recenzje planszówek

Star Wars Unlimited – recenzja

Wiek: 10 / 12+
Liczba graczy: 2
Czas gry: ok. 30 min.
Autor: Daniel Schaefer
Wydawca: Fantasy Flight Games
Tematyka: Star Wars / Gwiezdne Wojny
Główna mechanika: TCG, zarządzanie ręką, aktywowane umiejętności
Dla: początkujących, średnio zaawansowanych i doświadczonych
Przypomina nam: Magic the Gathering (i inne kolekcjonerskie),
Star Wars The Deckbuiling Game, Millenium Blades
BGG: Star Wars Unlimited – Spark of Rebellion
Instrukcja: Star Wars Unlimited – zasady podstawowe

Współpraca reklamowa. Grę przekazało nam wydawnictwo Rebel.

Pakiet przesłany przez wydawnictwo:
starter dla dwóch osób, trzy boosterki, koszulki, znaczniki, pudełko na dwie talie i żetony.

Opinia:

Wiktor:

O co chodzi w Star Wars Unlimited?

Zacznijmy od tego czym jest, a czym nie jest Star Wars Unlimited. To gra określana skrótem TCG (trading card game) albo CCG (collectible card game) to po naszemu karcianka kolekcjonerska. Oznacza to, że poza zestawami zawierającymi konkretne karty, jak np. opisywany tutaj starter Spark of Rebellion, głównym źródłem kart są booster packi. Opakowania zawierające kilkanaście losowych kart. To właśnie z nich można pozyskać te najcenniejsze i najlepsze/najchętniej wykorzystywane np. w grze turniejowej. W tekście nieraz odwołuję się do Magic the Gathering, pierwszej tego typu karcianki, z którą spędziłem ładnych kilka lat życia, będącej dla mnie wzorem karcianki kolekcjonerskiej.

Booster pack do Star Wars Unlimited zawiera 16 kart: 

  • lidera, 
  • bazę, 
  • 9 kart common (najpopularniejszych);
  • 3 karty uncommon (nieco rzadsze)
  • jedną rare/legendary (najrzadszą)
  • jedną kartę foil (błyszczącą, dowolnej rzadkości).

Karty występują jeszcze w innych odmianach: hyperspace (bez ramki) oraz showcase (tylko w przypadku liderów, to karta z alternatywną ilustracją, unikalną ramką i typu foil).

Planszówkowicze nieznający karcianek kolekcjonerskich mogą kojarzyć skrót LCG, będący niejako odpowiedzią na TCG/CCG, w którym kupowało się dodatki z ustaloną, znaną z góry liczbą konkretnych kart. Opisywany w tej recenzji starter Spark of Rebelion zawiera: 2 talie, znaczniki oraz maty zawierające rozkład kart podczas partii i podstawowe reguły. W sam raz do zapoznania się z karcianką, nauki zasad i sprawdzenia czy to coś, w co chce się pobawić dłużej.

Skoro podstawy mamy za sobą, to można przejść do dania głównego, czyli rozgrywki i tego jak starter do Star Wars Unlimited sprawdza się podczas partii.

Pierwszą rzeczą, na którą zwracam uwagę przy karciankach jest układ informacji na kartach oraz, naturalnie, ilustracja. Ten pierwszy jest dość klasyczny i przede wszystkim czytelny. Ilustracje są natomiast nieco nie w moim stylu, wolałbym te z planszówek FFG (z Rebelii, Star Wars Deckbuilding Game czy Star Wars LCG). Ogólnie jednak dość szybko się do nich przyzwyczaiłem i jestem w stanie wybaczyć im tę lekką kreskówkowość.

Star Wars Unlimited, jak dla kogoś ogranego w Magica czy też np. deckbuildingowe karcianki, ma proste i intuicyjne zasady. Celem zabawy jest zniszczenie bazy przeciwnika (zadanie jej 30 obrażeń). Co ciekawe gracze przeprowadzają swoje akcje naprzemiennie, co sprawia, że może i nie mamy uczucia, że robimy w swoim ruchu dużo, ale na pewno gra jest dzięki temu dynamiczna.

Star Wars Unlimited karta Leia Organa z zestawu startowego Spark of Rebellion

Głównymi akcjami w grze są:

  • wystawienie jednostki
  • aktywacja zdolności jednostki
  • atak jednostką
  • spasowanie / spasowanie i zabranie znacznika pierwszego gracza.

