Questwick. Stolica Przygody – recenzja
Liczba stron: 384
Wydawca: Muduko
Tematyka: fantasy, humor
Autor: Roch Urbaniak
Tekst nie zawiera istotnych spoilerów dotyczących fabuły książki.
Współpraca reklamowa. Książkę Questwick. Stolica Przygody przekazało nam wydawnictwo Muduko.

Questwick. Stolica Przygody to kolejna książka z serii paragrafówek wydawanych przez Muduko. Wydawnictwo angażuje do nich znanych, związanych z literaturą i fantastyką autorów jak np. Anna Kańtoch (Duch Świąt – recenzja) czy Radek Rak.
Questwick napisał Roch Urbaniak, będący przede wszystkim malarzem, ale piszący także książki, głównie skierowane do nieco młodszego odbiorcy. Pierwszy kontakt z twórcą mieliśmy na zeszłorocznym Pyrkonie. Nie dość, że w jednym z budynków prezentowane były jego prace, to jeszcze wzięliśmy udział w prelekcji prowadzonej przez Rocha, w której przedstawiał niedocenianych artystów stojących za największymi popkulturowymi markami i postaciami. W efekcie tego na ścianach naszego mieszkania pojawiły się dwa printy prac artysty (można sobie takie sprawić na FineArtPrints), a Questwick po ogłoszeniu zapowiedzi trafił na naszą listę zainteresowań.
Ilustracje, które można znaleźć w książce odbiegają stylem od znanych mi prac artysty. Są wykonane inną techniką, czarno-białe i momentami dość mroczne, mniej baśniowe, niż chociażby printy wiszące w naszym salonie. Dzięki nim zabawa nabiera jednak charakteru i stanowią miły dodatek do przygody.
O co w tym chodzi?
Questwick. Stolica Przygody to kolejna paragrafówka, którą opisujemy na blogu. To forma interaktywnej powieści pozwalającej czytelnikowi-graczowi dokonywać wyborów: decydować dokąd uda się bohater, co zrobi i jak zareaguje na przedstawione wydarzenia. Tekst podzielony jest na ponumerowane fragmenty, pod którymi znajdują się odnośniki (dostępne opcje rozwoju historii), prowadzące czytelnika do kolejnych paragrafów.
Questwick wprowadza do zabawy mechaniki, o których należy pamiętać podczas lektury. Nie ma ich na szczęście dużo, nie wymagają też jakichś specjalnych zabiegów, jak rzucanie kostkami. Sprowadzają się do zaznaczania rzeczy na wewnętrznej stronie tylnej okładki. Te mechaniki to:
- Punkty Fabuły odblokowujące niektóre ścieżki w trakcie lektury,
- Epilogi ujawniające dodatkowe informacje po pomyślnym ukończeniu przygody,
- Perły Powrotu, stanowiące swojego rodzaju zapisy gry, do których można na ogół wrócić podczas porażki.
Opinia:
Wiktor:
I tutaj rodzi się pewien problem, bo paragrafówka wzbudziła we mnie skrajnie różne odczucia, które trochę ciężko mi ze sobą pogodzić.
Przede wszystkim Questwick. Stolicę Przygody czytało mi się przyjemnie pod względem literacko-językowym. Paragrafy, nawet te dłuższe, nie nużyły, przechodziło się przez nie płynnie, a sposób w jaki je napisano sprawiał, że nie miałem żadnych problemów z wyobrażeniem sobie postaci, miejsc i sytuacji, które autor przede mną stawiał. Całość utrzymana jest w lekkim tonie, pełna popkulturowych nawiązań i humoru.
Mieszane odczucia budziły we mnie Punkty Fabuły. Z jednej strony były fajnym rozwiązaniem, bo otwierały nowe możliwości, podczas kolejnych lektur, sprawiając że gra za każdym razem mogła zaoferować coś nowego. Z drugiej, pod koniec mojej przygody w Questwick, momentami już po prostu szukałem ścieżek, które odblokują mi kolejne opcje – nawet, jeśli nie były to ścieżki, które chciałem wybierać. Taki trochę książkowy odpowiednik grindowania.
Raz tak zakałapućkałem się w przygodzie, że chyba się nawet zblokowałem lub została mi jakaś jedna ścieżka, na którą nie potrafiłem trafić. Questwick ma według mnie zbyt dużo wąskich gardeł, w których brak Punktu Fabuły prowadzi do porażki. Im dalej w przygodę, tym boleśniej to odczuwałem. Trochę pomagało jednak to, że zanotowane Punkty Fabuły nie przepadają podczas przegranej.
Tutaj warto zaznaczyć, że fabularnie lektura jest bardzo bogata. Naszego bohatera czekają przygody w najróżniejszych klimatach – od tych morskich, poprzez magiczne czy zakapiorsko-portowe. Książka ma prawie 400 stron i czuć, że wykreowane przez autora miasto jest rozległe, ma licznych mieszkańców i tętni życiem.
Z rozwiązań mechanicznych nie do końca legalnie wykorzystywałem Perły Powrotu. Pomysł był fajny, możliwość cofnięcia się o kilka paragrafów jest ułatwieniem, ale im dłużej obcowałem z książko-grą, tym częściej po śmierci cofałem się po prostu o 1-2 paragrafy, nie widząc sensu cofania się dalej, do zapisanej Perły. Nastawcie się, że Questwick jest dość zgonogenną lekturą, która czasami karze gracza za zbytnią fantazję i proaktywność, na zasadzie „jesteś bohaterem, ale…”. Momentami miałem wrażenie, że gram sesję prowadzoną przez złośliwego mistrza gry, który zabija moją postać bez powodu, gdy chcę zrobić coś fajnego.
