recenzje planszówek

Canvas – recenzja

Wiek: 8+
Liczba graczy: 1-5
Czas gry: 30 min.
Wydawca: Awaken Realms
Tematyka: malarstwo
Główna mechanika: zbieranie zestawów, draft
Dla: początkujących, średnio zaawansowanych; fanów malarstwa
Przypomina nam: Tajemniczy ogród
BGG: Canvas

Grę przekazało nam wydawnictwo Awaken Realms.

Gotowy obraz składający się z trzech przezroczystych kart i tła.

Opinia:

Wiktor:

Gry o tematyce malarskiej mają w sobie coś, co pobudza wyobraźnię. W końcu w wielu planszówkach lubimy tworzyć (czy to gospodarstwa rolne czy kolonie na obcych planetach), a malarstwo jest niby czymś bliskim, na wyciągnięcie ręki, a jednak dalekim, bo nie każdy ma do tego talent. Wiadomo, że planszówki w różny sposób muszą ograniczać to do twardej mechaniki, jednak Canvas ma też aspekt, który można wykorzystać nieco luźniej, kreatywniej.

Zawartość pudełka była dla mnie pewnym zaskoczeniem. W grze znajdowało się 60 przezroczystych kart, 32 nieprzezroczyste, materiałowa mata, trochę żetonów i koszulki na karty. Elementy nie do końca typowe, ale po chwili wszystko stało się jasne – przezroczyste karty wkłada się razem do koszulki, w ten sposób tworząc obraz. Karty pokryte są folią, która – zgodnie z instrukcją – po jakimś czasie powinna sama zacząć odchodzić i dzięki temu bezproblemowo dać się usunąć. Tak też jest w rzeczywistości – po kilku partiach bez kłopotu dało się usunąć z nich folię. Niektórym trzeba było nieco pomóc „marszcząc” kartę od boku.

Mimo że folia sprawia, że karty nie są całkiem przezroczyste, to też chroni je przed zarysowaniami. Minusem jest na pewno to, że po jej zdjęciu małe ryski powstają dość szybko i już nic nie da się z nimi zrobić. Grając warto też mieć czyste ręce, bo bezlitośnie zbierają odciski palców.

Canvas podczas rozgrywki. U góry cele i żetony przyznawane za ich spełnienie, niżej rząd kart do dobrania.

Gra ma bardzo proste zasady i właściwie równie nieskomplikowany przebieg. Celem każdego z graczy jest stworzenie trzech obrazów, za które zdobędzie punkty zwycięstwa. W swoim ruchu można zrobić jedną z dwóch rzeczy:

  • dobrać kartę z maty – pierwszą od lewej lub kolejną, na każdej pominiętej kładąc żeton inspiracji,
  • stworzyć obraz składający się z trzech kart.

Kart nie można dobierać w nieskończoność, bo mając na ręku pięć nie możemy zdobyć kolejnych – trzeba wówczas stworzyć obraz z tego, co mamy na ręku. W naturalny sposób kontroluje to czas rozgrywki, chociaż może się zdarzyć, że niektórzy gracze skończą przed innymi i będą musieli chwilę poczekać na resztę, co jednak nie jest uciążliwe.

Patrząc na ten krótki opis zasad możecie zadawać sobie pytanie gdzie w tym wszystkim jakieś kombinowanie. Otóż głębia kryje się w symbolach na kartach, które wykorzystywane są do punktowania zgodnie z wybranymi/wylosowanymi na daną partię celami. Wbrew pozorom sporo jest w tym rozkminiania, co było zaskoczeniem dla wszystkich, z którymi graliśmy. Na ogół nie da się stworzyć idealnego, pasującego do wszystkich celów obrazu. Wielokrotnie też, jak na złość, jedne potrzebne symbole zakrywają inne, równie koniecznie do zapunktowania.

Symbole na dole obrazu wykorzystywane są do spełniania wymagań celów.

Canvas zdecydowanie bardziej zaskoczył mnie wizualnie niż mechanicznie. Nie skłamię chyba pisząc, że większą frajdę miałem z układania obrazów, niż rozkminiania symboli. Po prostu jakoś nie czułem tej gry i z naszego grona bawiłem się na ogół najgorzej. Przed nami jeszcze dodatek i liczę, że może on zmieni nieco moje podejście. Na razie nie czytałem nawet jego instrukcji, by nie „wypaczyć” sobie odbioru podstawki.

Trochę szkoda, że w grze nie wykorzystano wspomnianego wcześniej elementu kreatywnego. Nie obraziłbym się za wariant, w którym jakiś skromny punkt przyznawany jest osobie, która najlepiej opisze czy zinterpretuje stworzony przez siebie obraz. Grając starałem się zresztą zawsze powiedzieć kilka słów na temat nazwy i tego, co przedstawiał malunek. Instrukcja mogłaby chociaż zasugerować gdzieś, że – nawet bez punktów, dla przyjemności – można coś takiego zrobić. Tym bardziej, że obrazki i podpisy na ogół bardzo fajnie współgrają.

Wspomniałem, że nie dla wszystkich partia musi zakończyć się w tym samym momencie. Wynika to z tego, że ktoś może tworzyć obrazy szybciej (gdy ma na ręku trzy wymagane karty), a ktoś inny wolniej (dobierając zawsze do pięciu). Nie wpływa to jednak negatywnie na czas zabawy, bo ten jest dość krótki. Bardziej zauważalne bywało oczekiwanie na swój ruch, gdy ktoś musiał dobrze przemyśleć zagranie, a ja miałem już plan na kolejny obraz, ale i ono było „w normie”, Canvas nie ciągnął się i nie dłużył.

Kasia:

Muszę od tego zacząć: fantastyczny jest pomysł z zaprojektowaniem pudełka Canvas w takiej formie, że można je powiesić na ścianie. Widać, że dobrze to przemyślano, bo rozmieszczenie komponentów w kartoniku sprawia, że gra wisi prosto, a pudełko na ścianie wygląda po prostu jak ładny obrazek.

Jeśli chodzi o wykonanie samych elementów gry to jest bardzo w porządku – pudełeczko jest nieźle wypełnione. Jest tu trochę żetonów, niewielka materiałowa mata, no i przede wszystkim karty (transparentne i zwykłe) oraz dopasowane do nich koszulki. Rzeczą, która nieco psuła mi wrażenia w pierwszych rozgrywkach jest folia pokrywająca karty. Ma ona lekko mleczny odcień, przez co nakładając na siebie kolejne warstwy kart te położone niżej traciły na wyrazistości. Jednocześnie nie za bardzo dało się tę folię samodzielnie zerwać. Dopiero z czasem sama się ona zadziera i można ją pozdejmować, a wtedy nasze obrazki nabierają blasku.

Bardzo podoba mi się oryginalność zabawy – widząc w zapowiedziach, że w Canvas można tworzyć obrazy nakładając na siebie przezroczyste warstwy kart, od razu byłam kupiona. W praktyce to rozwiązanie także wypada fajnie. Smaczku dodaje fakt, że stworzony przez nas obraz ma również tytuł, który w sposób mniej lub bardziej metaforyczny odzwierciedla to, co „namalowaliśmy”. Pod kątem mechanicznym esencją zabawy jest jednak takie łączenie widocznych w dolnej części karty symboli, by zdobyć jak najwięcej punktów. Efekt wizualny powstałego przy okazji obrazka jest niejako efektem ubocznym, choć muszę przyznać, że dzięki temu Canvas sprawia znacznie większą frajdę niż gdyby pozbawić zabawę tej „malarskości”.

Trzy obrazy skończone, można liczyć punkty. Jak widać po żetonach – szału nie ma.

W Canvas jest trochę kombinowania, chociaż gra nie jest pozbawiona elementu losowości. Z tego też względu nie zawsze uda nam się zbudować idealnie punktujące obrazy, wybór dostępnych kart jest bowiem ograniczony, a pojawiają się one w sposób przypadkowy. Lepsze karty (najczęściej te pasujące do aktualnych celów) są też często wybierane przez rywali – na tym też polega interakcja pomiędzy graczami w Canvas.

Wspomniane zmienne ogólnodostępne cele sprawiają, że gra ma całkiem fajną regrywalność, a krótki czas jednej partii sprawia, że można natychmiast zagrać szybki rewanżyk.

Podsumowując moje wrażenia z zabawy muszę powiedzieć, że początkowa ekscytacja oryginalnością nieco przygasła ze względu na niezbyt mimo wszystko porywający przebieg zabawy. Mechanicznie niby wszystko jest w porządku, ale zauważyłam, że większą przyjemnością było dla mnie układanie obrazków niż skupianie się na samej rozgrywce. Ta jest bowiem poprawna, ale mało emocjonująca. Czasem też trochę irytowało mnie, że nie mogę niczego sensownego stworzyć z kart na ręce – można mieć ich tylko 5 i czasami trzeba ułożyć coś byle jakiego, bo nie ma innej opcji.