Za zasoby – potrzebne do zagrywania kart – służą tutaj zagrane rewersem ku górze karty z ręki. Partię zaczyna się z dwoma, a w trakcie rozgrywki co rundę można dołożyć jedną (nie licząc efektów innych kart, które mogą na to pozwalać).

Wystawiane jednostki dzielą się na dwa główne typy – lądowe i powietrzne. Operują one w dwóch osobnych teatrach wojny, z których mogą atakować bazę przeciwnika albo jego jednostki tego samego typu (lądowe/powietrzne).

Diagram ułożenia podczas rozgrywki (źródło: starwarsunlimited.com).
Po lewej od bazy wykłada się jednostki naziemne, po prawej pojazdy powietrzne.

W przeciwieństwie do np. Magica, w Star Wars Unlimited gracz wybiera cel ataku swojej jednostki (w ramach jednej akcji może zaatakować tylko jedną) – jednostkę przeciwnika albo jego bazę. Później, już standardowo, obrażenia zadawane są równocześnie, a atakująca jednostka pozostaje zatapowana – nie będzie mogła atakować do następnej rundy. System ten jest dość prosty i intuicyjny. Zadane obrażenia nie usuwają się same – pozostają na jednostkach do czasu ich zniszczenia lub uleczenia.

Kilka słów należy się też liderom – w Star Wars Unlimited to specyficzne karty z umiejętnościami, które zaczynają grę obok bazy, nie jako jednostki. Po osiągnięciu przez gracza określonej liczby zasobów można przemienić lidera w jednostkę. Zyskuje on wówczas siłę ataku oraz punkty życia i jakąś umiejętność. To dość potężna broń, której należy używać rozsądnie i raczej nie warto tracić jej od razu po zagraniu.

W grze podoba mi się prostota zasad – podstawowa instrukcja ze startera ma raptem ze 20 niewielkich stron. Owszem, zdolności kart sprawiają, że pojawiają się różne zależności, odpalają efekty, jednak założenia są intuicyjne i przyjemne do grania. Nie ma tutaj przerywania akcji przeciwnika jakimiś natychmiastowymi czarami (jak we wspominanym wcześniej już Magicu), co zdecydowanie upraszcza przebieg tur.

Grając można dostrzec, że obie dostępne w Spark of Rebellion talie nie są optymalne i nie ma się co oszukiwać, w turniejach szans by nie miały. Są jednak dość równe, co pozwala sprawdzić działanie gry, nie odniosłem też wrażenia, że są strasznie prostackie – karty mają różne zdolności i efekty, zdecydowanie można zobaczyć z czym się to je.

Luke jako lider, na razie jeszcze bez odpowiedniej liczby zasobów, aby wkroczyć do bezpośredniej walki.

Partie rozgrywane z Kasią były przyjemne, szybkie i dynamiczne. Jak to w karciankach kolekcjonerskich ma się ochotę na więcej, co nie może dziwić. Wówczas wkraczają boosterki, dzięki którym można rozbudować swoją talię. Zasady jej tworzenia nie są zbyt skomplikowane, a ogromną rolę odgrywają w nich symbole lidera i bazy – tak w skrócie, w przypadku niezgodności ponosi się dodatkowy koszt.

W Star Wars Unlimited podoba mi się jej tradycyjność/klasyczność. Gra nie jest niepotrzebnie udziwniona, na siłę oryginalna i inna. Jasne, ma kilka fajnych rozwiązań, które usprawniają grę, jak chociażby wykorzystywanie kart z talii jako zasobów (w Magicu były to lądy, przez co niekiedy było się bardziej uzależnionym od ich losowego doboru, niż by się chciało). Również wprowadzenie dwóch teatrów wojny dobrze wpływa na rozgrywkę, wymaga zrównoważonego podejścia do wystawiania jednostek.

Umiejętności kart są dość klasyczne, część będzie znana Wam też np. z gier deckbuildingowych. I tak niektóre jednostki to obrońcy, których trzeba atakować w pierwszej kolejności, inne zadają obrażenia przed przeciwnikiem, cała rzesza wpływa na pozostałe sojusznicze karty (np. oznaczone konkretnym słowem kluczowym), czy też pozwala nieco manipulować talią (m.in. podglądając karty).

Kasia:

Jeśli graliście w karcianki w rodzaju Magic: the Gathering, to pojmiecie zasady Star Wars Unlimited z marszu. Jeśli zaś jesteście świeżakami w temacie, to też nie powinniście mieć większych problemów. Na pewno z pomocą przyjdą papierowe maty, dzięki którym nie tylko łatwiej ogarnąć co gdzie ma się na stole znajdować, ale też można szybko przypomnieć sobie reguły.

Muszę przyznać, że Star Wars Unlimited pozbawione jest jednej z istotnych bolączek swojego protoplasty (Magica). Mianowicie brak zasobu w postaci lądów, jako osobnej kategorii kart w talii przyspiesza rozgrywkę i zmniejsza negatywny wpływ losowości. Otrzymujemy więc karciankę dynamiczną, z dużą ilością negatywnej interakcji, w której każdą z kart możemy wykorzystać na dwa sposoby – zagrać jako odkrytą dla jej zdolności lub zakrytą jako zasób.

Ciekawym zabiegiem jest „poszatkowanie” jednej rundy na naprzemiennie wykonywane przez graczy akcje. Dodaje to dynamiki grze, ponieważ sprawia, że nie wykładamy wszystkiego na raz z ręki i nie przeprowadzamy wszystkich swoich ataków jednocześnie jak np. w grach deckbuildingowych. Dzięki temu możemy lepiej odpowiadać na działania rywala, a znaczenia nabiera, poza rodzajem zagranych czy aktywowanych kart, także moment, kiedy wykonamy daną akcję. Trzeba więc nieustannie śledzić sytuację na stole, bo chwila nieuwagi, zagranie czegoś odrobinę zbyt szybko czy zbyt późno, może mieć dla nas bardzo nieprzyjemne konsekwencje.

Podoba mi się, że każdy z liderów (w zestawie startowym są to Luke oraz Vader) ma unikalne zdolności, dzięki czemu rozgrywka jest asymetryczna, a wrażenia są nieco odmienne zależnie od tego, po której stronie Mocy staniemy. Co więcej nasi liderzy, będący jednocześnie najpotężniejszymi jednostkami, nie są tylko kolejną kartą w talii, więc nie musimy polegać na szczęściu, by móc ich zagrać. Dostajemy ich do dyspozycji od samego początku, więc jednocześnie mamy więcej opcji decydując co chcemy zrobić podczas swojej kolejki i więcej możliwości na wykorzystanie zasobów.

Jeśli nie zamierzacie grać turniejowo, to Star Wars Unlimited można potraktować jako po prostu bardzo fajną dwuosobówkę, ponieważ nawet bez modyfikowania talii zestaw startowy oferuje dużo dobrej zabawy. Uważam jednak, że wydatkiem, który warto ponieść podczas zakupu są koszulki. Trzymanie kart w rękach, tasowanie czy szuranie nimi po stole może się na nich negatywnie odbić. Gra ma natomiast duży potencjał do rozgrywania paru partii z rzędu, więc tym bardziej warto zabezpieczyć karty. No a jeśli chcielibyście jednak modyfikować z czasem talie, to koszulki pomogą uniknąć widocznych różnic między starszymi i nowszymi kartami.

Bardzo podoba mi się osadzenie gry w uniwersum Star Wars – wizualnie karty są w porządku, ma sens podział pola gry na obszar walki naziemnej i powietrznej oraz ogólnie zdolności kart. Jedyne, czego trochę brakuje to fabularne teksty na kartach. Może nie na wszystkich by się zmieściły, ale jednak byłby to fajny smaczek.

Ocena Wiktora: 8/10
Ocena Kasi: 8,5/10

Oficjalne akcesoria od Gamegenic

Wiktor:

Wraz ze starterem Rebel podesłał nam także pudełko na dwie talie, dwie paczki koszulek i zestaw znaczników. Pudełko jest zaskakująco porządnie wykonane – chociaż może zaskakująco to złe słowo, bo mam dwa segregatory od Gamegenic i są naprawdę świetnej jakości – mieści w sobie liderów, bazy, talie i, pod nimi, wysuwane pudełeczka na żetony i drobne akcesoria.