Żeby trochę osłodzić recenzję i zbalansować narzekanie, muszę przyznać, że gdy w końcu dotarłem do dwóch dobrych zakończeń, to były one satysfakcjonujące. Późniejsza lektura Epilogów również w ciekawy sposób ukazała konsekwencje moich wyborów i przedstawiła to, co działo się w świecie po zakończeniu przygody.
Kasia:
W naszym salonie wiszą dwa printy prac Rocha Urbaniaka, więc ciekawa byłam jak ich autor poradził sobie z zupełnie inną formą sztuki, jaką jest książka paragrafowa. Okładka Questwick ozdobiona jest ładną ilustracją, a złocenia i ciekawa faktura dodatkowo zachęcają, by zajrzeć do środka. Zarówno barwione strony jak i liczne ilustracje wewnątrz dopełniają obrazu książki dopracowanej oraz nadają klimat zabawie.
Questwick jest pisany lekko, z humorem, a jednocześnie świat jest stosunkowo szczegółowo oddany. Jednocześnie niektóre rozwiązania fabularne wydawały mi się trochę sztuczne. Liczne są tu nawiązania do popkultury, a ich odkrywanie daje sporo frajdy. Wyraźnie wyczuwalne są też inspiracje Pratchettem i miastem Ankh-Morpork.
Na początku przygody spore odcinki fabuły mają charakter liniowy, bez żadnych wyborów, lub z pozornymi wyborami, które po krótkim dodatkowym paragrafie sprowadzają nas znów na główną ścieżkę. Im dalej w przygodę tym nasze ścieżki coraz bardziej mogą się rozgałęziać. Mamy też punkty węzłowe, do których możemy powracać, co jest dość ciekawym rozwiązaniem zacierającym poczucie liniowości z początku książki. Mam jednocześnie wrażenie, że niekiedy wybory ścieżek są aż nazbyt szczegółowo rozpisane, zawierając w sobie już konsekwencje działań. Coś w stylu: „Nieśmiało przedstawiasz swoją sprawę. Bibliotekarz zniecierpliwiony mówi, że nie ma czasu na takie głupoty i każe ci się udać do miejskiego archiwum. Idź do XX.”
Siadając do przygód w Questwick warto wziąć coś do pisania, bo to paragrafowa z rodzaju tych, w których będziemy po drodze zdobywać rzeczy. Dzięki temu nasza przygoda bardziej odzwierciedla to, co zrobiliśmy wcześniej. Połączenie dość otwartego świata, w którym możemy krążyć, ze wspomnianym odblokowaniem ścieżek przy użyciu „znajdek” sprawiło, że paragrafówka ta była dla mnie trochę jak labirynt. Długi i kręty, z wieloma mniej lub bardziej ślepymi uliczkami. Dodatkowo wiele z napotkanych postaci (a jest ich tu całe mnóstwo) prosiło o pomoc w jakiejś swojej sprawie, przez co można było się w tym wszystkim nieco zagubić i stracić wątek. Sporo czasu i prób zajęło mi dojście do jakiegoś sensownego, satysfakcjonującego zakończenia.
Ocena Wiktora: 6/10
Ocena Kasi: 6,5/10
Ocena:
Wiktor:
Do tej pory trudno mi jednoznacznie określić czy powinienem polecić Wam wizytę w Questwick, czy do niej zniechęcić. Wydaje mi się, że trochę zbyt trudno dotrzeć do szczęśliwego finału. O ile pozytywnie wpływa to na regrywalność, to czytając przygodę po raz piąty, szósty, dziewiąty… ma się już trochę dość i całość bardziej irytuje, niż bawi. A w końcu ruszamy do Stolicy Przygody po to, aby zostać bohaterem, który ratuje świat!
Mam wrażenie, że do Questwick lepiej wracać co jakiś czas i bawić się książką przez miesiąc, dwa, trzy, niż próbować ją koniecznie przejść teraz i już. Jako że nasz egzemplarz wiązał się z zobowiązaniem do ocenienia książki w jakimś w miarę przewidywalnym czasie, to nie miałem takiego komfortu, co być może wpłynęło na moje odczucia. Mam wrażenie, że przygodą należy się delektować, a nie chłeptać ją duszkiem, byle szybciej zobaczyć dno szklanki.
Paragrafówkę można dostać w księgarniach za jakieś 40 złotych, co nie jest wygórowaną ceną, więc nawet jeśli tytuł komuś nie podejdzie, to nie będzie to zbyt bolesne dla portfela. Sam jednak do tej przygody już nie wrócę, chociaż jeśli Roch Urbaniak ponownie wyśle nas na misję w wykreowanym przez siebie świecie, to podejmę rękawicę.
Kasia:
Ostatecznie, robiąc sporo podejść do Questwicka, kilka (albo i naście) razy zginęłam, dwa razy trafiłam na alternatywne zakończenie historii oraz zdobyłam kilka różnych epilogów. Działo się dużo, choć niemało było w tym wszystkim chaosu. Summa summarum bawiłam się nieźle, choć przyznam, że nie do końca trzymałam się zasad narzuconych przez autora i dawałam sobie więcej swobody w powracaniu do punktów, które mnie interesowały, żeby poznać możliwe rozgałęzienia. Mam trochę wrażenie, że być może jak na pierwszą paragrafówkę autora wrzucono tu trochę zbyt dużo rozwiązań na raz.
Raczej nie poleciłabym tej pozycji osobie, która nie miała jeszcze do czynienia z paragrafówkami (czy ogólnie z grami), ale dla fanów popkultury, którzy mają parę albo paręnaście godzin do zagospodarowania może to być interesujące doświadczenie.
Książkę przekazało nam wydawnictwo: