Copernicon 2026 – relacja
Jeśli śledzicie nasz fanpage Planszówki we dwoje na Facebooku, to powinniście być na biężąco z postami dotyczącymi Coperniconu. Impreza odbyła się oczywiście w Toruniu, w weekend 18-20 września.
Copernicon 2026 rozrzucony był po kilku miejscach w Toruniu: budynkach Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Książnicy Kopernikańskiej, hotelu Mercure, Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu”, Teatru Baj Pomorski, Centrum Równik i Cinema City. Mam nadzieję, że niczego nie pominąłem. Brzmi to może dość chaotycznie, jednak wszystkie są ulokowane w centrum miasta, a przejście od jednego do drugiego nie zajmuje zbyt dużo czasu.
Nie będę wklejał całego programu imprezy, ten możecie znaleźć na stronie Coperniconu czy też w aplikacji Konwencik. Obecne były wszystkie typowe bloki programowe, w tym: literacki, RPG, popularnonaukowy, cosplayowy, planszówki… Było w czym wybierać, i jak to często bywa, z niektórych rzeczy trzeba było zrezygnować. Gościem honorowym imprezy był Andrzej Sapkowski, którego przedstawiać chyba nie trzeba.





Wiktor:
Organizacyjnie Copernicon 2026 – z mojej perspektywy – był dobrze ogarnięty. Irytował mnie nieco fakt, że podczas prelekcji bywała spora rotacja, a ludzie dość płynnie wchodzili i wychodzili, co potrafiło trochę rozbijać odbiór. Sami nie byliśmy bez winy, bo też zdarzyło nam się z jakichś punktów wyjść nieco przed czasem, żeby zdążyć na coś, co bardziej nas interesowało. 15 minut między kolejnymi punktami było czasem, w którym dało się przejść między budynkami, ale dodatkowych 5-10 minut praktycznie zapewniało możliwość złapania miejsca na sali. Nie wiem czy da się to jakoś rozwiązać, ale też nie było to aż tak dużym problemem.
Budynki, w których odbywała się impreza, były dobrze oznaczone, mapki w Konwenciku pozwalały bez problemu odnaleźć konkretne sale. Na plus imprezie trzeba zaliczyć też to, że jednak Toruń jest dużo tańszy niż taki Poznań w środku sezonu, a samo miasto jest niezwykle klimatyczne i pełne np. fajnych lokali gastronomicznych czy atrakcji.
Copernicon 2026 połączony był z Fantastycznymi Targami Popkultury, ale też z Festiwalem Filmów Fantastycznych „Przekładaniec”. Na filmy nie dotarliśmy, ale na część targową już tak. Co ważne, nie była ona biletowana, więc można było tam zajrzeć nawet nie mając biletów na konwent. Poza kilkoma większymi stoiskami, wśród których był np. Black Monk Games czy Wydawnictwo Hengal, sporo było małych wystawców, których nie do końca byliśmy targetem. Sporo było jakichś fanowskich artów, przypinek czy naklejek, które cieszyły się jednak chyba zainteresowaniem młodszych uczestników. Z perspektywy żałuję, że nie skusiłem się na świeczkę od Magi Koi. Ich wadą jest jednak chyba to, że są za ładne i szkoda byłoby je palić. Przy najbliższej okazji naprawię jednak mój błąd.
W kwestii organizacji tekstu – prelekcje opisane są losowo, nie chronologicznie. Nie siliłem się na jakieś przydługie opisy, bo wiele z odwiedzonych punktów programu było po prostu ciekawych i sprawnie poprowadzonych, bez jakichś wielkich highlightów. No i oczywiście jest jakoś tak, że w pamięci zapadają zawsze jakoś bardziej te negatywne doświadczenia. Na dużej części prelekcji byliśmy razem i chyba wynieśliśmy z nich podobne wrażenia.
Nawiedzenie Ypsilon-14 – sejsa RPG
Copernicon był pierwszym razem, gdy grałem w RPG z kimś totalnie obcym, bo zapisałem się na jedną z sesji. Miałem trochę wątpliwości czy warto, bo to jednak 4 godziny wycięte z konwentu, no ale postanowiłem spróbować. Przede wszystkim świetnym pomysłem było ulokowanie sesji w pokojach hotelowych w Mercurze. Zaglądając co roku do strefy RPG na Pyrkonie mamy liczne stoliki w dość dużej, otwartej przestrzeni, która nie daje za dużo prywatności. Copernicon podszedł do tego inaczej. W hotelowym pokoju przygotowany był stół z krzesłami, żadnych przechodniów, hałasów od ekipy obok. No i toaleta w pokoju – super wygodne rozwiązanie.
Sesję w systemie Mothership 1E prowadził Marek Jurko. Moimi współgraczami była trójka świeżaków, wyraźnie młodszych ode mnie, co jednak nie miało wpływu na przebieg zabawy. Fajnie, że młodsze pokolenia próbują swoich sił w grach fabularnych – nasza sesja była chyba ich trzecią partią w życiu, a dwie poprzednie też rozgrywali na tegorocznym Coperniconie. O samym scenariuszu rozpisywał się nie będę, ale przygoda była ciekawa i swoją strukturą nadawała się na takie konwentowe granie. Ciekawe doświadczenie, szkoda trochę, że sesje rozgrywane były w większości w ciągu dnia, a nie późniejszym wieczorem (ale też zrozumiałe, skoro odbywały się w hotelu).