Ocena Wiktora: 5,5/10
Ocena Kasi: 6,5/10

Nazwy kart na ogół bardzo fajnie pasują do obrazków, to zdecydowanie mocny punkt gry!

Gra we dwoje i skalowanie:

Wiktor:

Nie ma się co rozpisywać, bo poza czasem partii – czyli w tym wypadku głównie kminieniem przez innych graczy – Canvas mechanicznie prawie nie zmienia się niezależnie od tego, ile osób siedzi przy stole. Najbardziej palącą kwestią może być rotacja kart w rzędzie dobierania podczas partii we dwoje, ale autor przewidział tryb z wirtualnym graczem Vincentem, który w bardzo prosty sposób dobiera losowe karty. Dzięki temu do gry wkrada się nieco więcej losowości, ale też przemiał kart jest większy. Czasami to dobra wiadomość, czasami gorsza, gdy Vincent podbierze upatrzoną kartę.

To powiedziawszy i tak jakoś większą frajdę czerpałem z partii w nieco większym gronie. Wydaje mi się, że to kwestia już poza mechaniką: więcej rozmów i pokazywania sobie wzajemnie obrazów, sprawia, że przy stole dzieje się nieco więcej. Jednak oceniając – na ile to możliwe – obiektywnie skalowanie i gra we dwoje działa dobrze.

Podstawka i dodatek, pudełka świetnie wyglądają zawieszone na ścianie.

Kasia:

Canvas wypada porównywalnie w zasadzie w każdym składzie, choć jeśli już miałabym wybrać to najoptymalniej grało mi się we troje. Wymiana kart w dostępnej puli jest wtedy na rozsądnym poziomie – nie znikają za szybko, ale też nie tkwią tam blokując dopływ nowych. Nie trzeba też przejmować się zbyt długim oczekiwaniem na swoją kolej.

Co istotne, gra we dwoje również wypada bardzo w porządku. Jeśli uznamy, że rotacja kart jest niewystarczająca, można wprowadzić opisaną w instrukcji drobną modyfikację. Ogólnie jednak, ze względu na ograniczony wpływ innych graczy, w parze gra nie traci chyba nic, względem liczniejszych partii.

Ocena Wiktora: 7/10
Ocena Kasi: 7/10

Minus: na kartach widać ryski i odciski palców. Plus: na zdjęciu są one mocniej widoczne niż na żywo.

Ocena:

Wiktor:

Canvas nie kupił mnie swoją mechaniką. Sam temat tworzenia obrazów, jak i ciekawe wykonanie, to dla mnie zalety gry, jednak sedno rozgrywki mnie nie porwało. Na plus tytułowi trzeba zaliczyć proste reguły i dość krótki czas partii. Wydaje mi się, że może on być niezłym gatewayem do pokazywania nowoczesnych, intrygujących planszówek nowym graczom, ale ja bawiłem się przy nim przeciętnie.

Za jakiś czas recenzja dodatku, który może nieco odmieni moją opinię, na co liczę.

W grze są różne tła obrazów, do których wkłada się przezroczyste karty. Po lewej gotowy obraz, po prawej dwa tła.

Kasia:

Canvas zaskakuje oryginalnością – z jednej strony jeśli chodzi o pomysł z opcją na powieszenie całej planszówki na ścianie, z drugiej ze względu na fajne rozwiązanie mechaniczne (przezroczyste, nakładające się karty). Powiedziałabym, że w tej wyjątkowości tkwi siła gry. Rozgrywka jest w porządku, ale nie ma co liczyć na szczególne emocje, bo zbieranie zestawów jest ok, ale to forma podania tej zabawy może odpowiadać za to, że gra zapadnie w naszej pamięci.

Cechy:

  • gra rodzinna
  • ciekawa zawartość
  • niewielka interakcja (podbieranie sobie kart)

Plusy:

  • pudełko z grą można powiesić na ścianie
  • oryginalna mechanika „malowania” przez nakładanie przezroczystych kart
  • frajda z tworzenia obrazków
  • przystępne zasady
  • spora regrywalność
  • niezłe skalowanie

Minusy:

  • początkowo karty są „mleczne” (przez folię, która łatwo schodzi dopiero po kilku partiach)
  • mało emocjonująca rozgrywka
  • zbyt prosta, mało angażująca główna mechanika [W.]

Grę przekazało nam wydawnictwo:

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.