wszystkie

Festiwal Gramy 2018 – relacja

https://www.planszowkiwedwoje.pl/2018/11/festiwal-gramy-2018-relacja.html

A dokładniej Festiwal Gramy oraz Targi Gra i Zabawa, bo obie imprezy występują tutaj wspólnie. Udało się nam zagrać w kilka planszówek, pogadać z ludźmi i ogólnie połazić po hali. Na
imprezie spędziliśmy całą sobotę (od otwarcia o godzinie 10:00 do
jakiejś 19:40, kiedy to wszyscy powoli się zwijali). Na Gramy spotkaliśmy
sporo znajomych twarzy (poznaliśmy też kilka nowych) i z prawie każdym udało się zamienić chociaż ze
dwa słowa. Przy okazji więc pozdrawiamy wszystkich napotkanych i tych, z
którymi niestety się rozminęliśmy.

Wpis podzieliłem na dwie
części: dotyczącą gier, które poznaliśmy oraz spraw technicznych. Dwa
tytuły trafiły do osobnych wpisów, to Plażing – praktycznie już tylko
szlifowany prototyp gotowej gry – i Szarlatani z Pasikurowic, którym
patronujemy.

Od lewej: Kasia, ja, koleżanka Sandra i Kamil z G3, który tłumaczył nam Szarlatanów i Sabotażystę (dzięki!).

Pingwiny na lodzie (Lucrum)

Chodząc po sali
odwiedziliśmy kilka stanowisk wydawców. Nie wszędzie udało się zajść,
nie wszędzie gdzie zaszliśmy udało się zagrać (próbując kilka razy
nie trafiliśmy na wolny stolik np. u Funiverse, a grający kolega mówił, że mają dobre gry).  Przy
stoisku Aleplanszowek.pl zagraliśmy na szybko w Pingwina na lodzie.
Zabawa dość prosta, ale jednak przyjemna. Rozłożony po sąsiedzku Baldar
miał na stolikach Altiplano i świetnego Paperbacka. Znamy oba tytuły,
więc nie zajmowaliśmy miejsca innym ;).

Udało
się nam zajrzeć do FoxGames, gdzie koleżanka nabyła Sagradę (ostatnią
dostępną, już otwartą i turniejową, ale nienoszącą śladów grania i udało
się jej utargować dychę), a wcześniej przegrała ze mną trzy razy w
Gobblety. To fajna, dwuosobowa wariacja na temat kółka i krzyżyka,
szkoda że nie dałem się skusić na partyjkę wcześniej. W związku z tym, że FoxGames zdecydował się wydać po polsku Panikę w laboratorium (Panic Lab), z sentymentem przypomnieliśmy też sobie ten tytuł.

Przegrać ze mną to sama radość! Koleżanka mogła cieszyć się potrójnie 😉

Tuż po
rozpoczęciu imprezy podeszliśmy do stoiska Galakty, gdzie podczas chwili
nieuwagi Kasi kupiłem Władcę Pierścieni: Konfrontację. Podobno w
niedzielę grę można było dostać o dziesięć złotych taniej, jednak 8
dyszek też wydało mi się atrakcyjne. Na targach kupiliśmy też książkę
„Kompendium i atlas Świata Dysku”. Chciałem ją zamówić z sieci, ale się nie zdecydowałem, a
na miejscu można było pomacać bardzo fajne wydanie, więc długo się nie
wahaliśmy.

Na targach standardowo nie brakowało
rozrywek dla dzieci. Były pokazy na scenie, strefa zabaw, liczne
wydawnictwa prezentujące gry i zabawki dla najmłodszych, można było
pobawić się kostką rubika czy pograć w szachy, a nawet pomachać
mieczem… 

Dungeon Forge i nasza dzielna ekipa

Dungeon Forge

Zgodnie
ze wcześniejszymi ustaleniami pojawiliśmy się na partyjkę w Dungeon
Forge. Tytuł nadal jest w stadium głębokiego prototypu, ale spędziliśmy
przy nim jakąś godzinkę (partii finalnie nie zakończyliśmy, bo
przepychanki na planszy trwały zbyt długo). Ogólnie szata graficzna,
figurki i plansza wyglądają bardzo dobrze i zachęcająco. Podczas naszej
partii kilka osób zatrzymywało się obok stolika w strefie prototypów i
pytało o tytuł gry. Mechanika wymaga jeszcze sporo pracy. Na razie
system złota praktycznie nie działał, rzadko korzystaliśmy też ze
zdolności postaci, brakowało czarów ofensywnych, postacie walczące wręcz
(mające dużą siłę) miały łatwiejszy start… Sporo tego, jednak o
większości rzeczy wie też wydawca i będzie nad nimi pracował. Po partii
dorzuciliśmy porcję naszych uwag.

Sama rozgrywka jest
prosta: rzuca się kością, idzie o wskazaną liczbę pól (lub mniejszą),
rozpatruje wydarzenie i walczy z potworem/pułapką/skrzynią/zamkniętymi
drzwiami. Przedmioty zwiększają statystyki i dają różne umiejętności do
wykorzystani podczas walki. Za trofea z potworów można realizować misje
(wypełnienie dwóch to wygrana, każdy ma własną prywatną, a na stole do
odkrycia czekają jeszcze dwie) albo zwiększać umiejętności.


Podobało
mi się, że w grze jest sporo kart: wydarzenia, czary dwóch typów,
przedmioty. To wszystko wpływa na regrywalność, a podczas pierwszej
partii daje fajne wrażenie odkrywania tego, co świat ma do zaoferowania.
Mechanicznie rozgrywka przypomina trochę Talisman: Magię i Miecz, ale
zdaje się dawać trochę więcej swobody. Jest to też jeszcze faza
prototypu, więc wiele może się zmienić.

Nie jesteśmy
typowym targetem Dungeon Forge’a, jednak podczas partyjki bawiliśmy się
raczej dobrze. Nie było wiele móżdżenia, ale nie brakowało wzajemnych
potyczek czy starć z potworami. W pubie, przy piwku ze znajomymi nie
odmówiłbym partyjki.

Mini Dive City

Mini Dive City

Na
stoisku Essen zagraliśmy tylko w jedną niewielką karciankę. To
kooperacja wykorzystująca znaną z Hanabi mechanikę trzymania kart awersem
do przeciwników (czyli tak, że sami ich nie widzimy). Rozgrywka była
dość przypadkowa, jako „zły” (normalnie to koop, w siedem osób jedna
musi kierować korporacjami) bawiłem się chyba najlepiej. Szału nie było,
ale kolejne niewielkie karcianki z sali Essen pokazują, że trudno
trafić na coś małego, z którą instrukcją i na dodatek fajnego. Nie można
mieć wszystkiego ;).


Sabotażysta. Zaginione kopalnie

Zagraliśmy
też w nowego Sabotażystę. Ogromna różnica punktowa na koniec pokazała,
kto jest najlepszym krasnoludem (miałem 23 punkty przy łącznie 7 trzech
przeciwników). Gra była całkiem przyjemna, podobała mi się bardziej niż
poznana lata temu klasyczna wersja sabotażysty. Mechanicznie różniła się
od niego w pewnym stopniu, jednak trzon zabawy pozostawał ten sam.
Gdybyśmy częściej grywali w dużym gronie, to rozważyłbym nawet jej
zakup.

X-Wing z wystawy towarzyszącej turniejowi

Tak duża impreza jest zawsze
wyzwaniem logistycznym, a w tym roku różniła się trochę organizacyjnie
od poprzednich odwiedzanych przez nas edycji.

Jak całe wydarzenie prezentowało się od strony logistyczno-użytkowej? Będąc w AmberExpo już na kolejnej edycji imprezy chciałbym zobaczyć jakiś postęp i lepsze rozwiązania. Niestety niektóre kwestie (z perspektywy odwiedzającego) pozostawiają nadal trochę do życzenia.

Uciążliwe wychodzenie 👎

W
tym roku hale można było opuszczać tylko drugim wyjściem, co było nieco
uciążliwe. Wszyscy odruchowo szli do pobliskich, głównych bramek, od
których się odbijali i musieli wędrować do kolejnych. Niby mała rzecz,
ale trochę irytująca, tym bardziej, że po otwarciu imprezy nie było
kolejek i masy wchodzących ludzi.

Na stoisku Egmontu królowało Ubongo w wersji klasycznej i 3D.

Gra Roku Targów Gra i Zabawa 👎

Po
zeszłorocznym zawirowaniu z nazwą (nagroda nazywała się Grą Roku
Targów…, co niektórzy skracali do Gry Roku, a to przecież dwa różne
trofea) organizatorzy nie wyciągnęli żadnych wniosków. Szkoda, że nie udało się zmienić nazwy tak, by nikt nie miał wątpliwości jakie wyróżnienie otrzymał. Niestety znowu w sieci pojawiają się informację, że jakiś tytuł zdobył GRĘ ROKU Targów Gra i Zabawa. Strasznie to słabe. No ale skoro tę prawdziwą Grę Roku przez długi czas przyznawano na Targach/Festiwalu, to widać ktoś uznał, że warto trochę pożerować na nazwie. Tak czy inaczej nagrodzono: Karaka (gra dla dzieci), Paperback (gra rodzinna) i Sagradę (nagroda ogólna). Dwa ostatnie tytuły znamy i polecamy!

