recenzje planszówek

Mariposas – recenzja

Wiek: 14+
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: 45-75 minut
Wydawca: Albi
Tematyka: motyle
Główna mechanika: poruszanie się po planszy, zbieranie zestawów
Dla: początkujących, średnio zaawansowanych; graczy rodzinnych
Przypomina nam: Wombat Rescue
BGG: Mariposas
Instrukcja: Mariposas

Grę przekazało nam wydawnictwo Albi.

Zbudź się, motylu –
Późno, całe mile
Są przed nami.

Matsuo Bashō (tłum. Czesław Miłosz)

Opinia:

Wiktor:

Mariposas na pierwszy rzut oka może nieco przytłaczać dużą planszą pełną barwnych pól, ale spokojnie, to nie ciężkie euro, a rodzinny tytuł o motylach. Gracze kierować będą tymi pięknymi owadami za pomocą kart akcji przedstawiających dostępne ruchy. Przykładowo karta z trzema pojedynczymi strzałkami oznacza, że można dowolnie podzielić je między posiadane motyle, ruszając się jednym o trzy pola, trzema o jedno lub dzieląc to między dwa owady. Każde wylądowanie na polu z kwiatkiem zapewnia żeton potrzebny do rozmnażania motyli, a wizyta w mieście daje jedną z kart z zestawu zapewniającego punkty. W każdej z trzech faz gry (dzielącej się kolejno na 4, 5 i 6 rund) do zrealizowania są inne cele przedstawione na kartach, wymagające głównie by motyle znajdowały się w odpowiednich częściach planszy (np. na wschód od Chicago, na północ od Atlanty na polu czerwonym i zielonym itd.). Na koniec jesieni, czyli też całej rozgrywki, sporo punktów mogą zapewnić motyle czwartego pokolenia, które wrócą do startowego pola u dołu planszy. Wynika to z tego, jak żyją motyle monarchy – z Meksyku podróżują na północ, aż do Kanady, by za jakiś czas powrócić na południe.

Skoro już o życiu motyli mowa, to wspomnę, że na końcu instrukcji można znaleźć sporo ciekawych informacji na temat monarchów. Widać, że to temat zainspirował autorkę do stworzenia gry, czuć to też w mechanice, która sama często skłania, by motyle na planszy odbyły zgodną z ich naturą podróż. Elizabeth Hargrave, projektantka Mariposas, znana jest w Polsce z popularnego Na skrzydłach, które jednak nie oczarowało żadnego z nas. Jak pod tym kątem spisała się ładna i porządnie wykonana gra o owadach, którą wydało Albi?

Plansza z kartami zdobywanymi w miastach oraz bonusami, które zapewnia komplet w danym kolorze.

Zacznę od cechy, która od razu rzuca się w oczy i wśród znajomych wywołała nieco zawodu – praktycznie całkowity brak interakcji. Motyle mogą lądować na tych samych polach, nie walczą ze sobą, nie kradną sobie zasobów, nic. Nie ma nawet ograniczenia liczby znaczników na jednym polu. Z jednej strony chciałoby się zobaczyć nieco interakcji, z drugiej jednak rozumiem autorkę, która na BGG wyjaśniała, że testowała inne rozwiązania, ale finalnie zdecydowała się na wersję całkowicie rodzinną. No i trzeba przyznać, że Mariposas ma ten rodzinny, przyjemny, lekki charakter. Budzi może przez to mniej nagłych emocji, jednak na pewno znajdzie spore grono odbiorców, którzy wolą spokojniejszą, bardziej pokojową zabawę. W przeciwieństwie do Na skrzydłach, tutaj od razu widać, że targetem są mniej zaawansowani gracze, a wyjaśnienie im zasad zajmuje raptem chwilę.

Gra ma elementy losowe, które wpływają na przebieg zabawy. Głównym są dobierane karty akcji, na które widziałem trochę narzekań. W każdej turze wybieramy jedną z dwóch na ręku, po czym dobieramy kolejną, by w następnej turze znów wybierać z dwóch. Przyznam, że jestem na taką losowość mocno wyczulony, gdy wpływa na moje plany. W Mariposas ani razu nie narzekałem na dobór kart, zawsze jednak starałem się pamiętać o tym, że pod koniec partii przydają się dłuższe ruchy, umożliwiające dolecenie motylem na pole startu/mety. Kolejnym, nieco wg mnie pobocznym, elementem zabawy są pola miast, które kryją pod sobą różne bonusy. Rozmieszcza się je losowo na początku partii, by w jej trakcie odkrywać żetony. Również to nie przeszkadzało mi w zabawie, traktowałem uzyskiwane z nich karty (po zebraniu zestawu można było otrzymać na koniec na ogół kilka punktów ze specjalnego żetonu) jako dodatek, nie jeden z głównych celów zabawy.