Kosmici, poddajcie się nauce
Pozostając w kosmicznych klimatach przeskoczę do prelekcji, którą jednak wolałbym zapomnieć. Ciekawy temat, 105 minut czasu dla prelegentki, ludzie w cosplayu Z Archiwum X na widowni i… zaserwowano nam jakieś 90 minut powtórki teorii ewolucji z lekcji biologii. I to nie takiej krótkiej, ale z opisywaniem kwiatków groszku i miliona różnych sposobów dziedziczenia. Tragedia. Gdy udało się w końcu przejść do tytułowych kosmitów, zostali oni przeleceni tak pobieżnie, że po prelekcji pozostało mi jedynie poczucie zmarnowanego czasu. Nigdy więcej.
Swoją drogą muszę chyba ostrożniej dobierać prelekcje naukowe na konwentach, bo niestety nie zawsze mają one charakter popularnonaukowy.
Gry jako soft power. O wątkach narodowych w grach wideo
Ciekawy temat, interesujący mnie ze względu na ukończone kiedyś tam studia, no ale też aktywne granie w gry i pozagrowe zainteresowania. Do tego przedstawiony konkretnie, przystępnie i w przeddzień wydania remastera Wiedźmina 3. Nie ma się co rozpisywać, ale jeśli na konwencie zobaczycie kiedyś punkt w podobnym klimacie prowadzony przez Staszka Krawczyka, to zapiszcie sobie na liście „do zobaczenia”.


Wiedźmiński kanon Redów
Na prelekcję Kapitana Fandoma trafiliśmy w tym roku na Pyrkonie, więc wiedzieliśmy, że i ta będzie ciekawa i dobrze poprowadzona. Temat kanonów w świecie Wiedźmina okazuje się bardziej skomplikowany niż można się spodziewać. Prelekcja na plus.
Czy świat potrzebuje supków? Dekontrukcja superhero
Przedstawienie kilku superbohaterów przez pryzmat ich problemów, rozterek i, ukazywanych coraz częściej, ciemnych stron bohaterów.
Cthulhu, Hastur i inni
Adam Wieczorek z Black Monk Games poszukiwał nowych kultystów Cthulhu, opowiadając o Mitach i wszelkiej maści stworach z mitologii lovecraftowskiej i okołolovecraftowskiej.
Parada Cosplay
Jednym z głównych punktów Coperniconu jest przemarsz cosplayerów przez centrum miasta. Wywołuje on spore zainteresowanie przechodniów i turystów, no i jest czymś, co trudno przegapić. Niżej znajdziecie kilka fotek z parady, a na naszym Facebooku i Instagramie znajdziecie krótki filmik.
Jak zawsze wielki szacunek dla wszystkich cosplayerów za zaangażowanie i chęci, aby dzielić się z innymi swoją pasją <3


Gwiazdy, których być nie powinno – czym są Czerwoni Maruderzy?
Druga ścisłonaukowa prelekcja, która też niosła sporą dawkę teorii, na szczęście nie aż takiej szkolnej. Nie będę udawał, że zrozumiałem wszystko, ale też to trochę moja wina, bo nie do końca doczytałem opis w Konwenciku. Czegoś tam się dowiedziałem, więc ogólnie na plus.
Gdy rozum śpi budzą się demony
Jednak nauki społeczne są mi dużo bliższe od tych ścisłych. Prelekcja o chorobach psychicznych w kontekście historyczno-kulturowym niosła ze sobą trochę ciekawych faktów, ale i inspiracji do sesji RPG. Swoją drogą na Coperniconie widziałem kilka osób notujących rzeczy podczas prelekcji i to chyba dość fajny pomysł, który muszę kiedyś wprowadzić w życie.
Od wiedźmy do laboratorium, czyli faktyczne działanie roślin z gier, książek i legend
Druga z prelekcji, o których wolałbym zapomnieć. Z tej o kosmitach przynajmniej można było dowiedzieć się czegoś o ewolucji, a prowadzącej trzeba oddać, że się starała i sprawiała wrażenie zaangażowanej oraz przejętej punktem programu. Tutaj chaos w prowadzeniu przeplatany był z rozmowami prowadzącej z koleżanką i jakimiś zupełnie niepasującymi dygresjami. Dziewczyna siedząca obok mnie po jakimś czasie wyszła, a ja żałowałem, że nie siedzę jakoś bliżej drzwi. Mógłbym się tutaj rozpisać na kilka akapitów, ale mam wrażenie, że 45 straconych minut podczas Coperniconu to aż nadto, żeby teraz tracić kolejne.




Terminator czy cyberpunk, czyli dokąd zmierza AI?