Wsiąść do pociągu…

Coś na ząb 👎

Zaplecze
gastronomiczne imprezy stanowi mały punkt gastronomiczny na hali,
restauracja u góry oraz food trucki. Te ostatnie cieszą się bardzo dużym
powodzeniem, co niestety odbija się na czasie oczekiwania. W tym roku
przed Amber Expo stały trzy ciężarówki i po 15:00 trzeba było odstać swoje –
nasz czas oczekiwania na dwa hamburgery wyniósł jakieś 45 minut (mimo
30 zapowiadanych). Żarełko było smaczne, ale nie tylko zmarzliśmy, ale
jeszcze zmarnowaliśmy sporo czasu, który mogliśmy poświęcić na granie.
Gdyby na dworze czekały jeszcze ze dwie ciężarówki, to może dałoby się
coś otrzymać trochę szybciej. Szkoda też, że food trucki nie mają
systemu wyświetlania zamówień do odbioru, który można by było obserwować
z ciepłego budynku (np. jakieś wyświetlacze z numerkami jak w fast
foodach). Muszę jednak przyznać, że gdy już dostaliśmy jedzenie, to wszamaliśmy je z apetytem!

Miejsce do grania 👍

Oprócz
licznych stanowisk wydawców, jak co roku, udostępniono wielką halę do
grania i wypożyczalnię planszówek. Tym razem nie było jednak strefy bez
stolików (z dywanem do grania), pewnie dlatego, że trochę miejsca
zajmował turniej X-Winga. Rywalizujący nie zajmowali jednak wszystkich
przygotowanych stolików, więc z brzegu można było złapać wolne miejsce. W
gralni pojawiły się też gdzieniegdzie pufy i skrzynki robiące za
prowizoryczne stoliki. Brak strefy „dywanowej” to wg mnie dobre
rozwiązanie, bo chyba każdy woli spędzać czas przy stoliku, niż na
podłodze.

Stoisko G3 tuż po otwarciu hali 🙂

Sala Essen

Zmiana trafiła też w
salę Essen. Normalnie było to osobne pomieszczenie na piętrze, tym
razem jedynie stoisko na hali. Z jednej strony było dzięki temu lepiej
wyeksponowane, z drugiej głośniejsze (obok turnieju, na którym co jakiś
czas pojawiały się głośne komunikaty). Spędziliśmy tam chwilę grając w
Mini Dive City (o samym tytule pisałem wcześniej).


Wyprzedaż Rebela 👍

Jak
co roku przed stoiskiem ustawiały się spore kolejki. Sami stanęliśmy w
niej na chwilę, ale szybko zrezygnowaliśmy. Podobno pierwsi szczęśliwcy
mogli dorwać jakieś mega promocje (Mombasę za jakieś 50-60 zł itd.), w
asortymencie pojawiły się też tytuły z rebelowego działu z wyprzedażami.
Chętnych nie brakowało, więc zakładam, że można było znaleźć coś dla siebie. By zaznaczyć koniec długiej kolejki ostatnia osoba musiała trzymać… znacznik ostatniego gracza w postaci wysokiego znaku. Świetny pomysł!

Funiverse prezentowało kilka swoich gier dla młodszych i starszych graczy

Stoiska wydawców 👍

Stoisk było sporo i chyba większość była ciągle oblegana. Starsi gracze, dzieci, rodziny, zakupowicze, fani gadżetów… Każdy mógł znaleźć tutaj coś dla siebie. Fajnie, że pojawiają się też stoiska tematyczne – baobaby, przedział pociągu, szpital polowy, sypialnia… Jak wspominałem wyżej nie udało nam się zagrać na niektórych stoiskach, co tylko pokazuje, że ludzie tłumnie je odwiedzali. Mam więc nadzieję, że wydawcy też są zadowoleni ze sprzedaży i promocji swoich gier :).

W gralni na stołach pojawiały się też cięższe rzeczy – oto Anachrony!

3 komentarze

    • Planszówki we dwoje

      Na Narodowym nas nie będzie, ale może i dobrze, że nie pchaliśmy się do stolików – do Jurassic Snacka wyprzedził nas kilkuletni chłopiec, a tak musiałby obejść się smakiem :P. No ale zarówno Snack jak i Little Big Fish świetnie wyglądają – brawo! A o Hunów może odezwę się po egzemplarz recenzencki, bo znajomi grali i chwalili.
      – W.

    • xdamian

      Na narodowym było sporo ludzi, ale w tym roku nie było tragicznie. Rybki i dinozaury były faktycznie cały czas oblegane podobnie Ilos. Ale udało nam się pokazać paru osobom Lagunę,Hunów i Seikatsu. Następna okazja będzie dopiero w lutym 9-10.2.2019 w Brzegu. Gdzie serdecznie zapraszam, bo to bardzo klimatyczna impreza.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.