówką przez Galaktykę), to jeszcze tocząca się w tym samym czasie, bez żadnego downtime’u. Po co więc grać w coś takiego w mniejszym gronie? Przecież cała frajda w tym, żeby obserwować jak kolonie przeciwników płoną i upadają, podczas gdy moja kwitnąco się rozwija.

A jednak to działa! I też uruchamia syndrom kolejnej partii, żeby się odegrać, spróbować jeszcze raz, bo tym razem na pewno pójdzie lepiej. Do tego czas partii ciutkę się skraca, bo szybciej przewijamy talię, do której trafia trochę mniej kart (nie ma np. aż tylu Grantów). Poza tym mechanicznie wszystko śmiga tak samo. Zaskoczenie, ale jak najbardziej pozytywne.

Skrzynki same z siebie nic nie dają, ale odnosi się do nich sporo innych kart.

Kasia:

Właściwie powtórzę to, co już napisałam wyżej – Kolonia księżycowa również we dwoje wypada bez zarzutu. Może jest trochę większa szansa na zostanie przegrańcem, bo mamy mniej rywali, którzy mogliby przyjąć to zaszczytne miano. Ale z drugiej strony jak ktoś jest tak zły w tę grę jak ja, to nawet zastęp rywali tu nie pomoże ;). Zawsze jednak przyjemnie jest popatrzeć jak inni cierpią i z żalem muszą wyburzać swoje budynki.

Ocena Wiktora: 8/10
Ocena Kasi: 8/10

Kolonia księżycowa doskonale ukazuje, że robot straszniejszy niż go malują 😉

Ocena:

Wiktor:

Kolonia księżycowa Krwawa jatka to prosta, dość szybka i sprawiająca sporo frajdy planszówka. Świetnie działa praktycznie przy każdej liczbie graczy, więc sprawdzi się w różnych sytuacjach. Tytuł ukazuje ciekawe, świeże podejście do budowania silniczka, bo ten – to pewne – w którymś momencie się zatnie, wybuchnie i wybije pół kolonii. I w tym cała frajda!

Nie zwracajcie uwagi na nieco oldskulową szatę graficzną, bo kryje się pod nią naprawdę fajna planszówka! Polecam!

Kasia:

Gdybym miała podsumować grę Kolonia księżycowa jednym zdaniem byłoby to: „Jaka piękna katastrofa!”. Wizualnie nie jest to może majstersztyk, ale mechanika jest sprytna i przewrotna, a rozgrywka bardzo angażująca i budząca emocje. Jak znalazł na rozluźnienie po ciężkim dniu. I nie ważne czy tylko we dwoje czy całą ferajną – w każdym układzie działa super.

Kolonia księżycowa Krwawa jatka gra planszowa pudełko

Cechy:

  • symultaniczna rozgrywka,
  • nie zawiera za dużo strategii,
  • rozgrywka przeciwko grze

Plusy:

  • dobrze się skaluje,
  • bez downtime’u i z prostymi zasadami,
  • angażująca,
  • szybka i dynamiczna,
  • po prostu fajna!

Minusy:

  • nie jest to najurodziwsza gra planszowa

Grę przekazało nam wydawnictwo:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.