Crème de la crème. Zamiast jednego Michała Cholewy dostaliśmy w pakiecie też Piotra W. Cholewę (jego tatę), na czym prelekcja tylko zyskała. Panowie – jak już wspominałem w poście na Facebooku – mają świetny vibe, a ponadto prelekcja była merytoryczna, ciekawa i fajnie poprowadzona. Michał występował tym razem nie w roli autora science fiction, ale doktora Instytutu Informatyki Teoretycznej i Stosowanej Polskiej Akademii Nauk. Panowie przedstawili temat przystępnie, więc pewnie nawet osoby mniej technologiczne powinny wynieść coś z tego punktu programu. A wnioski? Jesteśmy straceni!
Jak zabiłem D&D w Polsce? Historia z przymrużeniem oka
Maciej Jesionowski opowiedział jak „zabił” D&D w Polsce pracując w Rebelu (tak naprawdę, to nie zabił, samo wzięło i umarło). Było trochę o współpracy z Wizardsami i Gale Force Nine, terminach i ogólnie procesie wydawania gier.
Kasia:
Strefa wystawców na Coperniconie to prawdziwy labirynt. Ostatecznie dało się w nim jakoś odnaleźć, a główną wadą strefy było to, że w budynku, w którym ją zorganizowano było gorąco i duszno. Ewidentnie przestrzeń ta nie jest dostosowana do takiej liczby ludzi. W strefie sporo było mikro i małych wystawców, zaś niewiele większych czy typowo planszówkowych. Asortyment był jednak na tyle różnorodny, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Jeśli chodzi o organizację prelekcji to wyglądało to podobnie jak kiedy byliśmy na Coperniconie w 2019 roku. Być może jednak nauczona doświadczeniami Pyrkonu, na którym trzeba pokonywać spore odległości między halami, przebijając się przy tym przez tłum, tym razem nie przeszkadzało mi rozrzucenie przestrzeni prelekcyjnych między budynkami. Odległości były niezbyt duże i najczęściej można było je pokonać w parę minut. Na plus zaliczam też bogaty program, obecność prelekcji dwugodzinnych, na których można zdecydowanie bardziej zgłębić temat oraz niewiele kolejek. W zasadzie bez większego problemu można było wejść na większość prelekcji – poza takimi odbywającymi się w bardzo małych salach.
Uderzyły mnie jednak ogromne dysproporcje w wielkości sal, gdzie czasem w dużych salach było półpusto, zaś w małych było absolutnie napakowane (ludzie nawet stali w drzwiach i siedzieli na podłodze). Mimo, że w obsłudze wydarzenia pomagali wolontariusze, to ich działania były mocno ograniczone. Chociażby nie liczyli osób wchodzących do sal, a niektóre były naprawdę napakowane, raczej nikt nie kontrolował też kolejek. Wolontariusze nie pilnowali także sal, w których już trwały prelekcje, a więc osoby wchodzące na salę, nawet w połowie czy pod koniec prelekcji, nie były na Coperniconie czymś wyjątkowym, co nie pomagało w skupieniu.
Mam wrażenie, że prelegenci nie byli w wystarczającym stopniu weryfikowani. Niektóre prelekcje były dobrze przygotowane i ciekawe, a inne były niestety stratą czasu (na szczęście większość była ok). W związku z tym częstym zjawiskiem było również wychodzenie w trakcie prelekcji. Ogólnie jednak poziom był całkiem dobry, a dzięki kameralności konwentu udawało mi się zdążyć z jednej na drugą w ciągu 15 minut przerwy (nawet jeśli były w innych budynkach), więc można było sporo obskoczyć.
Fajnym elementem Coperniconu jest parada cosplayerów, choć tu przez lata mam wrażenie, że nie poczyniono postępów w jej organizacji. Szła ona nieco zbyt szybko, zwłaszcza na prostym odcinku ulicy Szerokiej. Przydałaby się być może jakaś lepsza oprawa czy może większe zaangażowanie uczestników by wywoływała ona efekt wow. Nie mniej ciekawie było zobaczyć poprzebierane osoby w jednym miejscu, bo bez tego trudno byłoby wyłapać niektóre ciekawe cosplaye.
Ogólnie na Coperniconie 2026 mi się podobało. Pewien wkład ma tu na pewno urok miasta oraz możliwość podjadania pierników pomiędzy wydarzeniami, ale sam konwent jest sympatyczny, zdecydowanie bardziej kameralny niż odwiedzany przez nas od lat Pyrkon. Łatwiej też spotkać znajome twarze. A gdyby jeszcze dodać jakiś koncert i nieco podrasować organizację, to byłoby fantastycznie.
Podsumowanie:
Copernicon 2026 uważam za bardzo udany! Wróciliśmy na konwent po ładnych kilku latach, ale już wpisuję w kalendarz 17-19 września 2027 na kolejną wizytę w Toruniu!
Jak pewnie widzicie nie pograliśmy w żadne planszówki. Tę atrakcję zostawiamy sobie na gdańskie ALEgramy, które odbędzie się w listopadzie. Na nieplanszówkowych imprezach dzieje się po prostu tak dużo, że gry spadają na dalszy plan. Tym bardziej, że we wrześniowy weekend chyba wszyscy wydawcy byli jednak w Spodku.