Te z podstawki warto wg mnie wymienić jak najszybciej, bo są cieńsze niż standardowe planszówkowe żetony i ogólnie nie robią szału. Przezroczyste zasoby, ujęte na niektórych fotkach z naszych partii, robią dużo lepsze wrażenie, pasują też wizualnie do klimatu Gwiezdnych Wojen.

Koszulki w przypadku takiej gry to must have. Sam jestem raczej zwolennikiem tych przezroczystych, ale pod względem funkcjonalnym te podesłane sprawdzały się w porządku – są dobrej jakości, chronią karty i dość łatwo się tasują.

Kasia:

Dedykowany Star Wars Unlimited zasobnik Gamegenic jest bardzo dobrze wykonany i estetyczny, a do tego praktyczny. Spokojnie mieszczą się w nim zakoszulkowane talie, jest nawet jeszcze trochę przestrzeni na dodatkowe karty. Podoba mi się rozwiązanie z wyjmowanymi szufladkami na znaczniki oraz magnetyczne zamykanie, dzięki którym całość jest kompaktowa. Drobnym mankamentem jest jak dla mnie bardzo trudno wysuwający się panel na przywódców – być może ten element musi się jeszcze wyrobić.

Jeśli chodzi o dodatkowe „bajery”, którymi można urozmaicić ten tytuł to wizualnie podobają mi się pleksiglasowe znaczniki choć, by były w pełni praktyczne, przydałoby się żeby były dwustronne. Obecnie nieraz trzeba się nagrzebać, by wybrać właściwe symbole obrażeń (mają wartości 1, 5 i 10). W przypadku obrażeń zadawanych bazie nawet lepszym rozwiązanie od znaczników – na pewno czytelniejszym na pierwszy rzut oka – byłyby kartonowe liczniki (kręciołki).

Ocena:

Wiktor:

Rozgrywki w Star Wars Unlimited przeniosły mnie do czasów nastoletnich, gdy namiętnie grałem w Magic the Gathering, co jednocześnie okazało się okazją do poznania Kasi 😀 Nowa karcianka od FFG ma w sobie wszystko, aby wciągnąć rzesze graczy i wyciskać z nich ciężko zarabiane przez nich (lub rodziców) pieniądze. I to dobra wiadomość, bo wydaje się, że karcianka w Polsce całkiem dobrze zaczęła. Miejsca na turnieje prereleasowe (przedpremierowe) poznikały np. w Gdańsku jeszcze przed turniejowym weekendem, na Facebooku można znaleźć dwie ogólnopolskie grupy liczące trochę ponad 500 członków każda (Star Wars: Unlimited Polska, Star Wars Unlimited TCG Polska), scena turniejowa zaczyna się rozkręcać.

Star Wars Unlimited ma właściwie jedną główną cechę, o której trzeba pamiętać – to karcianka kolekcjonerska. Do optymalnej zabawy wymaga albo gry turniejowej/zorganizowanej, albo prężnej grupy znajomych, z którymi można grać casualowo. W większych miastach nie powinno być z tym problemu.

Co do grania w parze, z jednym przeciwnikiem, to bez rozbudowywania obu talii na dłuższą metę tytuł może stać się wtórny – do takiej zabawy bardziej polecałbym np. Star Wars The Deckbuilding Game. Jeśli jednak oboje graczy będzie rozwijało swoje talie, to taka rywalizacja może już mieć sens.

Kasia:

Star Wars Unlimited to dynamiczna karcianka dla osób lubiących w grach możliwość bezpośredniego atakowania rywala. Co ważne, temat nie jest doklejony na siłę, a sama rozgrywka jest angażująca. Reguły są przystępne, a zestaw startowy można traktować jako dobry tytuł dwuosobowy lub wykorzystać jego potencjał rozwojowy.

Cechy:

  • karcianka kolekcjonerska – wymaga raczej stałych inwestycji
  • stworzona do gry rywalizacyjnej / turniejowej

Plusy:

  • proste, intuicyjne zasady
  • nie jest „udziwniona”, a dość klasyczna
  • dynamiczna i angażująca
  • osadzona w jednym z naszych ulubionych uniwersów
  • emocje związane z otwieraniem boosterków

Minusy:

  • styl ilustracji wymaga przyzwyczajenia się do niego

Grę przekazało nam wydawnictwo:

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.