W grze spodobała mi się spora liczba kart celów (chociaż widzę tutaj potencjał na kilka dodatkowych), dzięki którym każda partia była nieco inna. Dobrze wypadła też konieczność zarządzania motylami, kalkulowania kiedy opłaca się lecieć na północ i realizować cele, a kiedy bardziej korzystne będzie rozmnażanie się bliżej pola startowego. Może się wydawać, że za każdym razem robimy to samo, jednak to szczegóły wpływają na to, że Mariposas uważam za regrywalną planszówkę. Partie kończą się zawsze w odpowiednim momencie, zostawiając graczy z wrażeniem, że przydałaby się jeszcze jedna tura, by dokończyć swoje plany. Tytuł nagradza w ten sposób rozsądne zarządzanie kartami i motylami, karząc nieco za łapczywość, gdy okazuje się, że lepiej było już wracać na pole startowe, niż próbować zdobyć jeszcze jedne kwiatek czy żeton z miasta.

Patrząc na całokształt nie mam za bardzo na co ponarzekać. Może rola zbierania zestawów kart ze stadiami rozwoju motyli mogłaby być nieco większa, bo we wszystkich partiach skupialiśmy się raczej na rozmnożeniu motyli do czwartego pokolenia i powrocie nimi na pole mety, co zapewniało pokaźną liczbę punktów. Trzeba jednak przyznać, że często rozstrzygający głos miały właśnie zbierane zestawy kart (każda zapewnia jeden punkt) oraz bonusowe żetony, które można dzięki nim otrzymać. Może więc rola zestawów wcale nie była taka poboczna…

Ostatni akapit poświęcę skalowaniu gry. O ile przy każdej liczbie uczestników tytuł działał, to jednak już czwórka graczy robiła wyraźny tłok, motyle stawiało się na sobie, ogólnie plansza robiła się ciasna. Sugeruję siadanie do Mariposas w gronie dwóch-czterech osób, a za optymalną liczbę uważam trójkę graczy. W takim układzie na planszy nie ma jeszcze dużego chaosu, jest natomiast wystarczająco motyli, by bez większych problemów odkrywać kolejne miasta. No i gra się nieco szybciej, bo mimo prostego układu tury przy czterech-pięciu osobach trochę czeka się na swój ruch.

Kasia:

Mariposas to w zasadzie typowa gra rodzinna, nie ma tu bezpośredniej rywalizacji, w tym sensie, że w trakcie zabawy motyle graczy niemal na siebie nie wpływają, nie blokują sobie pól, nie do końca wiadomo też komu idzie lepiej, bo o wyniku decyduje w głównej mierze ostateczne podliczanie punktów. Z tego względu gra powinna przypaść do gustu osobom nielubiącym negatywnej interakcji.

O rodzinnym charakterze tej planszówki świadczy też oprawa graficzna i wybrany temat – wszystko to przyjemne, niekontrowersyjne i miłe dla oka. Dodatkowo gra jest solidnie wykonana, choć niektóre komponenty wydają się nieco na wyrost (jak średnio praktyczne plastikowe pudełeczka czy karty zamiast np. żetonów w przypadku zestawów do kolekcjonowania). Nie mniej gra bardzo fajnie wygląda na stole i samym wyglądem (także estetyczną okładką) zachęca do jej wypróbowania.

Co ważne w tego typu pozycji – Mariposas ma zdecydowanie rodzinne zasady. Nawet osoba bardzo mało ograna ma szansę wszystko na tyle szybko ogarnąć, by już w pierwszej rozgrywce być godnym rywalem dla bardziej doświadczonych planszówkowiczów. W kontrolowaniu przebiegu rozgrywki pomaga dodatkowo wygodny skrót znajdujący się na ostatniej stronie instrukcji. W trakcie zabawy warto jedynie zwracać większą uwagę na reguły dotyczące punktowania na koniec pór roku, żeby nie być stratnym, bo o zwycięstwie często decydują tu pojedyncze punkty.

Michoacan – pole startowe oraz meta. Na koniec partii motyle 4 pokolenia zapewniają punkty (im więcej motyli gracza, tym więcej punktów). Na zdjęciu każdy z trzech graczy ma po dwa motyle (motyla 4 pokolenia można rozmnożyć do widocznych znaczników 2x).

Latanie motylami po planszy, rozmnażanie ich, zbieranie zasobów i bonusów daje całkiem dużo frajdy, a przy tym jest tu konkretna dawka strategii. Plansza jest rozległa, nie wszędzie da się dotrzeć (a warto jeszcze wrócić „na start”), a niestety mobilność motylków nie jest porażająca. Trzeba więc solidnie kalkulować, by przy okazji nałapać maksymalnie dużo punktów.

Regrywalność Mariposas wydaje mi się całkiem okej. Spora plansza, wiele miejsc do odwiedzenia na niej, a do tego losowy dobór kart ruchu sprawiają, że żadne dwie partie nie będą takie same. Zmieniają się też cele w trakcie i na koniec gry, co dodatkowo może wpływać na nasze priorytety podczas zabawy (a warto punktować w trakcie, bo sam powrót motylami do Michoacan raczej nie wystarcza by wygrać).

Mam natomiast mieszane uczucia jeśli chodzi o mechanizm związany ze zbieraniem zestawów kart, które dają dodatkowe bonusy, ponieważ ich pozyskiwanie jest mocno zależne od losu. Żeton miasta może dawać kartę w potrzebnym nam kolorze, ale dowiemy się o tym dopiero kiedy ktoś odwiedzi to miejsce, inaczej możemy ryzykować potencjalnie słabo opłacalną wyprawę zupełnie w ciemno.

Kwestia zbierania zestawów kart jest w zasadzie marginalna, zaś nieco bardziej istotnym mankamentem gry jest dla mnie fakt, że praktycznie zawsze brakuje mi tej jeszcze jednej rundy, żeby zrealizować mój plan minimum. Przez co gra zostawia mnie z uczuciem jakiegoś niedosytu. Jak wtedy, gdy piję smaczne piwo, ale zostaje po nim nieco zbyt gorzki posmak w ustach.

Ocena Wiktora: 7,5/10
Ocena Kasi: 7/10

Rundy w fazie odlicza się zostawiając przed sobą zagrane karty akcji. Na zdjęciu, po 6 rundach, kończy się jesień. Zielone karty to bonusowe ruchy otrzymywane w niektórych miastach.

Gra we dwoje:

Wiktor:

Mariposas we dwoje nie różni się mechanicznie niczym od rozgrywek w większym gronie. Nadal zaczynamy tak samo, latamy motylami, rozmnażamy je. Podczas zabawy dostrzegalna jest właściwie jedna kwestia – wolniej odkrywa się miasta, pod którymi kryją się karty bonusowe, przez co trudniej zebrać cały zestaw. W większym gronie zawsze ktoś przy okazji odkryje żeton, co może nieco namieszać, jeśli okaże się, że na drugim końcu planszy znajduje się coś, co pozwoliłoby skompletować zestaw kart. We dwoje nadal zebranie czterech kart jednego koloru jest możliwe, wymaga jednak aktywniejszego odwiedzania miast. Tak jak wspomniałem wyżej, idealną liczbą graczy do Mariposas są dla mnie trzy osoby, jednak partie we dwoje mają też jedną, sporą przewagę – są naprawdę szybkie i krótkie, dzięki czemu zawsze jest szansa na rozegranie rewanżu.

Kanada w tym sezonie jest popularna wśród motyli!

Kasia:

Jako, że w Mariposas nie ma negatywnej interakcji (ani pozytywnej 😉 ) to nie widzę specjalnych różnic pomiędzy poszczególnymi rozgrywkami w zależności od liczby graczy przy stole. Im ich więcej tym szybciej odkrywają się bonusy miast (co ma swoje dobre i złe strony), im ich mniej tym mniejszy problem z gromadzeniem się motyli w jednym miejscu (jako, że nie ma ograniczenia, to nieraz tworzą się prawdziwe skupiska, ograniczające nieco czytelność planszy). Podsumowując – we dwoje grało mi się bardzo dobrze, zabawa była dynamiczna i trwała nieco krócej niż w pełniejszym gronie.

Ocena Wiktora: 7,5/10
Ocena Kasi: 7,5/10

Zawsze na ręku ma się dwie karty akcji. Na zdjęciu jedna pozwala na ruch 1+3 (można oba wykonać tym samym motylem), druga pozwala skorzystać z innej, już wykorzystanej karty.

Ocena:

Wiktor:

Mariposas jest lepsze od Na skrzydłach, ma lepiej określonego odbiorcę, budzi więcej emocji i po prostu bardziej angażuje w rozgrywkę. I może takie stwierdzenie wywoła oburzenie niektórych, ale naprawdę chętniej siadałem do tytułu o motylach, niż tego pełnego ptaków. Uważam, że autorka poszła w dobrą stronę tworząc grę rodzinną, bez dodawania do niej jakichś bardziej skomplikowanych rozwiązań i mechanik. Jeśli więc lubicie pokojową, spokojną rywalizację o punkty, w której jednak dobre planowanie ma znaczenie, to Mariposas powinno się spodobać.

Cele dla różnych pór roku. Wszystkie zbliżone, a jednak inne.

Kasia:

Uważam, że Mariposas to sympatyczna gra do wyjęcia w rodzinnym gronie. Jest ładna, ma przystępne zasady i miły temat. Mnie do pełni szczęścia naprawdę niewiele zabrakło. Mimo, że w trakcie rozgrywki bawiłam się dobrze, to na koniec czułam lekki niedosyt. I choć próbowałam różnych strategii to zawsze brakło mi tego jednego ruchu, jednej dodatkowej rundy, żeby poczuć pełną satysfakcję z tego, co udało mi się zdziałać.

Cechy:

  • gra rodzinna
  • brak negatywnej interakcji
  • losowość w doborze kart akcji

Plusy:

  • przyjemny temat
  • dobre wykonanie
  • ładnie się prezentuje
  • przystępne, intuicyjne zasady
  • dobrze działa we dwoje

Minusy:

  • przy 4-5 graczach zbyt duże skupiska motyli
  • zbyt szybko się kończy [K.]

Grę przekazało nam wydawnictwo:

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.